Co do Luka... On jest raczej lekkomyślny, agresywny i nieodpowiedzialny. Ale też czasami miły, przystojny i... uroczy? [T.I]! Przestań! Znasz go od dziecka ale to nie oznacza, że masz się w nim podkochiwać! Kiedy byliśmy dziećmi byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale z biegiem czasu Luke zszedł na złą drogę. Zaczynał zadawać się z chłopcami z bardziej patologicznych rodzin. Między innymi gdzie piją alkohol w nadmiernych ilościach i ćpają. Mnie nie interesowały takie znajomości. Proponowali mi trunki różnej maści lecz zaprzeczałam. Nie chciałam mieć później przez nich problemów.
Tłumaczyłam niebieskookiemu, że to co robią w tak młodym wieku jest złe ale nie słuchał. W wieku 16 lat zaczynał robić sobie tatuaże co nie wyglądało dobrze na jego młodym ciele. Po paru latach odwróciliśmy się od siebie całkowicie. Nie ukrywam. Brakowało mi go, ponieważ się z nim zżyłam. Był dla mnie jak brat.
Zapomniałam wspomnieć, że blondyn od najmłodszych lat próbował sił w graniu na gitarze. Z początku nie wychodziło mu to najlepiej aczkolwiek z dnia na dzień szło mu coraz lepiej. Pewnego dnia oświadczył mi, że napisał dla mnie piosenkę. Nie było ona jakaś super profesjonalna ale była od siebie. Nigdy nie zapomnę jej brzmienia. Jest jedyna w swoim rodzaju. Ciekawa jestem czy nadal ją pamięta i czy mógłby ją zagrać?
***
- Hej! - wzdrygnęłam kiedy usłyszałam głośne przywitanie Michaela.
- Boże! Mike! Ile razy mam ci powtarzać?! Nie strasz mnie, bo kiedyś zawału przez ciebie dostanę! - wydarłam się na swojego przyjaciela.
- Hahahaha! Ale śmiesznie wyglądasz jak się straszysz! - złapał się na brzuch nie mogąc wytrzymać ze śmiechu.
- Hahaha... Ale śmieszne... Się uśmiałam... - wywróciłam oczami.
- Oj, nie gniewaj się - przytulił mnie, a ja odwzajemniłam gest. Biło od niego ciepło, którego nie mogłam opisać. Zawsze mogłam na niego liczyć. Był dla mnie jak druga mama - Foszek przeszedł? - zaśmiał się pod nosem.
- Tak, przeszedł - uderzyłam go lekko w ramię pięścią. Na korytarzach szkolnych rozbrzmiał dzwonek sygnalizujący zaczynające się lekcje. Cała klasa ustawiła się w dwuszeregu pod ścianą, grzecznie czekając na nauczyciela. Gdy ten się pojawił, odtworzył drzwi, a my weszliśmy do środka. Zajęłam miejsce w ostatniej ławce wraz z Michaelem. Na każdej lekcji siedzieliśmy razem. Rozpakowałam torbę i wyciągnęłam zeszyt oraz piórnik. Kiedy przeglądałam temat ostatnich zajęć, usłyszałam, że ktoś agresywnie ciągnie za klamkę drzwi. Po przeniesieniu wzroku moje tęczówki ujrzały Luka. Jak zawsze spóźnionego.
- Lucas Hemmings... - westchnął matematyk - ...spóźniony.
- Przepraszam za spóźnienie, proszę Pana!
- Co tym razem przeszkodziło ci zjawić się punktualnie?
- No ten... - uczniowie zaczęli śmiać się pod nosem - No wie Pan...
- Dobra, nie mam ochoty na użeranie się z tobą, siadaj - blondyn zajął swoje miejsce tuż przede mną. Mogłam poczuć jego perfumy. Uśmiechnęłam się pod nosem gdy odwrócił się do mnie prosząc o długopis. Podałam mu czarny z białymi kropkami. Podziękował i odwrócił się do tablicy. Michael widząc moje postępowanie szturchnął mój łokieć, a ja w odpowiedzi pokręciłam jedynie głową nie wiedząc dlaczego tak bardzo mu się to nie spodobało. Lekcja minęła w ciszy. Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy wręcz wybiegli z klasy. Tylko ja, Mike i Luke wyszliśmy ostatni.
