- Mikey... ? - spytałaś przeciągając zdrobnienie od jego ślicznego imienia.
- Tak, kochanie? - spojrzał się na ciebie.
- Możemy porozmawiać? - spytałaś zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Siedziałaś po turecku na łóżku w pokoju chłopaka. Nie było tam za czysto, ale przyzwyczaiłaś się do tego. Nie przeszkadzało ci to. Zielonooki usiadł obok ciebie.
- Słucham - spojrzał ci głęboko w oczy.- Ostatnio jesteś jakiś... agresywny... - zaczęłaś ze zdenerwowaniem w głosie.
- [T.I]... - westchnął z bezradnością.
- Nie, Michael! Powiedz mi o co chodzi! Już od pary miesięcy jesteś bardzo agresywny! Chcę wiedzieć o co chodzi! Jestem twoją dziewczyną, więc chyba mam prawo wiedzieć! - łzy zebrały się w twoich oczach. Chłopak uścisnął twoje ziemne już dłonie. Po chwili lecz wyszarpałaś się z uścisku. Wstałaś z łóżka i skrzyżowałaś ręce na wysokości klatki piersiowej - Wiesz co? Już mam dość... - wyszłaś z pokoju. Mike wołał cię byś wróciła, aczkolwiek nie posłuchałaś jego próśb. Założyłaś conversy i odtworzyłaś drzwi wejściowe do mieszkania. Opuściłaś budynek i pokierowałaś się na przestanek autobusowy. W pewnym momencie poczułaś wibrowania w prawej kieszeni. Telefon. Wyjęłaś urządzenie i odblokowałaś je. Wiadomość od Michaela. Zastanawiałaś się czy odczytać treść. Postanowiłaś jednak, że dasz mu szanse.
Od Michael: [T.I], przepraszam cię... Możemy się spotkać?
Nie odpisałaś. Jedynie wywróciłaś oczami i fuknęłaś jak mały mops. Kontynuowałaś swoją wędrówkę. Za chwilę otrzymałaś kolejką wiadomość. I kolejną. I kolejną. I kolejną. Jak widać bardzo mu na tobie zależało. Olałaś go jednak. Nie miałaś ochoty na kolejne kłótnie i sprzeczki. Dotarłaś do celu. Sprawdziłaś za ile minut oczekiwany pojazd zjawi się na miejscu by zawieźć się do domu. Nie musiałaś długo czekać. Zajęłaś miejsce na samym końcu. Uwielbiałaś to miejsce. Miałaś widoczność na wszystkich pasażerów. Kiedy nadszedł czas na wysiadkę, wstałaś z miejsca i trzymając się poręczy posunęłaś do drzwi. Wysiadłaś. Pokierowałaś się do miejsca swojego zamieszkania. Wyjęłaś klucz z kieszeni i przekręciłaś go w dziurce dla niego przeznaczonej i wyciągnęłaś go. Nacisnęłaś klamkę w dół i popchnęłaś drzwi. Przeszłaś przez ich próg po czym zapaliłaś światło na przedpokoju. Zdjęłaś buty. Nikogo w domu nie było, ponieważ twoi rodzice pracowali do późna. Postanowiłaś, że zrobisz sobie coś do jedzenia. Miałaś ochotę na pizze, więc wyjęłaś potrzebne składniki. Uwielbiałaś gotować oraz tańczyć jednocześnie, więc włączyłaś swoją ulubioną playlistę i zaczęłaś przyrządzać danie. Śpiewałaś pod nosem łącząc składniki w misce. Kręciłaś... wiadomo czym w rytm muzyki. Kochałaś być sama w domu, bo mogłaś robić co tylko chcesz. Ale czasami... Bardzo chciałaś raz na jakiś czas ugotować chociażby obiad z mamą. Jedynie widziałaś ją w weekendy. Wtedy zazwyczaj rozmawialiście co działo się w szkole. Nic ciekawego. Do pracy szła przed wschodem słońca, a przychodziła do domu późno w nocy. Ojciec tak samo. Codziennie czułaś się samotna. Tylko Michael był jedyną osobą z którą mogłaś porozmawiać kiedy tylko chciałaś.
Kiedy pizza była już gotowa, zaczęłaś ją pochłaniać. Byłaś bardzo głodna. Przez cały dzień nic nie jadłaś. W pewnym monecie usłyszałaś pukanie do drzwi. Spojrzałaś na zegarek. Wskazywał 19.00. To za wcześnie na któregoś z rodziców. Posunęłaś z zdziwieniem do drewnianej konstrukcji. Odtworzyłaś niepewnie, a twoje oczy ujrzały Michaela. Nie zastanawiając się ani sekundy agresywnie zamknęłaś drzwi. Niestety, niebieskowłosy zablokował je stopą co uniemożliwiło ci zamknięcie ich.
