sobota, 23 maja 2015

Calum ;p

Poczułaś wibracje, które sygnalizowały, że ktoś próbuje się do ciebie dodzwonić. Wyjęłaś telefon z kieszeni po czym przesunęłaś palcem po ekranie by odblokować blokadę. Nacisnęłaś zieloną słuchawkę i przyłożyłaś urządzenie do ucha.
- Hej, Cal - uśmiechnęłaś się pod nosem.
- Hej, słuchaj... Masz może ochotę wpaść dziś do mnie?
- Pewnie, o której?
- Możesz nawet teraz - zachichotał.
- Okey, będę za godzinkę, do zobaczenia.
- Do zobaczenia - rozłączyłaś się. Zaczęłaś skakać po całym pokoju ze szczęścia. Przyjaźniłaś się z Hoodem, ale czułaś do niego coś więcej. Nigdy nie miałaś odwagi powiedzieć mu tego w prost. Ale dziś był odpowiedni moment. Czułaś to. Po uspokojeniu się zaczęłaś się szykować. Wzięłaś prysznic, odświeżyłaś makijaż i zjadłaś coś na szybko. Spakowałaś najpotrzebniejsze rzeczy do torby po czym zawiadomiłaś rodzicielkę, że wychodzisz. Nie mogłaś się już doczekać. Piątek. Popołudnie. Było lato, więc słońce jeszcze gościło na niebie. Wędrowałaś wzdłuż uliczek. Nie lubiłaś tędy chodzić. Czułaś się nieswojo. Kiedy znalazłaś się już pod domem Caluma, zapukałaś dwukrotnie.
- O hej! - ujrzałaś chłopaka stojącego w progu drzwi - Wejdź - przywitałaś się z chłopakiem całusem w policzek. Zdjęłaś buty i odłożyłaś je obok drewnianej konstrukcji.
- Jesteś sam? - spytałaś chłopaka.
- Tak, siostra z rodzicami są u babci. Jak chcesz możesz u mnie zanocować.
- Zastanowię się - zachichotałaś.
- Dobra, co robimy?
- Film?
- Na jaki masz ochotę?
- Obojętnie, byle nie romantyczny, bo rzygnę - zaśmialiście się.
- Okey... - chłopak wytarł łzy, które zostały wywołane przez śmiech - Co powiesz na... Szybkich i Wściekłych?
- Może być - uśmiechnęłaś się. Zaczęliście przygotowywać przekąskę jaką był popcorn. Uwielbialiście go. Podczas gdy chłopak nagrzewał mikrofalę, ty układałaś poduszki oraz pierzyny w salonie, w którym odbyć miał się wasz seans. Ułożyłaś mięciutko kołdry. Gdy skończyłaś, brunet przyszedł z jedzeniem.
- Gotowe - oznajmiłaś kładąc dłonie na biodrach i uśmiechając się.
- Dobra, to ja ogarnę film - rzekł Hood.
- Okey - ułożyłaś się wygodnie w gigantycznym łożu w ręce trzymając miskę z kukurydzą w niecodziennej postaci. Piwnooki włączył plazmę i do odtwarzacza DVD włożył płytę z wgranym filmem. Kiedy wszystko było gotowe, położył się obok ciebie, a ty wtuliłaś się w jego klatkę piersiową zupełnie zapominając, że jesteście tylko przyjaciółmi. Fabuła nie zainteresowała cię zbytnio, ale chłopak odpłynął. Na końcówce rozryczałaś się jak mała dziewczynka. Cal nie wiedział jak zareagować, więc po prostu cię przytulił. Momentalnie łzy przestały lecieć z twoich oczu. Uspokoiłaś się.
- Hej... Już dobrze - potarł dłonią o twój bark.
- Dziękuję... - spojrzałaś prosto w jego oczy. Patrzyliście się na siebie przez nieokreślony czas. Nie mogliście przestać - Emmm... To ja może już pójdę, co? - w końcu coś z siebie wydusiłaś - Jest już późno. Mama pewnie się martwi - wstałaś z legowiska przy okazji wycierając pozostałości słonych łez opuszkami palców.
- Nie! Zostań! Proszę...
- Na dziś już za dużo wrażeń... - uśmiechnęłaś się bezradnie i pokierowałaś się do przedpokoju. Brunet poszedł za tobą. Założyłaś buty - Dziękuję za wspólny wieczór - zwróciłaś się do niego.
- To ja dziękuję - oparł się o ścianę.
- No to pa - miałaś już wyjść, ale Hood złapał cię za nadgarstek i pociągnął. Teraz dzieliły was tylko milimetry. Chłopak zaczął się do ciebie przybliżać. Nie wiedziałaś co się działo. Chciał cię pocałować? Najwyraźniej. Postanowiłaś wykorzystać moment i zamknęłaś oczy. Nagle poczułaś usta Cala. Objęłaś ręką jego kark. Po dłuższej chwili oderwaliście się od siebie. Uśmiechnęłaś się, a on do ciebie.
- Musisz iść? - zrobił smutną minkę.
- Niestety... - westchnęłaś.
- Czemu mnie okłamujesz? - jego wyraz twarzy spoważniał.
- Jak cię okłam...? - nie dokończyłaś, ponieważ brunet złapał cię w pasie i zarzucił przez bark. Zaczęłaś krzyczeć i bić go po plecach - Calum! Zostaw mnie!
- Ani mi się śni! - zaśmiał się. Zaczął kręcić się wokół własnej osi. Myślałaś, że zaraz zwymiotujesz. Kiedy piwnooki odstawił się na ziemie. Walnęłaś go pięścią o ramię - Ała! - zachichotał.

***

- Hej, młoda! 
- Hej... - jakże entuzjastycznie przywitałaś się ze swoim starszym bratem.
- Coś nie tak? - usiadł obok ciebie. 
- Nic... - westchnęłaś ciągle mieszając płatki z mlekiem łyżką. 
- Przecież widzę, że coś się dzieje - podparł policzek dłonią i skierował twarz w twoją stronę.
- Pamiętasz jak opowiadałam ci o Calumie?
- Hoodzie?
- Nom... No i... Byłam wczoraj u niego i...
- I co?
- No i się pocałowaliśmy! - krzyknęłaś z entuzjazmem. Chłopak podskoczył z wystraszenia, a ty zaczęłaś się śmiać. Jego wyraz twarzy był bezcenny. Coś pomiędzy zdziwieniem, zaskoczeniem, a przerażeniem. 
- J, j, j, jak to? Całowałaś się?!
- No! Ale było cudownie i romantycznie i w ogóle! 
- No siostra... To masz chłopaka?
- Nie... Jeszcze nie jesteśmy parą... 
- To jak? Całowaliście się, a nie jesteście razem?
- Oj... No bo nie wiesz jak to jest... 
- Dobra, słuchaj, powiesz mi później, bo teraz śpieszę się do szkoły. Tobie też radzę!
- Tak, tak - zachichotałaś. Brunet wyszedł, a ty zaczęłaś przygotowywać się do wyjścia. Szybko zjadłaś płatki i poszłaś na górę. Ubrałaś się, spakowałaś książki do torby i wyszłaś z mieszkania. Pokierowałaś się w stronę szkoły. Na uszach miałaś założone słuchawki i głośno puszczoną muzykę. Nie słyszałaś otoczenia. Nic. Nie usłyszałaś też jak samochód ciężarowy jedzie wprost na ciebie. Cisza. Ciemność. Umarłaś? 
Obudziłaś się w łóżku szpitalnym. Słyszałaś tylko urządzenie, które wykrywało bicie twojego serca. Nienawidziłaś zapachu szpitala. Sam chlor. 
- Obudziła się? - usłyszałaś głos swojej mamy.
- Chyba tak, ale wejść mogą tylko dwie osoby - odezwał się niski męski głos, pewnie lekarz.
- Niech Państwo wejdą - Calum? Nie przesłyszało ci się. A może jednak? Usłyszałaś jak ktoś wchodzi po pomieszczenia w którym akurat się znajdowałaś. Ktoś usiadł obok ciebie i złapał cię za rękę.
- Skarbie...
- Mama?
- Tak... Boże... Jak dobrze, że nic ci nie jest... - potarła kciukiem o twą dłoń. Nic nie odpowiedziałaś.
- Córeńko, jak się czujesz? - zapytał twój tata.
- Tak jak wyglądam - zachichotałaś - Jest Calum? - twoi rodzice spojrzeli na siebie.
- Tak, jest.
- Niech wejdzie - zarządziłaś.
- Mogą wejść tylko dwie osoby...
- Niech wejdzie - powtórzyłaś. Rodzicielka westchnęła po czym wyszli. Po niecałej minucie ujrzałaś czarne jak smoła włosy. Dobrze wiedziałaś kto cię odwiedził.
- Hej, śliczna - usiadł obok ciebie.
- Hej - uśmiechnęłaś się szczerze.
- Jak się czujesz? - spytał łapiąc się za dłoń.
- Dobrze... Lekarze coś mówili? - mina chłopaka posmutniała - Cal? Masz mi coś do powiedzenia? 
- Tego powinnaś dowiedzieć się od doktora, nie ode mnie.
- Chcę od ciebie! - krzyknęłaś.
- Dobrze, spokojnie... Prawdopodobnie masz złamane żebro i będziesz musiała jeździć na wózku przez miesiąc, nic poza tym - uśmiechnął się szczerze. 
- Na pewno?
- Tak - przybliżył się do ciebie by cię pocałować, ale ktoś wam przeszkodził.
- Dobra zakochańce, musicie się rozstać, bo musimy zrobić ci badania, młoda damo - usłyszeliście głos lekarza. W takim momencie? Serio? Chłopak oddalił się od ciebie i uśmiechnął. Wyszedł z sali. Zostałaś sama z doktorem. Zaczął wypisywać notatki. To jak wyglądasz, jak się czujesz i inne duperele. Nie miałaś odwagi spytać się co ci się stało dokładnie. Chciałaś po prostu być już w domu. Tłumaczyłaś starszemu panu, że nic cię nie boli i, że chcesz już zostać wypisana. Jednak nie wysłuchał twoich próśb.
- Panie doktorze, na prawdę nic mnie nie boli. Proszę mnie wypuścić - błagałaś.
- Niestety. Trzeba zrobić ci jeszcze prześwietlenie.
- Ale na prawdę, nic mnie nie boli.
- Wypiszę cię najszybciej za dwa tygodnie. Przykro mi - jego wyraz był pełen współczucia i bezsilności.
Leżałaś niczym sparaliżowana na łóżku, które przesuwało się w gigantycznej komorze z laserami. Nie mogłaś się poruszyć. Prześwietlano ci klatkę piersiową sprawdzając czy nie odniosła obrażeń podczas wypadku. Odgłosy tego urządzenia nie należały do najprzyjemniejszych. Huczało ci aż w głowie. Po kilku minutach było już po wszystkim.
- Pani doktor, proszę zawieść pacjentkę do pokoju - dobrze znajomy ci głos dobiegł do twoich uszu.
- Dobrze, panie doktorze - zawsze śmieszyło cię to jak bardzo posłuszne są te pielęgniarki. Wykonują każde polecenia. Kobieta podjechała wózkiem dla niepełnosprawnych w twoją stronę.
- Poradzę sobie. Mogę się przejść - przekonywałaś ją.
- Przykro mi, ale musisz pojechać na wózku...
- A jeśli nie? - podniosłaś jedną brew.
- [T.I], proszę... Nie rób problemów... - westchnął lekarz. Wywróciłaś oczami i posłusznie usiadłaś na sprzęt. Pielęgniarka zawiozła cię do sali, w której miałaś spędzić dwa tygodnie. Samodzielnie usiadłaś na łożu po czym położyłaś się patrząc w sufit. Nic nie mówiłaś. Jedynie kiwałaś głową. Nie miałaś ochoty z kimkolwiek rozmawiać. Kiedy przychodzili twoi rodzice w odwiedziny, mówiłaś, że czujesz się bardzo dobrze i, że bardzo chcesz już wrócić do domu. Codziennie odwiedzał cię też Calum, przynosząc ci białą różę. Obdarowywał cię szczerym pocałunkiem. Gdy tylko opuszczał szpital czułaś się samotnie. Nienawidziłaś tego uczucia.