- Muszę iść do wychowawczyni - poinformował mnie zielonooki - Widzimy się później?
- Jasne - uśmiechnęłam się - Będę pod klasą - chłopak odszedł, a ja pokierowałam się pod klasę biologiczną. W pewnej chwili poczułam jak ktoś ciągnie mnie za ramię. Odwróciłam się i ujrzałam Luka.
- Hej, słuchaj... - podrapał się po karku - Dzięki za długopis - uśmiechnął się nie śmiało.
- Nie ma sprawy - odwzajemniłaś gest - Jak chcesz możesz go zatrzymać.
- Dzięki... Słuchaj miałabyś może ochotę na... - podszedł do mnie bliżej, ale zaraz się oddalił.
- Hej, już jestem... - poczułam jak ktoś obwija ręce wokół mojej talii. Był do Mike.
- Hej, już jestem... - poczułam jak ktoś obwija ręce wokół mojej talii. Był do Mike.
- Ooo... Co tak szybko? - spytałam.
- Tak jakoś - spojrzał agresywnie na niebieskookiego.
- Tak jakoś - spojrzał agresywnie na niebieskookiego.
*miesiąc później*
Koza szkolna. Moje marzenie. Super. Przez ostatnie miesiące zapuściłam się w nauce. Nie odrabiałam prac domowych. Sprawdziany i kartkówki zalizałam na dwóje lub tróje. Opuściłam się tragicznie. Byłam nie do poznania. Nawet mój wygląd zmienił się diametralnie. Chodziłam w tym samym makijażu przed kilka dni. Miałam gdzieś jak wyglądam. Nie dbałam o to. Usiadłam jak zwykle w ostatniej ławce. Wyjęłam brudnopis i długopis. Zaczęłam z nudów kreślić różne wzorki. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Ktoś wszedł. Odwróciłam wzrok po czym zobaczyłam Luka z nauczycielką muzyki.
- O! Jesteś już? W porządku - uśmiechnęła się przyjaźnie kobieta. Ja jedynie się na nią spojrzałam. Nie wiedziałam, że razem ze mną będzie tu Luke. No ale już trudno... - Dobrze! A więc macie coś zadane? - nikt nie odpowiedział. Blondyn usiadł na drugim końcu sali. Jak najdalej ode mnie - No dobrze, więc... Może macie ochotę zagrać na jakimś instrumencie? - cisza - Ymmm... Muszę pójść do pokoju nauczycielskiego, zaraz wrócę! - wyszła. Spojrzałam się jedynie na niebieskookiego. Nie wiedziałam dlaczego tu był. Chłopak powędrował do ściany, na której wywieszone były gitary. Chwycił za jedną i usiadł z nią do ławki. Zaczął brzdąkać różne melodie. Nie znałam ich. Nie wiedziałam kto je napisał. Nie interesowało mnie to. Olałam. Ale po chwili... Zaczął grać pewną melodię... Znałam ją... Tylko skąd? Czy to ta piosenka z dzieciństwa? Nie... nie możliwe... A jednak... Podniosłam się z miejsca i usiadłam naprzeciwko blondyna. - Co? - zapytał.
- Graj - szepnęłam, a ten kontynuował. Śpiewał tekst piosenki, a ja się dołączyłam. Stare dobre czasy wróciły do mojej pamięci. Nie mogłam w to uwierzyć. To była ta piosenka. Dokładnie ta sama. Odpłynęłam. Siedziałam wgapiona w blondyna. Śpiewałam razem z nim. To było niesamowite uczucie. Ale do czasu... Ktoś wszedł.
- Już jeste... Luke? - odwróciliśmy wzroki na nauczycielkę - To ja może was zostawię?
- Nie, niech pani zostanie - uśmiechnął się chłopak - Nie przeszkadza Pani. My i tak już kończyliśmy - spojrzałam na chłopaka z niedowierzaniem.
- A więc... przyniosłam dla was karty pracy... Może macie ochotę je rozwiązać?
- Tak... jasne... - westchnęłam. Kobieta zauważyła mój brak entuzjazmu.Po godzinie powiedziała, że możemy już iść do domów. Wyszliśmy z pomieszczenia. Kiedy wyszliśmy z budynku szkolnego, Luke odezwał się do mnie:
- [T.I]?
- Tak, Lucasie?
- Przepraszam... - podszedł do mnie bliżej - Przepraszam, że odszedłem od ciebie w dzieciństwie...
- uśmiechnęłam się i przytuliłam go jak dużego misia.
***
- [T.I]... Widzę poprawę w twoich ocenach... Gratulacje - szczery uśmiech zagościł na twarzy wychowawczyni, która zaczęła rozdawać sprawdzian z wypracowania. Dostałam 5+! Dostałam dobrą ocenę! Nie wierzę! W końcu doprowadziłam się do porządku! Wiedziałam, że mi się uda! Mama będzie dumna.
- Gratuluję - Luke odwrócił się do mnie.
- Dzięki - uśmiechnęłam się przyjacielsko. Chłopak odwrócił się, a ja się zarumieniłaś. Michael jednak to zauważył i szturchnął mnie w ramię - No co? - zwróciłam się do niego lecz ten jedynie pomachał głową. Kiedy lekcje się skończyły, spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy.
- [T.I]? - usłyszałam głos blondyna.
- Tak?
- Możemy porozmawiać na osobności? - jego głowa skierowała się w stronę Michaela który stał obok nas.
- Ymmm... Tak, pewnie - przeszliśmy parę metrów by znaleźć się z dala od kogokolwiek.
- Słuchaj... Może miałabyś ochotę wpaść dziś do mnie? Mam wolną chatę, bo starzy wyjechali nad jezioro, co ty na to?
- Wiesz co? Pomyślę, okey? - uśmiechnęłam się.
- Okey, nie ma sprawy - uśmiechnął się, a w następnej usłyszeliśmy alarm szkolny - Luke? Co się dzieje? - spytałam zdenerwowana.
- Nie wiem... - wyszeptał.
- Dzieci! Polowi wychodźcie z budynku szkoły! Prawdopodobnie jest pożar, ale spokojnie! Po prostu wyjdźcie ze szkoły! - historyk próbował nas uspokoić. Chwyciłam mocno Lucasa za dłoń, a ten zacisnął ją jeszcze mocniej. W pewnym momencie poczułam, że robi mi się nie dobrze. Że kręci mi się w głowię i, że zaraz zemdleję. Padłam nieświadomie na podłogę. Niebieskooki uklęknął przede mną i podniósł niczym pannę młodą. Byłam za bardzo osłabiona by zobaczyć dokładne rysy twarzy kogokolwiek.
- [T.I]! - krzyczał Luke do mojego ucha by mieć pewność, że jeszcze jestem przytomna. Wiedziałam co się dzieje, ale nie potrafiłam tego opisać. Czułam się jak w śpiączce, w której mam mgłę przed oczami, słyszę bardzo wyraźnie, a nie mogę nic powiedzieć. Straszne uczucie. Gdybym miała zaraz umrzeć - Odsuńcie się! [T.I] zemdlała! Zrobić miejsce! No ruchy! - wyszliśmy z budynku.
- Co się stało? - zielonooki odnalazł nas w tłumie.
- Nie widzisz?! Ślepy jesteś?!
- Dobra, spokojnie! - niebieskooki położył mnie na trawie. Nachylił się nade mną. Miał robić już sztuczne oddychanie, ale Michael go powstrzymał.
- Chcesz żeby zmarła?
- Dlaczego akurat ty musisz to robić?
- A co? Może ty?
- Prędzej ja niż ty!
- Ej, ej, ej! Chłopcy! Odsuńcie się! - pani pielęgniarka przerwała kłótnie chłopaków i nachyliła się. Zrobiła masaż serca i sztuczne oddychanie. Nie pomogło. Podniosła moje nogi do góry tak samo jak i głowę. Po chwili oprzytomniałam.