*dwa tygodnie później*
- Dzień Dobry, księżniczko! - odtworzyłaś leniwie oczy i przetarłaś je dłońmi.
- Cal?
- A kto inny? - zachichotał - Dziś jest wyjątkowy dzień! - uśmiechnęłaś się.
- Tak, wiem! Nie musisz mi przypominać! - zaśmiałaś się - Co ty tu robisz tak wcześnie? Jest siódma rano!
- Nie powiedzieli o której godzinie dokładnie cię wypisują, a minęły już dwa tygodnie od przyjazdu tutaj, więc...
- Więc... mogą już mnie wypisać? - skinął głową po czym przytulił cię. Czułaś się tak bezpiecznie w jego ramionach. Uwielbiałaś słyszeć jego bijące serce.
- Ekhem, ekhem... Co pan tu robi? - doktor. Super.
- Przyszedłem do [T.I]. Nie mogę?
- Owszem możesz, ale jest chyba trochę za wcześnie...
- Przepraszam bardzo, ale czy jest gdzieś napisane od której do której dokładnie można przychodzić w odwiedziny? - spytał pretensjonalnie splatając ręce na wysokości klatki piersiowej. Staruszek jedynie pokręcił głową.
- Cal... - westchnęłaś.
- No co? - zwrócił się do ciebie.
- Odpuść...
- Dobrze, już dobrze... Poczekajcie chwilę... Pójdę po siostrę, wypisze cię - uśmiechnął się. Pisnęłaś ze szczęścia. Chłopak przytulił cię. Wreszcie wrócisz do domu.

***

- Calum?
- No... ?
- Ale co im powiemy? - spytałaś zestresowana.
- Nie wiem... Wymyśl coś...
- Czemu ja?! - wzruszył ramionami, a ty pokiwałaś jedynie głową - Dobra, wchodzimy?
- Wchodzimy - zapukałaś do drzwi po czym nacisnęłaś klamkę w dół. Drewniana konstrukcja odtworzyła się, a wy weszliście do środka.
- Mamo? Tato? Jesteście?
- Tak! W salonie! - złapałaś mocno dłoń brązowookiego i pokierowaliście się do pomieszczenia, w którym znajdowali się twoi rodzice. Siedzieli na kanapie oglądając jakiś serial - Ooo... Hej, córeczko! Hej Calum! - przywitali was przyjaznym uśmiechem. 
- Dzień Dobry - odpowiedział skośnooki.
- Musimy wam coś powiedzieć...
- Słucham - uśmiechnęła się rodzicielka. Odtworzyłaś usta aby coś powiedzieć, ale w tym samym momencie usłyszałaś głośny krzyk dochodzący z ulicy oraz pisk opon samochodu. Wypadek.

środa, 13 maja 2015

Luke =*

Luke. Najpopularniejszy chłopak w szkole. Dziewczyny wzdychają do niego jak do jakiegoś boga seksu. Owszem. Nie zaprzeczam. Był cholernie przystojny, no ale są chyba jakieś granice, prawda? Znam tego blondasia od dzieciństwa. Chodziliśmy razem do przedszkola i razem lepiliśmy zamki z piasku. Pamiętam jak chodziliśmy do wesołego miasteczka i kupowaliśmy balony z helem po czym wdychaliśmy zawartość balona do ust. Fajnie jest powspominać stare czasy. Szkoda tylko, że samemu... Nazywam się [T.I] [T.N] i jestem najlepszą uczennicą w szkole. Przynajmniej tak podają statystyki. Zawsze odrabiam prace domowe, a sprawdziany i kartkówki zaliczam na 100%. Nie uczę się ani nie przykładam do nauki. Zawsze wszystko wychodzi z siebie. Każdy w klasie mówi, że jestem kujonem ale tak nie jest. Nie wiem dlaczego tak sądzą... Mniejsza... Może przedstawię swój charakter. A więcej zazwyczaj jestem spokojna i opanowana ale tylko w szkole. Poza nią jestem głośna, dzika i zwariowana. Taka już jestem. Co do Luka... On jest raczej lekkomyślny, agresywny i nieodpowiedzialny. Ale też czasami miły, przystojny i... uroczy? [T.I]! Przestań! Znasz go od dziecka ale to nie oznacza, że masz się w nim podkochiwać!
Kiedy byliśmy dziećmi byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale z biegiem czasu Luke zszedł na złą drogę. Zaczynał zadawać się z chłopcami z bardziej patologicznych rodzin. Między innymi gdzie piją alkohol w nadmiernych ilościach i ćpają. Mnie nie interesowały takie znajomości. Proponowali mi trunki różnej maści lecz zaprzeczałam. Nie chciałam mieć później przez nich problemów.
Tłumaczyłam niebieskookiemu, że to co robią w tak młodym wieku jest złe ale nie słuchał. W wieku 16 lat zaczynał robić sobie tatuaże co nie wyglądało dobrze na jego młodym ciele. Po paru latach odwróciliśmy się od siebie całkowicie. Nie ukrywam. Brakowało mi go, ponieważ się z nim zżyłam. Był dla mnie jak brat.
Zapomniałam wspomnieć, że blondyn od najmłodszych lat próbował sił w graniu na gitarze. Z początku nie wychodziło mu to najlepiej aczkolwiek z dnia na dzień szło mu coraz lepiej. Pewnego dnia oświadczył mi, że napisał dla mnie piosenkę. Nie było ona jakaś super profesjonalna ale była od siebie. Nigdy nie zapomnę jej brzmienia. Jest jedyna w swoim rodzaju. Ciekawa jestem czy nadal ją pamięta i czy mógłby ją zagrać?

***

- Hej! - wzdrygnęłam kiedy usłyszałam głośne przywitanie Michaela.
- Boże! Mike! Ile razy mam ci powtarzać?! Nie strasz mnie, bo kiedyś zawału przez ciebie dostanę! - wydarłam się na swojego przyjaciela. 
- Hahahaha! Ale śmiesznie wyglądasz jak się straszysz! - złapał się na brzuch nie mogąc wytrzymać ze śmiechu. 
- Hahaha... Ale śmieszne... Się uśmiałam... - wywróciłam oczami.
- Oj, nie gniewaj się - przytulił mnie, a ja odwzajemniłam gest. Biło od niego ciepło, którego nie mogłam opisać. Zawsze mogłam na niego liczyć. Był dla mnie jak druga mama - Foszek przeszedł? - zaśmiał się pod nosem.
- Tak, przeszedł - uderzyłam go lekko w ramię pięścią. Na korytarzach szkolnych rozbrzmiał dzwonek sygnalizujący zaczynające się lekcje. Cała klasa ustawiła się w dwuszeregu pod ścianą, grzecznie czekając na nauczyciela. Gdy ten się pojawił, odtworzył drzwi, a my weszliśmy do środka. Zajęłam miejsce w ostatniej ławce wraz z Michaelem. Na każdej lekcji siedzieliśmy razem. Rozpakowałam torbę i wyciągnęłam zeszyt oraz piórnik. Kiedy przeglądałam temat ostatnich zajęć, usłyszałam, że ktoś agresywnie ciągnie za klamkę drzwi. Po przeniesieniu wzroku moje tęczówki ujrzały Luka. Jak zawsze spóźnionego. 
- Lucas Hemmings... - westchnął matematyk - ...spóźniony.
- Przepraszam za spóźnienie, proszę Pana!
- Co tym razem przeszkodziło ci zjawić się punktualnie?
- No ten... - uczniowie zaczęli śmiać się pod nosem - No wie Pan...
- Dobra, nie mam ochoty na użeranie się z tobą, siadaj - blondyn zajął swoje miejsce tuż przede mną. Mogłam poczuć jego perfumy. Uśmiechnęłam się pod nosem gdy odwrócił się do mnie prosząc o długopis. Podałam mu czarny z białymi kropkami. Podziękował i odwrócił się do tablicy. Michael widząc moje postępowanie szturchnął mój łokieć, a ja w odpowiedzi pokręciłam jedynie głową nie wiedząc dlaczego tak bardzo mu się to nie spodobało. Lekcja minęła w ciszy. Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy wręcz wybiegli z klasy. Tylko ja, Mike i Luke wyszliśmy ostatni.
- Muszę iść do wychowawczyni - poinformował mnie zielonooki - Widzimy się później?
- Jasne - uśmiechnęłam się - Będę pod klasą - chłopak odszedł, a ja pokierowałam się pod klasę biologiczną. W pewnej chwili poczułam jak ktoś ciągnie mnie za ramię. Odwróciłam się i ujrzałam Luka. 
- Hej, słuchaj... - podrapał się po karku - Dzięki za długopis - uśmiechnął się nie śmiało.
- Nie ma sprawy - odwzajemniłaś gest - Jak chcesz możesz go zatrzymać.
- Dzięki... Słuchaj miałabyś może ochotę na... - podszedł do mnie bliżej, ale zaraz się oddalił.
- Hej, już jestem... - poczułam jak ktoś obwija ręce wokół mojej talii. Był do Mike.
- Ooo... Co tak szybko? - spytałam.
- Tak jakoś - spojrzał agresywnie na niebieskookiego.


*miesiąc później*
Koza szkolna. Moje marzenie. Super. Przez ostatnie miesiące zapuściłam się w nauce. Nie odrabiałam prac domowych. Sprawdziany i kartkówki zalizałam na dwóje lub tróje. Opuściłam się tragicznie. Byłam nie do poznania. Nawet mój wygląd zmienił się diametralnie. Chodziłam w tym samym makijażu przed kilka dni. Miałam gdzieś jak wyglądam. Nie dbałam o to. Usiadłam jak zwykle w ostatniej ławce. Wyjęłam brudnopis i długopis. Zaczęłam z nudów kreślić różne wzorki. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Ktoś wszedł. Odwróciłam wzrok po czym zobaczyłam Luka z nauczycielką muzyki.
- O! Jesteś już? W porządku - uśmiechnęła się przyjaźnie kobieta. Ja jedynie się na nią spojrzałam. Nie wiedziałam, że razem ze mną będzie tu Luke. No ale już trudno... - Dobrze! A więc macie coś zadane? - nikt nie odpowiedział. Blondyn usiadł na drugim końcu sali. Jak najdalej ode mnie - No dobrze, więc... Może macie ochotę zagrać na jakimś instrumencie? - cisza - Ymmm... Muszę pójść do pokoju nauczycielskiego, zaraz wrócę! - wyszła. Spojrzałam się jedynie na niebieskookiego. Nie wiedziałam dlaczego tu był. Chłopak powędrował do ściany, na której wywieszone były gitary. Chwycił za jedną i usiadł z nią do ławki. Zaczął brzdąkać różne melodie. Nie znałam ich. Nie wiedziałam kto je napisał. Nie interesowało mnie to. Olałam. Ale po chwili... Zaczął grać pewną melodię... Znałam ją... Tylko skąd? Czy to ta piosenka z dzieciństwa? Nie... nie możliwe... A jednak... Podniosłam się z miejsca i usiadłam naprzeciwko blondyna.
- Co? - zapytał.
- Graj - szepnęłam, a ten kontynuował. Śpiewał tekst piosenki, a ja się dołączyłam. Stare dobre czasy wróciły do mojej pamięci. Nie mogłam w to uwierzyć. To była ta piosenka. Dokładnie ta sama. Odpłynęłam. Siedziałam wgapiona w blondyna. Śpiewałam razem z nim. To było niesamowite uczucie. Ale do czasu... Ktoś wszedł.
- Już jeste... Luke? - odwróciliśmy wzroki na nauczycielkę - To ja może was zostawię?
- Nie, niech pani zostanie - uśmiechnął się chłopak - Nie przeszkadza Pani. My i tak już kończyliśmy - spojrzałam na chłopaka z niedowierzaniem.
- A więc... przyniosłam dla was karty pracy... Może macie ochotę je rozwiązać?
- Tak... jasne... - westchnęłam. Kobieta zauważyła mój brak entuzjazmu.Po godzinie powiedziała, że możemy już iść do domów. Wyszliśmy z pomieszczenia. Kiedy wyszliśmy z budynku szkolnego, Luke odezwał się do mnie:
- [T.I]?
- Tak, Lucasie?
- Przepraszam... - podszedł do mnie bliżej - Przepraszam, że odszedłem od ciebie w dzieciństwie...
 - uśmiechnęłam się i przytuliłam go jak dużego misia.

***

- [T.I]... Widzę poprawę w twoich ocenach... Gratulacje - szczery uśmiech zagościł na twarzy wychowawczyni, która zaczęła rozdawać sprawdzian z wypracowania. Dostałam 5+! Dostałam dobrą ocenę! Nie wierzę! W końcu doprowadziłam się do porządku! Wiedziałam, że mi się uda! Mama będzie dumna.
- Gratuluję - Luke odwrócił się do mnie.
- Dzięki - uśmiechnęłam się przyjacielsko. Chłopak odwrócił się, a ja się zarumieniłaś. Michael jednak to zauważył i szturchnął mnie w ramię - No co? - zwróciłam się do niego lecz ten jedynie pomachał głową. Kiedy lekcje się skończyły, spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy.
- [T.I]? - usłyszałam głos blondyna.
- Tak?
- Możemy porozmawiać na osobności? - jego głowa skierowała się w stronę Michaela który stał obok nas.
- Ymmm... Tak, pewnie - przeszliśmy parę metrów by znaleźć się z dala od kogokolwiek.
- Słuchaj... Może miałabyś ochotę wpaść dziś do mnie? Mam wolną chatę, bo starzy wyjechali nad jezioro, co ty na to?
- Wiesz co? Pomyślę, okey? - uśmiechnęłam się.
- Okey, nie ma sprawy - uśmiechnął się, a w następnej usłyszeliśmy alarm szkolny - Luke? Co się dzieje? - spytałam zdenerwowana.
- Nie wiem... - wyszeptał.
- Dzieci! Polowi wychodźcie z budynku szkoły! Prawdopodobnie jest pożar, ale spokojnie! Po prostu wyjdźcie ze szkoły! - historyk próbował nas uspokoić. Chwyciłam mocno Lucasa za dłoń, a ten zacisnął ją jeszcze mocniej. W pewnym momencie poczułam, że robi mi się nie dobrze. Że kręci mi się w głowię i, że zaraz zemdleję. Padłam nieświadomie na podłogę. Niebieskooki uklęknął przede mną i podniósł niczym pannę młodą. Byłam za bardzo osłabiona by zobaczyć dokładne rysy twarzy kogokolwiek.
- [T.I]! - krzyczał Luke do mojego ucha by mieć pewność, że jeszcze jestem przytomna. Wiedziałam co się dzieje, ale nie potrafiłam tego opisać. Czułam się jak w śpiączce, w której mam mgłę przed oczami, słyszę bardzo wyraźnie, a nie mogę nic powiedzieć. Straszne uczucie. Gdybym miała zaraz umrzeć - Odsuńcie się! [T.I] zemdlała! Zrobić miejsce! No ruchy! - wyszliśmy z budynku.
- Co się stało? - zielonooki odnalazł nas w tłumie.
- Nie widzisz?! Ślepy jesteś?!
- Dobra, spokojnie! - niebieskooki położył mnie na trawie. Nachylił się nade mną. Miał robić już sztuczne oddychanie, ale Michael go powstrzymał.
- Chcesz żeby zmarła?
- Dlaczego akurat ty musisz to robić?
- A co? Może ty?
- Prędzej ja niż ty!
- Ej, ej, ej! Chłopcy! Odsuńcie się! - pani pielęgniarka przerwała kłótnie chłopaków i nachyliła się. Zrobiła masaż serca i sztuczne oddychanie. Nie pomogło. Podniosła moje nogi do góry tak samo jak i głowę. Po chwili oprzytomniałam.
- [T.I]! - blondasek przytulił mnie, a ja się zaśmiałam.
- Dziękuję... - szepnęłam mu do ucha i ucałowałam i policzek. Michael widząc to wstał i poszedł do innej grupy młodzieży. Zrobiłam coś źle? Przecież do Luke mnie wyniósł ze szkoły, a nie Mike... Czemu się zdenerwował?