- [T.I]! - blondasek przytulił mnie, a ja się zaśmiałam.
- Dziękuję... - szepnęłam mu do ucha i ucałowałam i policzek. Michael widząc to wstał i poszedł do innej grupy młodzieży. Zrobiłam coś źle? Przecież do Luke mnie wyniósł ze szkoły, a nie Mike... Czemu się zdenerwował?
*wieczór*
Do Michael: Hej, możemy się spotkać?
Do Michael: Michael! Odpisz!
Do Michael: Mike... Co zrobiłam źle?
Do Michael: Proszę...
Nic. To, że pocałowałam Luka w policzek? To chyba nie aż takie straszne, prawda? Chociaż sama nie wiem... A może jest zazdrosny? Nie. Mnie i Michaela łączy tylko przyjaźń i nic, a nic więcej. Łzy zebrały się mi się w oczach. Nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że miałam poczucie winy? Bardzo zależało mi na tym by porozmawiać z zielonookim. Postanowiłam, że pójdę do niego do domu. Zeszłam na dół i założyłam czarne conversy. Oznajmiłam mamie, że wychodzę i opuściłam miejsce zamieszkania. Pokierowałam się do dobrze znanego mi budynku. Zapukałam do drzwi, a w ich progu stanęła mama chłopaka.
- Dzień Dobry, jest Mike? - kobieta przywitała mnie ciepłym uśmiechem, lecz po wypowiedzianych słowach mina zmieniła się na zdziwioną.
- Nie, powiedział, że po szkole idzie od razu do ciebie... - załamałam się. Jak to nie było go w domu? Gdzie znajduje się Michael Gordon Clifford?! Wyrzuty sumienia wzięły górę i rozpłakałam się jak mała dziewczynka. Wybiegłam z terenu posiadłości Cliffordów. Miałam wrażenie, że przeszukałam każdy zakątek miasta. Każdą szczelinę. Na próżno. Do domu wróciłam cała roztrzęsiona oraz ze spuchniętymi oczami od płaczu.
- [T.I]? - spytała z niedowierzaniem mama - Co się stało? - nie miałam siły nic powiedzieć. Po prostu wpadłam w jej ramiona i zaczęłam głośno po raz setny płakać w nadmiernych ilościach. Ryczałam wprost do jej ucha - [T.I]! Uspokój się i powiedz mi co się stało! - próbowała mnie uspokoić, ale nie powiodło jej się to.
- Nie ma go... - ponownie się rozpłakałam.
***
- Hej! - usłyszałam głos blondyna.
- Hej... - szepnęłaś.
- Coś się stało?
- Michael zniknął...
- Jak to "zniknął"?
- Po prostu... Nie ma go w domu...
- Byłaś u niego?
-
Tak! Nie odbiera, nie odpisuje... Zniknął... - miałam ochotę znowu
płakać. Niebieskooki zauważywszy to przytulił mnie i potarł dłonią o
plecy. Czułam u niego wsparcie. Z każdym dniem czułam, że mogę na niego
liczyć.
- Już dobrze...
Posłuchaj... Na rozweselenie mam coś dla ciebie! - uśmiechnął się
szczerze - Chodź! - chwycił mnie za dłoń i szarpnął ku górze by pomóc mi
wstać. Zaprowadził mnie do sali muzycznej. Wyjął gitarę i kazał usiąść
mi na ławce. Wykonałam jego polecenie. Luke usiadł naprzeciwko mnie na
krześle i powiedział:
- Napisałem dla ciebie piosenkę. Może masz ochotę posłuchać? - zaśmiał się cicho.
-
Pewnie! - uśmiechnęłam się i podparłam dłońmi brodę. Chłopak zaczął
grać i śpiewać równocześnie. Przypomniały mi się stare dobre czasy
dzieciństwa. W najmniej odpowiednim momencie do klasy wszedł Michael.
-
O cholera - szepnęłam. Zielonooki pokręcił głową z bezradnością i
wyszedł trzaskając drzwiami - Przepraszam Cię, Luke! - wstałam z ławki i
pobiegłam do Clifforda - Mike! Mike, stój! - wołałam. Gdy był w
wystarczającej odległości, pociągnęłam go za ramię - Michael!