*wieczór*
Do Michael: Hej, możemy się spotkać?
Do Michael: Michael! Odpisz!
Do Michael: Mike... Co zrobiłam źle?
Do Michael: Proszę...
Nic. To, że pocałowałam Luka w policzek? To chyba nie aż takie straszne, prawda? Chociaż sama nie wiem... A może jest zazdrosny? Nie. Mnie i Michaela łączy tylko przyjaźń i nic, a nic więcej. Łzy zebrały się mi się w oczach. Nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że miałam poczucie winy? Bardzo zależało mi na tym by porozmawiać z zielonookim. Postanowiłam, że pójdę do niego do domu. Zeszłam na dół i założyłam czarne conversy. Oznajmiłam mamie, że wychodzę i opuściłam miejsce zamieszkania. Pokierowałam się do dobrze znanego mi budynku. Zapukałam do drzwi, a w ich progu stanęła mama chłopaka.
- Dzień Dobry, jest Mike? - kobieta przywitała mnie ciepłym uśmiechem, lecz po wypowiedzianych słowach mina zmieniła się na zdziwioną.
- Nie, powiedział, że po szkole idzie od razu do ciebie... - załamałam się. Jak to nie było go w domu? Gdzie znajduje się Michael Gordon Clifford?! Wyrzuty sumienia wzięły górę i rozpłakałam się jak mała dziewczynka. Wybiegłam z terenu posiadłości Cliffordów. Miałam wrażenie, że przeszukałam każdy zakątek miasta. Każdą szczelinę. Na próżno. Do domu wróciłam cała roztrzęsiona oraz ze spuchniętymi oczami od płaczu.
- [T.I]? - spytała z niedowierzaniem mama - Co się stało? - nie miałam siły nic powiedzieć. Po prostu wpadłam w jej ramiona i zaczęłam głośno po raz setny płakać w nadmiernych ilościach. Ryczałam wprost do jej ucha - [T.I]! Uspokój się i powiedz mi co się stało! - próbowała mnie uspokoić, ale nie powiodło jej się to.
- Nie ma go... - ponownie się rozpłakałam.

***

- Hej! - usłyszałam głos blondyna.
- Hej... - szepnęłaś.
- Coś się stało? 
- Michael zniknął...
- Jak to "zniknął"?
- Po prostu... Nie ma go w domu...
- Byłaś u niego?
- Tak! Nie odbiera, nie odpisuje... Zniknął... - miałam ochotę znowu płakać. Niebieskooki zauważywszy to przytulił mnie i potarł dłonią o plecy. Czułam u niego wsparcie. Z każdym dniem czułam, że mogę na niego liczyć. 
- Już dobrze... Posłuchaj... Na rozweselenie mam coś dla ciebie! - uśmiechnął się szczerze - Chodź! - chwycił mnie za dłoń i szarpnął ku górze by pomóc mi wstać. Zaprowadził mnie do sali muzycznej. Wyjął gitarę i kazał usiąść mi na ławce. Wykonałam jego polecenie. Luke usiadł naprzeciwko mnie na krześle i powiedział:
- Napisałem dla ciebie piosenkę. Może masz ochotę posłuchać? - zaśmiał się cicho.
- Pewnie! - uśmiechnęłam się i podparłam dłońmi brodę. Chłopak zaczął grać i śpiewać równocześnie. Przypomniały mi się stare dobre czasy dzieciństwa. W najmniej odpowiednim momencie do klasy wszedł Michael.
- O cholera - szepnęłam. Zielonooki pokręcił głową z bezradnością i wyszedł trzaskając drzwiami - Przepraszam Cię, Luke! - wstałam z ławki i pobiegłam do Clifforda - Mike! Mike, stój! - wołałam. Gdy był w wystarczającej odległości, pociągnęłam go za ramię - Michael!
- Co? - miał łzy w oczach.
- Ty... płaczesz? - nie odpowiedział - Przepraszam cię za to wszystko. Nie chciałam, żeby tak wyszło... - złapałam za jego dłonie patrząc na nie. Rękaw jego bluzy podwinął się, a ja zauważyć mogłam rany po żyletce - Mike? Co to jest? Michael?! Dlaczego?!
- Jedno słowo: Luke - łza spłynęła po jego policzku.
- Michael... Dlaczego to przez Luka?
- Muszę już iść na lekcje... Pa...
- Michael! - zawołałam go puki jeszcze nie odszedł. Chłopak odwrócił się - Musimy porozmawiać... - nie odpowiedział. Zadzwonił dzwonek. Poczułam, że ktoś obwiązuje mnie w talii.
- Hej, piękna... Idziemy?
- Tak... - westchnęłam. Pokierowaliśmy się w stronę klasy. Dziewczyny weszły pierwsze, a za nimi chłopaki. Zajęłam miejsce i czekałam na zielonookiego. Gdy ujrzałam jak wchodzi do pomieszczenia, uśmiechnęłam się mając nadzieję, że się do mnie dosiądzie. Niestety. Usiadł obok Alicji - największej lalusi w szkole. Moja mina zrzędła. Usiadłam bezwładnie na krzesło i rozpakowałam się. Widać było, że Mike i Alka świetnie się rozumieją. Gadają, śmieją się. Tylko pozazdrościć, nie? Blondyn zauważywszy to usiadł obok mnie.
- Proszę odtworzyć podręczniki na stronie 200! - historia, historia, historia... Najnudniejszy przedmiot w całej galaktyce. Zamyśliłam się totalnie. Nie miałam pojęcia o czym jest mowa na dzisiejszej lekcji. Myślałam o piosence, którą napisał dla mnie Luke. O Michaelu... Chyba coś do niego czuję... Albo i do nich? Sama nie wiem... Michael jest delikatny i łagodny, a Luke zawzięty.- [T.I]?
- Tak? - odtrząsnęłam się i wyprostowałam.
- Co ty robisz?
- Nic...
- No właśnie! Nic nie robisz! Uwaga!
- Ale za co?
- Jeszcze się pytasz?!
- Dobra nie ważne... - powiedziałam cicho pod nosem. Mike spojrzał na mnie bez uczuciowo. Pewnie byłam mu obojętna. Muszę z nim porozmawiać. Koniecznie. Dzwonek. Wyszłam z klasy i podeszłam do zielonookiego.
- Michael?
- Przepraszam, nie mam czasu.
- Musimy porozmawiać! - szarpnęłam go za rękaw.
- Słucham.
- Co się z tobą dzieje?
- Ze mną?
- Tak, z tobą...
- Chyba raczej z tobą, dziewczyno! Gdzie jest ta stara [T.I]?! Gdzie?!
- Tu... - szepnęłam.
- Nie! To nie jest ta [T.I] którą pokochałem!
- Co? Kochasz mnie?
- Nie, już nie... - westchnął i odszedł. Za mną stanął Luke i przytulił mnie od tyłu. Wyszarpałam się w uścisku.
- To przez ciebie! - łzy napłynęły do moich oczu - Gdyby nie ty wszystko było by dobrze! - wybiegłam z klasy po czym z budynku. Usiadłam pod drzewem i rozpłakałam się. Po chwili poczułam, że ktoś się dosiada.
- Hej - usłyszałam głos blondyna. Podniosłam głowę i spojrzałam chłopakowi w oczy - [T.I], kocham cię...
- Ja cię też, Luke.

wtorek, 12 maja 2015

Ashton :p

- Hej, [T.I]! - usłyszałaś przez słuchawkę telefonu swoją przyjaciółkę.
- Hej, [I.T.P]! Co tam?
- A spoczko - zachichotała - Masz może ochotę gdzieś dziś wyjść?
- Proponujesz coś?
- No nie wiem... imprezka?
- Okey, o której i gdzie? - umówiłyście się po czym zaczęłaś się szykować do wyjścia. Wybrałaś czarną sukienkę z różową wstążką. Wzięłaś prysznic i umyłaś włosy. Wysuszyłaś je i zrobiłaś makijaż po czym zjadłaś coś na szybko. Byłaś gotowa po trzydziestu minutach. Przygotowanie się nie zajmowało ci za dużo czasu.
Do [I.T.P]: Hej, jestem gotowa. Już do ciebie idę ;)
Od [I.T.P]: Okey, czekam :D
Do małej torebki zapakowałaś klucze, portfel i telefon. Wyszłaś z mieszkania i pokierowałaś się w stronę domu przyjaciółki. Zegarek w telefonie wskazywał godzinę 20.00. Kiedy znajdowałaś się pod adresem zamieszkania [I.T.P], zapukałaś kilkakrotnie, a drzwi odtworzyły się. W ich progu stał wysoki brunet. Nigdy wcześniej go nie widziałaś. Zarumieniłaś się, ponieważ był bardzo przystojny. Po chwili jednak sielanka się skończyła, ponieważ zaraz za nim stanęła dobrze znana ci dziewczyna.
- O [T.I]! Hej! Jestem już gotowa! Emmmm... Ashton? - zwróciła się do chłopaka - My wychodzimy... Dobranoc - uśmiechnęła się po czym ucałowała go lekko w policzek. Ty jedynie zaprezentowałaś mu szereg białych zębów i odwróciłaś się. Kiedy zmierzałyście w kierunku clubu, dopytywałaś się o chłopaka.
- Kto to?
- Kto?
- No ten chłopak...
- Aaaaa... Mój kuzyn - uśmiechnęła się - A czemu pytasz?
- Nie nic... - przyjaciółka przystała i spojrzała się na ciebie. Poruszała śmiesznie brwiami - No co? - spytałaś.
- Podoba ci się...
- Nie prawda... Po prosu pytam.
- Ta jasneeee... Ja już cię znam [T.I]! Podoba ci się!
- Nawet jeśli to co?
- No nic - zachichotała. Kontynuowałyście podróż. Kiedy znalazłyście się już na miejscu, weszłyście do środka. W powietrzu nosił się zapach alkoholu i tytoniu. Nie lubiłaś takiej atmosfery. Zakręciło ci w się w głowie od za głośniej muzyki - Chodź, pójdziemy do baru - oznajmiła przyjaciółka.
- No, okey... - odpowiedziałaś niechętnie. Usiadłyście przy barze i zamówiłyście drinki. Wypiłaś z niechęcią, jeden za drugim. Po dziesiątej kolejce zbierało ci się na wymioty - Wiesz co? Ja pójdę do łazienki... - poinformowałaś [I.T.P].
- Okey, ja tu będę! - krzyknęła ci do ucha pijana już dziewczyna. Wstałaś z krzesełka i powędrowałaś do toalet. Odtworzyłaś jedną z kabin i zakluczyłaś się w niej. Zaczęłaś zwracać trunek. Tyle pieniędzy w błoto... Po całym procesie wyszłaś i przemyłaś twarz wodą z kranu. Po chwili zauważyłaś w lustrze, że za tobą stoi Ashton. Wzdrygnęłaś.
- Boże, Ash! Zawału bym dostała! - złapałaś się za serce ciężko oddychając. Odwróciłaś się do niego twarzą.
- Też miło cię widzieć - uśmiechnął się pod nosem - Wiesz gdzie jest [I.T.P]? Szukam jej już chyba z dziesięć minut...
- A przy barze sprawdzałeś?
- Tak, chyba pięć razy. Nie ma jej - serce prawie ci stanęło.
- J-j-jak to nie ma? - oparłaś się plecami o zimne kafelki. Zrobiło ci się słabo. Zemdlałaś.
Obudziłaś się w łóżku twojej przyjaciółki. Podniosłaś głowę aby się rozejrzeć. Byłaś sama.
- Ash? - spytałaś cichutko - Ashton? Jesteś tu? Ała... moja głowa - złapałaś się za nią - Co się wczoraj stało? - spróbowałaś się podnieść. Wstałaś z łóżka i pokierowałaś się do drzwi. Odtworzyłaś je i zaczęłaś poszukiwania chłopaka oraz zaginionej dziewczyny. Gdy znalazłaś się już w salonie, zauważyłaś, że [I.T.P] śpi na kanapie, a brunet obok niej. Odetchnęłaś z ulgą. Podeszłaś do brązowookiego i szturchnęłaś go parę razy. Ten odtworzył oczy i uśmiechnął się - I co się szczerzysz? Zawału bym przez was dostała! - szepnęłaś krzycząc.
- Dobrze... Spokojnie... - podniósł się na łokciach - Dobrze się czujesz?
- Jeszcze pytasz?! - wstał z kanapy po czym stanął przed tobą. Złapał za dłonie i przytulił. Mogłaś usłyszeć bicie jego serca - Już wszystko w porządku, wszystko w porządku... - potarł dłonią o twoje plecy.

niedziela, 10 maja 2015

Luke c;

- [T.I]? - blondyn klęknął przed tobą. Wiedziałaś co się zaraz stanie. Zakryłaś usta dłońmi - Wyjdziesz za mnie? - uśmiechnął się wyciągając malutkie czarne pudełeczko zza pleców.
- O mój Boże, Luke! Tak! Tak! Tak! - chłopak włożył na twój najmniejszy palec srebrny pierścionek. Niebieskooki wstał i mocno cię przytulił po czym pocałował. Byłaś najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.

*dzień ślubu*
- [T.I]... Jaka śliczna suknia... - zachwycały się twoje ciotki i przyjaciółki - Wyglądasz olśniewająco - skompletowała jedna z ciotek. Zachichotałaś i zakręciłaś się jeszcze parę razy wokół własnej osi. W pewnym momencie usłyszałyście pukanie do drzwi.
- Kto tam? - spytałaś mając nadzieję, że to Luke, który chciałby cię zobaczyć.
- Ojciec Panny Młodej! - westchnęłaś, ale również byłaś szczęśliwa, że to twój tata. Wszedł do pokoju i nabrał powietrze z zachwyceniem.
- Aż tak źle? - zachichotałaś.
- Absolutnie, córeczko! Wyglądasz... wyglądasz... nawet nie ma słów by opisać twój wygląd! - podszedł do ciebie bliżej i złapał za dłonie. Spojrzał ci prosto w oczy - Tak się cieszę, że jesteś szczęśliwa...
- Jestem, tato - łezki zakręciła się w twoich oczkach.
- Nie możesz płakać - odezwała się [I.T.P]. Zaśmialiście się i przytuliliście.
- Halo! Ferajna! Zbierać się! Jedziemy do kościoła! - usłyszałaś głos swojej niedoszłej teściowy zza ściany. Wychyliła się, a gdy cię zobaczyła zaniemówiła - Malutu... Moja mała córeczka...
- E, e, e... Ona jest moją córeczką! - odezwał się z pretensjami ojciec.
- Dobrze, już dobrze! Jestem waszą córką! - zaśmialiście się już po raz setny w tym dniu. Niesamowitym dniu.
- Dobra! Idziemy! - wszyscy wyszliście z pomieszczenia i pokierowaliście się na zewnątrz. Było bardzo ciepło. Środek lipca. Na dworze czekała na ciebie cała rodzina i... Luke. Gdy tylko cię zobaczył uśmiechnął się szczerze.
- Panie i Panowie... Przedstawiam wam moją małą księżniczkę! - krzyknął głośno i wyraźnie twój tata do zebranych tam osób. Wszystkie oczy były skierowane teraz na ciebie. Zarumieniłaś się, ponieważ ojciec złapał cię za dłoń niczym królowe i podniósł ją na wysokość klatki piersiowej. Zeszliście ze schodów po czym zmierzyliście w kierunku blondyna - Ale teraz jest to księżniczka Lucasa... - puścił oczko twojemu wybrankowi i oddał twą dłoń właśnie jemu.


*miesiąc po ślubie*
- Luke? - zawołałaś z łazienki.
- Tak, skarbie?
- Pozwolisz na chwilkę? - usłyszałaś, że się zbliża. Odtworzył drzwi od łazienki, a jego oczy rozszerzyły się.
- [T.I]? Co się stało? - nic nie odpowiedziałaś. Podałaś małe urządzenie, a w ułamku sekundy na jego twarzy zagościł promienny uśmiech - Boże! [T.I]! Będziemy mieli dziecko! Będziemy rodzicami! [T.I]! Nie wierzę! - przytulił cię, a ty zaczęłaś się śmiać.