- Co? - miał łzy w oczach.
-
Ty... płaczesz? - nie odpowiedział - Przepraszam cię za to wszystko.
Nie chciałam, żeby tak wyszło... - złapałam za jego dłonie patrząc na
nie. Rękaw jego bluzy podwinął się, a ja zauważyć mogłam rany po żyletce
- Mike? Co to jest? Michael?! Dlaczego?!
- Jedno słowo: Luke - łza spłynęła po jego policzku.
- Michael... Dlaczego to przez Luka?- Muszę już iść na lekcje... Pa...
- Michael! - zawołałam go puki jeszcze nie odszedł. Chłopak odwrócił się - Musimy porozmawiać... - nie odpowiedział. Zadzwonił dzwonek. Poczułam, że ktoś obwiązuje mnie w talii.
- Hej, piękna... Idziemy?
- Tak... - westchnęłam. Pokierowaliśmy się w stronę klasy. Dziewczyny weszły pierwsze, a za nimi chłopaki. Zajęłam miejsce i czekałam na zielonookiego. Gdy ujrzałam jak wchodzi do pomieszczenia, uśmiechnęłam się mając nadzieję, że się do mnie dosiądzie. Niestety. Usiadł obok Alicji - największej lalusi w szkole. Moja mina zrzędła. Usiadłam bezwładnie na krzesło i rozpakowałam się. Widać było, że Mike i Alka świetnie się rozumieją. Gadają, śmieją się. Tylko pozazdrościć, nie? Blondyn zauważywszy to usiadł obok mnie.
- Proszę odtworzyć podręczniki na stronie 200! - historia, historia, historia... Najnudniejszy przedmiot w całej galaktyce. Zamyśliłam się totalnie. Nie miałam pojęcia o czym jest mowa na dzisiejszej lekcji. Myślałam o piosence, którą napisał dla mnie Luke. O Michaelu... Chyba coś do niego czuję... Albo i do nich? Sama nie wiem... Michael jest delikatny i łagodny, a Luke zawzięty.- [T.I]?
- Tak? - odtrząsnęłam się i wyprostowałam.
- Co ty robisz?
- Nic...
- No właśnie! Nic nie robisz! Uwaga!
- Ale za co?
- Jeszcze się pytasz?!
- Dobra nie ważne... - powiedziałam cicho pod nosem. Mike spojrzał na mnie bez uczuciowo. Pewnie byłam mu obojętna. Muszę z nim porozmawiać. Koniecznie. Dzwonek. Wyszłam z klasy i podeszłam do zielonookiego.
- Michael?
- Przepraszam, nie mam czasu.
- Musimy porozmawiać! - szarpnęłam go za rękaw.
- Słucham.
- Co się z tobą dzieje?
- Ze mną?
- Tak, z tobą...
- Chyba raczej z tobą, dziewczyno! Gdzie jest ta stara [T.I]?! Gdzie?!- Tu... - szepnęłam.
- Nie! To nie jest ta [T.I] którą pokochałem!
- Co? Kochasz mnie?
- Nie, już nie... - westchnął i odszedł. Za mną stanął Luke i przytulił mnie od tyłu. Wyszarpałam się w uścisku.
- To przez ciebie! - łzy napłynęły do moich oczu - Gdyby nie ty wszystko było by dobrze! - wybiegłam z klasy po czym z budynku. Usiadłam pod drzewem i rozpłakałam się. Po chwili poczułam, że ktoś się dosiada.
- Hej - usłyszałam głos blondyna. Podniosłam głowę i spojrzałam chłopakowi w oczy - [T.I], kocham cię...
- Ja cię też, Luke.


Jejku, jakie super *-* Czekam na następny ♥
OdpowiedzUsuńPrzepiekny. ♡♡ czekam na next ♥♥
OdpowiedzUsuń<3
UsuńOMG!! Genialny *-* popłakałam się |√|_|√|
OdpowiedzUsuńJak zwykle... :')
Usuń