piątek, 8 maja 2015

Michael :D

Ty i Michael byliście parą od roku. Bardzo dobrze się rozumieliście. Znaliście się na wylot. Kochałaś przytulać się do jego torsu. Było ci z nim tak dobrze... Ale do czasu. Mike stał się bardzo agresywny. Nie tylko w stosunku do innych, ale też do ciebie. Nie wiedziałaś dlaczego. Dopiero pewnego dnia, przyjaciel chłopaka o imieniu Ashton, poinformował cię, że zielonooki zaczął zadawać się z niezbyt pozytywnym towarzystwem. Z początku nie mogłaś w to uwierzyć. Mike zawsze był łagodny. Czasami nawet nie śmiały, aż tu nagle takie coś... Niebieskowłosemu zdarzyło się nawet parę razy podnieść na ciebie rękę. Ale nigdy cie nie uderzył. Nie był do tego zdolny. Za bardzo cię kochał.
- Mikey... ? - spytałaś przeciągając zdrobnienie od jego ślicznego imienia.
- Tak, kochanie? - spojrzał się na ciebie.
- Możemy porozmawiać? - spytałaś zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Siedziałaś po turecku na łóżku w pokoju chłopaka. Nie było tam za czysto, ale przyzwyczaiłaś się do tego. Nie przeszkadzało ci to. Zielonooki usiadł obok ciebie.
- Słucham - spojrzał ci głęboko w oczy.
- Ostatnio jesteś jakiś... agresywny... - zaczęłaś ze zdenerwowaniem w głosie.
- [T.I]... - westchnął z bezradnością.
- Nie, Michael! Powiedz mi o co chodzi! Już od pary miesięcy jesteś bardzo agresywny! Chcę wiedzieć o co chodzi! Jestem twoją dziewczyną, więc chyba mam prawo wiedzieć! - łzy zebrały się w twoich oczach. Chłopak uścisnął twoje ziemne już dłonie. Po chwili lecz wyszarpałaś się z uścisku. Wstałaś z łóżka i skrzyżowałaś ręce na wysokości klatki piersiowej - Wiesz co? Już mam dość... - wyszłaś z pokoju. Mike wołał cię byś wróciła, aczkolwiek nie posłuchałaś jego próśb. Założyłaś conversy i odtworzyłaś drzwi wejściowe do mieszkania. Opuściłaś budynek i pokierowałaś się na przestanek autobusowy. W pewnym momencie poczułaś wibrowania w prawej kieszeni. Telefon. Wyjęłaś urządzenie i odblokowałaś je. Wiadomość od Michaela. Zastanawiałaś się czy odczytać treść. Postanowiłaś jednak, że dasz mu szanse.
Od Michael: [T.I], przepraszam cię... Możemy się spotkać?
Nie odpisałaś. Jedynie wywróciłaś oczami i fuknęłaś jak mały mops. Kontynuowałaś swoją wędrówkę. Za chwilę otrzymałaś kolejką wiadomość. I kolejną. I kolejną. I kolejną. Jak widać bardzo mu na tobie zależało. Olałaś go jednak. Nie miałaś ochoty na kolejne kłótnie i sprzeczki. Dotarłaś do celu. Sprawdziłaś za ile minut oczekiwany pojazd zjawi się na miejscu by zawieźć się do domu. Nie musiałaś długo czekać. Zajęłaś miejsce na samym końcu. Uwielbiałaś to miejsce. Miałaś widoczność na wszystkich pasażerów. Kiedy nadszedł czas na wysiadkę, wstałaś z miejsca i trzymając się poręczy posunęłaś do drzwi. Wysiadłaś. Pokierowałaś się do miejsca swojego zamieszkania. Wyjęłaś klucz z kieszeni i przekręciłaś go w dziurce dla niego przeznaczonej i wyciągnęłaś go. Nacisnęłaś klamkę w dół i popchnęłaś drzwi. Przeszłaś przez ich próg po czym zapaliłaś światło na przedpokoju. Zdjęłaś buty. Nikogo w domu nie było, ponieważ twoi rodzice pracowali do późna. Postanowiłaś, że zrobisz sobie coś do jedzenia. Miałaś ochotę na pizze, więc wyjęłaś potrzebne składniki. Uwielbiałaś gotować oraz tańczyć jednocześnie, więc włączyłaś swoją ulubioną playlistę i zaczęłaś przyrządzać danie. Śpiewałaś pod nosem łącząc składniki w misce. Kręciłaś... wiadomo czym w rytm muzyki. Kochałaś być sama w domu, bo mogłaś robić co tylko chcesz. Ale czasami... Bardzo chciałaś raz na jakiś czas ugotować chociażby obiad z mamą. Jedynie widziałaś ją w weekendy. Wtedy zazwyczaj rozmawialiście co działo się w szkole. Nic ciekawego. Do pracy szła przed wschodem słońca, a przychodziła do domu późno w nocy. Ojciec tak samo. Codziennie czułaś się samotna. Tylko Michael był jedyną osobą z którą mogłaś porozmawiać kiedy tylko chciałaś.
Kiedy pizza była już gotowa, zaczęłaś ją pochłaniać. Byłaś bardzo głodna. Przez cały dzień nic nie jadłaś. W pewnym monecie usłyszałaś pukanie do drzwi. Spojrzałaś na zegarek. Wskazywał 19.00. To za wcześnie na któregoś z rodziców. Posunęłaś z zdziwieniem do drewnianej konstrukcji. Odtworzyłaś niepewnie, a twoje oczy ujrzały Michaela. Nie zastanawiając się ani sekundy agresywnie zamknęłaś drzwi. Niestety, niebieskowłosy zablokował je stopą co uniemożliwiło ci zamknięcie ich.
- [T.I]... proszę... - widać było, że w jego zielonych tęczówkach zebrały się łzy.
- Mike... - westchnęłaś - Nie mamy o czym gadać. A teraz przepraszam, muszę posprzątać w kuchni - szturchnęłaś stopą jego byś mogła zamknąć konstrukcję. Udało ci się. Zakluczyłaś drzwi i pokierowałaś się do salonu. Zasłoniłaś firanki i usiadłaś na kanapie. Dokańczałaś jeść posiłek, ale ktoś ponownie zapukał do twoich drzwi. Dobrze wiedziałaś kto za nimi stoi. Nie miałaś ochoty nawet do nich podchodzić. Dźwięk jednak nie ustępował. Minął kwadrans. Nadal można było usłyszeć odgłosy uderzania ściśniętą piąstką w drewno. Nie wytrzymałaś. Poderwałaś się z kanapy i zbliżyłaś się do drzwi. Odkluczyłaś i nacisnęłaś klamkę w dół. Chłopak wszedł nachalnie popychając cię na ścianę. Złapał za nadgarstki po czym umiejscowił je nad twoją głową. Pisnęłaś z przerażenia. W twoich tęczówkach malowało się przerażenie. Clifford był nie obliczalny. Nie miałaś pojęcia co zrobi w danym momencie. Obaj oddychaliście ciężko i głośno. Zielonooki pochylił się nad twoim uchem i szepnął:
- Nigdy, ale to przenigdy nie karz mi stać pod tymi pierdolonymi drzwiami tyle czasu wiedząc, że jesteś w środku.
- Czemu... ? - spytałaś z zaciekawieniem. Teraz wasze tęczówki splotły się.
- Bo boję się o ciebie. Nie wiem czy przypadkiem nie poraziłaś się prądem lub zachłysnęłaś się wodą - patrzyliście się na siebie jak wryci. Po chwili jednak postanowiłaś się odezwać.
- Dziękuję, że się o mnie martwisz, Mike - uśmiechnął się - ale nie potrzebuję twojej pomocy - mina zrzędła mu natychmiastowo.
- Co ty wygadujesz? Potrzebujesz mnie! - walnął pięścią w ścianę znajdującą się za tobą.
- Nie, Mike, nie potrzebuję cię. Dam sobie radę. Nie jestem już małą dziewczyną - pokręciłaś głową z bezradnością - Owszem. Potrzebowałam cię. Ale było to wtedy kiedy byłeś jeszcze sobą.
- A teraz nie jestem sobą? Jestem innym człowiekiem?
- A nie widzisz tego? Kiedy byłeś sobą nie podnosiłeś na mnie ręki. Nie obrażałeś mnie. Nie śmiałeś się ze mnie. To wszystko przez tych twoich nowych przyjaciół - próbowałaś odsunąć się od niego, ale nie pozwolił ci - Daj mi przejść...
- Nie.
- Michael, daj mi przejść...
- Nie.
- Michael! Daj mi do jasnej cholery przejść! Jesteś u mnie w domu, więc powinieneś posłuchać moich próśb! - spojrzałaś mu prosto w oczy.
- Powiedz mi jedno... Czy dalej mnie kochasz? - w jego oczach ponownie zebrały się łzy.
- Mike...
- [T.I]... Kochasz mnie?
- Muszę odpowiadać?
- Tak.
- Nie, Michael. Nie kocham cię - wyszarpałaś się w uścisku chłopaka. Ten stał oparty o ścianę w szoku. Nie przejmowałaś się nim. Pokierowałaś się do swojego pokoju, który znajdował się w górnej części domu. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi i skoczyłaś na łóżko. Rozryczałaś się. Nie wiedziałaś dlaczego. Może było ci żal Michaela? Płakałaś dobrą godzinę. Po tym czasie usłyszałaś dobrze ci znany głos, którego nie słyszałaś za często.
- [T.I]! Kochanie! Śpisz? - mama weszła do twojego pokoju.
- Mama? - oderwałaś głowę od poduszki, która teraz była cała brudna w tuszu do rzęs.
- Czemu płaczesz? - podeszła do ciebie i przytuliła.
- Nie ważne... - otarłaś łzy i podciągnęłaś nosem.
- Coś z Michaelem?
- Nie. Nie ważne... Czemu tak szybko przyjechałaś? - zmieniłaś temat.
- A co? Nie cieszysz się?
- Nie - zachichotałaś - Cieszę się tylko coś za szybko wróciłaś do domu.
- Wyprosiłam szefa, żeby wcześniej mnie do domu puścił - uśmiechnęła się - Masz ochotę może na coś?
- Tak - odpowiedziałaś po chwili zastanowienia - Na wspólne pieczenie babeczek! - zaśmiałaś się, a zły humor szybko opuścił twoją duszę.

*miesiąc później*
Wciąż nie wybaczyłaś Michaeleowi. Jego stan psychiczny był za skraju. Tak bardzo za tobą tęsknił, że popełnił samobójstwo. Bardzo mu ciebie brakowało. Tnął się co wykazała sekcja zwłok. Nie mogłaś w to uwierzyć. Ktoś odebrał sobie, życie dla ciebie. Ciągle tłumaczyłaś sobie, że to tylko sen. Niestety. Była to jawa.

sobota, 2 maja 2015

Ashton c;

Jak większość ludzi na świecie miałaś jakieś uzależnienia. Inni uzależnieni byli od internetu, inni od tytoniu, jeszcze inni od adrenaliny... Ale ty uzależniona byłaś od alkoholu oraz narkotyków... Od małego w twoim otoczeniu znajdowały się wina, piwa, szampany i inne rozmaite postacie trunków... Kiedy skończyłaś dwunasty rok życia, zaczęłaś pić na poważnie i nie potrafiłaś przestać. Piłaś nałogowo. Codziennie do swoich ust wlewałaś po litr piwska. Twoi rodzice nie zwracali na to żadnej uwagi. W szkole mówiono, że mieszkasz w patologicznej rodzinie. Może tak było, a może nie? Nie wiedziałaś co to znaczy mieć normalny dom, więc nie potrafiłaś stwierdzić czy twój dom był nie normalny.
Po ukończeniu szesnastego roku życia, postanowiłaś wziąć się za siebie. Nie miałaś ochoty ćwiczyć na zajęciach wychowania fizycznego pijana lub skacowana. Miałaś dosyć tego, że wszyscy się z ciebie śmieją. Postanowiłaś zapisać się na leczenie. Z początku byłaś zdenerwowana, ponieważ nie wiedziałaś kto również zapisał się na terapię.
Pierwszy dzień... Poniedziałek... Zapukałaś do ciężkich, metalowych drzwi. Nikt nie odtworzył. Zapukałaś raz drugi. Konstrukcja była tak twarda, że kostki u palców zaczęły dawać znak bólu. Po chwili starsza pani o blond włosach stanęła w ich progu. Uśmiechnęła się do ciebie przyjaźnie i zaprosiła cię do środka. Z zewnątrz budynek przypominał mały zakład poprawczy, ale z wewnątrz... przytulne mieszkanko starszego małżeństwa.
- [T.I] [T.N]? - spytała ciepłym głosem.
- Tak... To ja... - uśmiechnęłaś się przyjaźnie.
- Już wszyscy przyszli, czekaliśmy tylko na ciebie - odwzajemniła gest. Kobieta zaprowadziła cię do wielkiego salonu. Ściany jego posiadały biały kolor. Gigantyczne okna z łatwością rozświetlały cały pokój. Na środku pomieszczenia ustawione w kółko były drewniane krzesełka. Na każdym z nich siedziała nieznana ci osoba - Usiądź, proszę...
- Ymmm... okey... - odpowiedziałaś. Wszystkie nastolatki tam zebrane zmierzyły cię wzrokiem. Widać było, że alkohol to nie jedno z ich uzależnień... narkotyki chyba też wchodziły w grę.
- Dobrze, jesteśmy już w komplecie. Zebraliśmy się tu by ograniczyć wasze nawyki. A więc... Może się przedstawimy...? Ja jestem Anne i mam 30 lat. Kiedy byłam nastolatką byłam pijaczką... - westchnęła - Może teraz tego po mnie nie widać, ale tak było. Zmieniłam się przede wszystkim dla siebie - posmutniała - Moi rodzice wyrzucili mnie z domu, gdy miałam piętnaście lat... Podkradałam im pieniądze na vodkę, by móc popić z koleżankami i kolegami na dworcu... Boże... Ale ja byłam głupia... - łezka zakręciła się w jej oku - Ale nie przyszliście tu by słuchać mojej biografii - wytarła szybko słonką ciesz - Może teraz wy się przedstawicie? Zacznijmy od ciebie... - wskazała na dziewczynę z podkrążonymi oczami. Widać było, że ćpa. Małolata wstała z krzesła i odchrząknęła gardło.
- A więc... Mam na imię Nikola i mam 14 lat... Moimi uzależnieniami jest alkohol, tytoń i narkotyki... - jej wyraz twarzy był zupełnie obojętny.
- I jak się z tym czujesz? - spytała Anne.
- Normalnie... Ćpię już od małego... Moi rodzice sami mnie do tego zmusili...
- Chcesz zostawić swoją historię dla siebie czy wyjawisz nam ją? - milczała co oznaczało, że nie chce kontynuować swojego monologu - Dobrze, usiądź... - dziewczyna posłusznie zajęła swoje miejsce i założyła nogę na nogę - A teraz... może ty? - wskazała na chłopaka, którego wcześniej nie zauważyłaś.
- Ja? - spytał.
- Tak, ty - uśmiechnęła się - Jak się nazywasz? - brunet wstał i przemówił.
- Nazywam się Ashton Irwin i mam 20 lat. Najwidoczniej jestem najstarszy z grona osób, które przyszły się tu leczyć - zaśmiał się pod nosem - Więc... piję alkohol od kiedy mój ojciec zostawił mnie, moją matkę, siostrę i brata... Miałem wtedy... 10 lat? Wtedy po raz pierwszy upiłem się do nie przytomności - przyglądałaś mu się z zaciekawieniem. Spoglądałaś na jego brązowe tęczówki, które błądziły po sali. Zamyśliłaś się tak bardzo, że nie zauważyłaś kiedy skończył swoją wypowiedź.
- A może teraz ty? - blondynka wskazała na ciebie.
- Co? Ja? - zapytałaś zdezorientowana.
- Tak, ty - uśmiechnęła się szczerze. Przybrałaś pozycję stojącą po czym podparłaś na jednej nodze.
- Mam na imię [T.I] [T.N]. Jestem uzależniona od alkoholu i dragów. Zażywam metę 3 razy dziennie.
- Od kiedy to się dzieje? - spytała blondynka.
- Piję od czterech lat, a biorę narkotyki od sześciu.
- Zaczęłaś zażywać kiedy miałaś dziesięć lat?! - zapytała jedna z dziewczyn - Nie źle... - pokiwała z podziwem.
- Owszem, ale chcę przestać, bo...
- Bo znudziło ci się szpanowanie? - spytał chłopak w którego się zapatrzyłaś.
- Nie... chcę być normalną nastolatką... - spojrzałaś na niego z bezradnością, która kłębiła się w twoim ciele. Nie radziłaś sobie, chciałaś się od tego uwolnić.
- Dobrze, [T.I], dziękuję, możesz usiąść - skinęłaś - A teraz spróbuję wam jakoś pomóc...

***

Po pięciu miesiącach terapia się zakończyła. Wszyscy pacjenci, jeśli w ogóle można ich tak nazwać, rozeszli się w swoje strony. Chłopak o imieniu Ashton odezwał się do ciebie parę razy. Z każdym dniem coraz bardziej ci się podobał i coraz więcej do niego czułaś. W ostatnim dniu terapii chciałaś powiedzieć mu o swoich uczuciach. Po "zajęciach" czekałaś na Ashtona przed bramą, która ogradzała budynek. Wychodząc zauważyłaś niską blondynkę. Nie wiedziałaś kim jest, więc nie przejęłaś się nią bardzo. Stałaś z niecierpliwością. Układałaś sobie w głowie swoją formułkę. 
Ashton... Słuchaj... Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale... chyba coś do ciebie czuję... - powtarzałaś
ją setki razy. W pewnym momencie dwudziestolatek przekroczył próg metalowych drzwi. Uśmiechnął się do ciebie, a ty do niego. Serce biło ci jak oszalałe. Miałaś już do niego podejść, ale... niska blondynka była od ciebie szybsza...
- Ashton! Stęskniłam się za tobą! - przytuliła się do niego, a w tobie już się gotowało.
- Bryana! Co ty tu robisz?
- Przyjechałam do ciebie, skarbie! - chłopak ucałował dziewczynę w czubek głowy, a tobie pękło serce. W oczach nakumulowały się łzy.
Rozryczałaś się, a brunet usłyszał twój płacz i spojrzał na ciebie. Nie wiedział co się dzieje, ale po chwili chyba się domyślił. Wybiegłaś z terenu ośrodka. Brązowooki chciał wybiec za tobą, lecz Bryana nie pozwoliła mu na to.
Kiedy wróciłaś do domu, sięgnęłaś za vodkę i wypiłaś całą do dna. Potem z szuflady wyciągnęłaś pierwsze lepsze narkotyki i zaczęłaś je palić, jedne za drugimi. Tak spędziłaś cały wieczór. To sprawiało ci największą przyjemność. Kiedy skończył ci się prowiant, byłaś zupełnie naćpana. Nie miałaś kontaktu ze światem. Nic. Zupełnie nic. Nie byłaś świadoma co robisz. 
Pod wpływem środków odurzających, sięgnęłaś po linę i powiesiłaś się na strychu.

CALM :D







- Luke?
- Tak, kochanie?
- Czy mi się zdaje czy masz ładniejsze nogi od moich?
- Zdaje ci się... - zachichotał.






---------------------------------------------------------------------------------------------




 - [T.I], pomóż!!!
---------------------------------------------------------------------------------------------




- Teraz ja mam większe cycki! - zachichotałaś.
---------------------------------------------------------------------------------------------







*Ashton i Harry tańczą dla ciebie w garderobie z okazji twoich urodzin*






---------------------------------------------------------------------------------------------




- Chcesz kawałek? Nie, nie dam Ci!



---------------------------------------------------------------------------------------------


- Ashton, co chciałbyś dostać na urodziny? - spytałaś przyjaciela.
- Twoje serce...



---------------------------------------------------------------------------------------------
 
*rozmowa z Lukiem przez skype*
- Luke, jak przyjedziesz z trasy, pokażę ci niespodziankę - zachichotałaś.
- [T.I]! Dobrze wiesz, że nie lubię niespodzianek! Powiedz teraz!
- Dobrze, już dobrze! - przesunęłaś kamerkę internetową na swój brzuch - Luke... przedstawiam Ci twoją córkę...
---------------------------------------------------------------------------------------------




- [T.I]! Jak się tego używa?!





---------------------------------------------------------------------------------------------




*kiedy chłopaki dowiadują się, że jesteś w ciąży z Lukiem*
---------------------------------------------------------------------------------------------









- [T.I]! Nie oddam Ci go!






---------------------------------------------------------------------------------------------



Dopiero co wstałaś z łóżka... Ostatnią noc spędziłaś z Calumem... Idziesz do kuchni by przygotować sobie śniadanie, a tam zastajesz taki widok:

---------------------------------------------------------------------------------------------
Od Ashton: Hej, piękna :) Co porabiasz?
Do Ashton: Płaczę...
Od Ashton: Czemu?! Co się stało?!
Do Ashton: Życie się pieprzy...
Od Ashton: Co się stało? Dokładnie...
Do Ashton: Chcę umrzeć...
Od Ashton: Nie mów tak!
Do Ashton: Nie mam dla kogo żyć...
Od Ashton: Masz...
Do Ashton: Dla kogo... ?
Od Ashton: Dla mnie... <3
Do Ashton: Dla Ciebie... <3 ---------------------------------------------------------------------------------------------




- Luke... Musimy porozmawiać... - oznajmiłaś smutno.
- Kochanie, co się stało?
- Jestem w ciąży! - zaśmiałaś się z wyrazu twarzy blondyna.




---------------------------------------------------------------------------------------------



*podczas rozmowy telefonicznej z Michaelem*
- Słucham... ? - powtórz jeszcze raz, bo cię nie usłyszałem...
- Nie mów słucham, bo Cię wyrucham!



---------------------------------------------------------------------------------------------
 

*rozmowa z Michaelem przez skype*
- Kochanie, widziałam filmiki z dzisiejszego koncertu. Słodko to wyglądało kiedy zapomniałeś słów do Amnesi - zachichotałaś.


---------------------------------------------------------------





- Skarbie, jak wyglądam? - spytałaś blondyna poprawiając włosy.




---------------------------------------------------------------






 - [T.I] to najśliczniejsza dziewczyna na świecieeee!!! - Calum śpiewa tak już od dziesięciu minut w kółko i w kółtko.






---------------------------------------------------------------



 - [T.I]! You don't know, you're beautiful! - Harry przekręcił tekst piosenki na koncercie na którym byłaś. Akurat tego dnia ty i Luke mieliście rocznicę.



---------------------------------------------------------------



- Ash... Widziałem jak [T.I] kupiła prezerwatywy - Luke szepnął do bruneta.
- No to widzę, że upojna noc się szykuje - zachichotał.



---------------------------------------------------------------



- Nie wiem co było w tym wczorajszym drinku, ale mi się podoba - Ashton zachichotał tarzając się po podłodze.
---------------------------------------------------------------



 - [T.I] urodziła dziecko! [T.I] urodziła dziecko! [T.I] urodziła dziecko! - Calum i Michael cieszą się, ponieważ zielonooki został ojcem.



 -------------------------------------------------------








*Calum trafił do więzienia, ponieważ był za słodki*


piątek, 1 maja 2015

Luke :p

Twoi rodzice zapisali cię na obóz muzyczny. Miał odbyć się on w te wakacje. Nie byłaś co do tego przekonana, ponieważ nie byłaś w żaden sposób utalentowana muzycznie. Jedynym instrumentem na jakim potrafiłaś grać był trójkąt.

*dzień wyjazdu*
- [T.I]! Wstawaj, bo się spóźnisz na pociąg! Halo! - twoja mama szturchała cię po ramieniu próbując wybudzić cię ze snu.
- No dobra, już dobra... Już wstaję... - wymamrotałaś i przeniosłaś się do pozycji siedzącej. Wyciągnęłaś się powodując, że twoje kości wydały dziwny głos.
Kiedy "się ogarnęłaś", zjadłaś śniadanie i pożegnałaś swoich rodziców. Trzymając w dłoni wielki bagaż wyszłaś z domu i pokierowałaś się na pobliski dworzec. Czekając na peronie zauważyłaś wysokiego blondyna. Zerkałaś na niego, a on na ciebie. Ale fajnie by było gdyby też jechał na obóz... Ale nie prawdopodobne... To byłby za duży zbieg okoliczności... - pomyślałaś przygryzając lekko wargę. Do kwadransie twój pociąg zjawił się w określonym miejscu. Wsiadłaś do przedziału i zajęłaś miejsce przy oknie. Walizkę położyłaś obok siebie. Nie miałaś ochoty by ktoś usiadł obok. Na uszy założyłaś słuchawki nie przejmując się otoczeniem. Ruszyliście z miejsca. W między czasie myślałaś o tym jak tam będzie. Z jakimi dziewczynami będziesz miała pokój. Zapewne nie będziesz tam nikogo znała. Ale nie miałaś wyboru. Musiałaś tam pojechać. Z tego całego zamyślenia zasnęłaś...
- Halo! Nie spać, zwiedzać! - obudził cię męski głos - Nie spać, bo cię okradną!
- Co? - nie wiedziałaś co się dzieje.
- Śpi pani od dwóch godzin. Nie przegapiła Pani przestanku?
- O cholera! - krzyknęłaś - A mijaliśmy już miejscowość Szczytno?
- Nie, ale zaraz tam dojedziemy...
- Dziękuję, panu! - wstałaś i przytuliłaś go lekko. Chwyciłaś za walizkę i posunęłaś do wyjścia. Kiedy pojazd stanął, odtworzyłaś drzwi. Postawiłaś pierwszy krok, a za nim kolejne. W taki sposób znalazłaś się już na zbiórce, która była zorganizowana koło peronu. Znalazły się tam osoby z obozu. Jak jak się spodziewałaś... Nikogo tam nie znałaś. Stałaś z boku i przyglądałaś się twarzą rówieśników. W pewnym momencie zauważyłaś tego samego blondyna, którego widziałaś na peronie w swoim mieście. A jednak... - pomyślałaś patrząc na niego. Zamyśliłaś się tak bardzo, że nie zauważyłaś gdy chłopak do ciebie podszedł.
- Hej - uśmiechnął się, a ty potrząsnęłaś głową z zdezorientowaniem.
- H-h-hej...
- Zauważyłem, że się na mnie cały czas patrzysz, więc może jestem gdzieś brudny albo coś... - zaśmiał się.
- N-n-nie... Tak jakoś się patrzę... - po wypowiedzianych słowach, uświadomiłaś sobie, że przyznałaś się do tego, że się na niego patrzałaś - To znaczy... - zarumieniłaś się.
- Dobra, ja już wiem swoje - zaśmialiście się niczym starzy przyjaciele - Widziałem cię na peronie... Chyba mieszkamy obok siebie, nie?
- Tak... Myślałam, że będę sama...
- A jednak - pokazał szereg białych zębów. Niespodziewanie usłyszeliście głos nie znanej wam kobiety.
- Halo! Zbiórka! Muszę przeczytać listę! - młodzież przybliżyła się do kobiety i po kolei zgłaszali obecność - [T.I] [T.N]?!
- Obecna! - krzyknęłaś z tłumu.
- Luke Hemmings?!
- Obecny!
- Lucas... ? - zapytałaś unosząc jedną brew wyżej.
- Owszem, [T.I] [T.N]... - zachichotał.
- Dobrze! Wszyscy obecni! Wsiadajcie do autokaru!
- Usiądziesz ze mną? Nie mam pary - zrobił smutną minkę pobitego szczeniaczka.
- Jasne - zachichotałaś. Wsiedliście do pojazdu i zaczęliście rozmawiać na temat waszych zainteresowań. Dużo się o nim dowiedziałaś. Można powiedzieć, że wiedziałaś o nim wszystko. Kiedy podróż dobiegła końca wyszliście z autokaru i powędrowaliście do ośrodka. Miał on kolor bieli. Za budynkiem znajdowało się miejsce na ognisko. Obok niego drewniane ławki. Organizatorka poinformowała was, że możecie wybrać się sami do pokoi by nie było zawiedzenia. Wahałaś się czy być w pokoju z Lukiem. Ale nie chciałaś być z innymi dziewczynami, bo nie znałaś ich, a niebieskookiego owszem.

*ostatni dzień wycieczki*
Od samego rana chodziły pogłoski, że w ostatnim dni odbędzie się ognisko.
- Dobrze, wiele osób prosiło mnie od samego początku wycieczki by w ostatnim dniu odbyło się ognicho! A więc postanowiliśmy, że spełnimy waszą prośbę! Za godzinę wszyscy przyjdziecie na ławki! - wszyscy się ucieszyli. Ty i Luke dobrze wiedzieliście co będziecie robić... Śpiewać! Przez ostatni tydzień odkryłaś, że masz nie zły głos i możesz fajnie go wykorzystać w ten dzień. Blondyn po przyjściu do pokoju zaczął stroić gitarę. Usiadałaś na przeciwko niego na łóżku i przyglądałaś mu się. Gdy chłopak skończył, wyszliście z pokoju i pokierowaliście się "na ławki". Usiedliście w kółko i zaczęliście śpiewać różne piosenki. Wraz z niebieskookim zajęliście miejsca na wielkiej kłodzie. Atmosfera była bardzo rodzinna. Musiałaś się nią nacieszyć, ponieważ następnego dnia o świcie musiałaś opuścić nowo poznanych przyjaciół.
- Luke? - spytałaś blondyna z niepewnością.
- Tak?
- Nie chcę wyjeżdżać... - w twoich oczach nagromadziły się łzy. Niebieskooki przytulił cię i szepnął.
- Ja też nie chcę... 

*wyjazd*
Przytulałaś się ze wszystkimi dziewczynami płacząc sobie w ramiona. Nienawidziłaś takich chwil. Musiałaś się z nimi rozstać. Prawdopodobnie już nigdy się z nimi nie zobaczysz. U chłopaków również nie byłaś dłużna. Kiedy wypłakałaś się do uszu każdej obecnej tam osoby, przyszedł czas na Luka. Podeszłaś do niego powoli i przytuliłaś mocno.
- Luke... Będę tęsknić... - płakałaś jak mała dziewczynka. Po dłuższej chwili wypuściłaś chłopaka z uścisku. Ten spojrzał w twoje oczy, po czym złączył wasze usta w delikatnym pocałunku.
- Hej... - oderwał się od ciebie i podniósł twój podbródek tak abyś mogła podziwiać jego niebieskie tęczówki - Nie płacz... Jeszcze się zobaczymy... Obiecuję - wtuliłaś się w niego jak do wielkiego pluszowego misia. Nadszedł już ten moment kiedy musisz opuścić wszystkich. Wyjazd. Twoja walizka znajdowała się już w aucie taty twojej przyjaciółki. Znajdował się akurat obok miejscowości w której odbywał się obóz, więc postanowił, że przywiezie cię do domu. Byłaś mu za to bardzo wdzięczna, bo nie miałaś ochoty tłuc się znowu w pociągu.
- Luke... Jedź ze mną... - poprosiłaś z maślanymi oczkami.
- Co? - wyszeptał ze zdziwieniem.
- Jedź ze mną! W aucie taty [I.T.P] jest jeszcze jedno miejsce! Przecież mieszkasz w tym samym mieście co ja... Proszę! Jedź ze mną! - skakałaś błagając.
- Mogę?
- No pewnie, Luke!
- Jeśli chcesz - uśmiechnął się do ciebie i pocałował w czubek głowy. Pokierowałaś się do pojazdu starszego pana i poinformowałaś, że blondyn jedzie z wami. Mężczyzna nie sprzeciwiał się, ponieważ bardzo cię lubił. Lucas zapakował swój majdan do bagażnika i zajął miejsce obok ciebie na tylnich miejscach.
- Jedziemy? - spytał z niecierpliwością.
- Jedziemy! - odpowiedzieliście z synchronizacją. Podczas drogi opowiadaliście sobie różne żarty i historie z przeszłości. Już na początku podróży zmieniłaś pozycję, w której leżałaś wtulona w niebieskookiego. Gdy ten zauważył to uśmiechnął się pod nosem. Przez cały czas mogłaś czuć jego ciepło i słyszeć bijące serce. Niesamowite uczucie. Kiedy przyjechaliście już pod dom Luka ponownie się popłakałaś. Nie chciałaś się z nim rozstawać.
- Luke... - szlochałaś - Nie zostawiaj mnie...
- Widzimy się nie długo... - wytarł kciukiem pojedynczą łzę. Wyszedł z auta i wyjął walizkę z bagażnika. Pokierował się w przeciwną stronę i zniknął za budynkami. Starszy pan pocieszył cię, że wszystko będzie dobrze. Typowe. Kiedy odwieziono cię pod twój adres zamieszkania, podziękowałaś i również zabrałaś swój bagaż. Pierwsze co zrobiłaś po wejściu do domu było to, że przywitałaś swoich rodziców. Był już środek nocy, więc byłaś bardzo zmęczona. Posunęłaś do pokoju i rzuciłaś w kat walizkę. Położyłaś się na łóżko i odblokowałaś telefon. Jedna nie odczytana wiadomość. Od Luka. Przesunęłaś palcem po ekranie by odtworzyć SMS'a.
Od Luke: Dobranoc =*
Do Luke: Dobranoc <3