- [T.I]... proszę... - widać było, że w jego zielonych tęczówkach zebrały się łzy.
- Mike... - westchnęłaś - Nie mamy o czym gadać. A teraz przepraszam, muszę posprzątać w kuchni - szturchnęłaś stopą jego byś mogła zamknąć konstrukcję. Udało ci się. Zakluczyłaś drzwi i pokierowałaś się do salonu. Zasłoniłaś firanki i usiadłaś na kanapie. Dokańczałaś jeść posiłek, ale ktoś ponownie zapukał do twoich drzwi. Dobrze wiedziałaś kto za nimi stoi. Nie miałaś ochoty nawet do nich podchodzić. Dźwięk jednak nie ustępował. Minął kwadrans. Nadal można było usłyszeć odgłosy uderzania ściśniętą piąstką w drewno. Nie wytrzymałaś. Poderwałaś się z kanapy i zbliżyłaś się do drzwi. Odkluczyłaś i nacisnęłaś klamkę w dół. Chłopak wszedł nachalnie popychając cię na ścianę. Złapał za nadgarstki po czym umiejscowił je nad twoją głową. Pisnęłaś z przerażenia. W twoich tęczówkach malowało się przerażenie. Clifford był nie obliczalny. Nie miałaś pojęcia co zrobi w danym momencie. Obaj oddychaliście ciężko i głośno. Zielonooki pochylił się nad twoim uchem i szepnął:
- Nigdy, ale to przenigdy nie karz mi stać pod tymi pierdolonymi drzwiami tyle czasu wiedząc, że jesteś w środku.
- Czemu... ? - spytałaś z zaciekawieniem. Teraz wasze tęczówki splotły się.
- Bo boję się o ciebie. Nie wiem czy przypadkiem nie poraziłaś się prądem lub zachłysnęłaś się wodą - patrzyliście się na siebie jak wryci. Po chwili jednak postanowiłaś się odezwać.
- Dziękuję, że się o mnie martwisz, Mike - uśmiechnął się - ale nie potrzebuję twojej pomocy - mina zrzędła mu natychmiastowo.
- Co ty wygadujesz? Potrzebujesz mnie! - walnął pięścią w ścianę znajdującą się za tobą.
- Nie, Mike, nie potrzebuję cię. Dam sobie radę. Nie jestem już małą dziewczyną - pokręciłaś głową z bezradnością - Owszem. Potrzebowałam cię. Ale było to wtedy kiedy byłeś jeszcze sobą.
- A teraz nie jestem sobą? Jestem innym człowiekiem?
- A nie widzisz tego? Kiedy byłeś sobą nie podnosiłeś na mnie ręki. Nie obrażałeś mnie. Nie śmiałeś się ze mnie. To wszystko przez tych twoich nowych przyjaciół - próbowałaś odsunąć się od niego, ale nie pozwolił ci - Daj mi przejść...
- Nie.
- Michael, daj mi przejść...
- Nie.
- Michael! Daj mi do jasnej cholery przejść! Jesteś u mnie w domu, więc powinieneś posłuchać moich próśb! - spojrzałaś mu prosto w oczy.
- Powiedz mi jedno... Czy dalej mnie kochasz? - w jego oczach ponownie zebrały się łzy.
- Mike...
- [T.I]... Kochasz mnie?
- Muszę odpowiadać?
- Tak.
- Nie, Michael. Nie kocham cię - wyszarpałaś się w uścisku chłopaka. Ten stał oparty o ścianę w szoku. Nie przejmowałaś się nim. Pokierowałaś się do swojego pokoju, który znajdował się w górnej części domu. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi i skoczyłaś na łóżko. Rozryczałaś się. Nie wiedziałaś dlaczego. Może było ci żal Michaela? Płakałaś dobrą godzinę. Po tym czasie usłyszałaś dobrze ci znany głos, którego nie słyszałaś za często.
- [T.I]! Kochanie! Śpisz? - mama weszła do twojego pokoju.
- Mama? - oderwałaś głowę od poduszki, która teraz była cała brudna w tuszu do rzęs.
- Czemu płaczesz? - podeszła do ciebie i przytuliła.
- Nie ważne... - otarłaś łzy i podciągnęłaś nosem.
- Coś z Michaelem?
- Nie. Nie ważne... Czemu tak szybko przyjechałaś? - zmieniłaś temat.
- A co? Nie cieszysz się?
- Nie - zachichotałaś - Cieszę się tylko coś za szybko wróciłaś do domu.
- Wyprosiłam szefa, żeby wcześniej mnie do domu puścił - uśmiechnęła się - Masz ochotę może na coś?
- Tak - odpowiedziałaś po chwili zastanowienia - Na wspólne pieczenie babeczek! - zaśmiałaś się, a zły humor szybko opuścił twoją duszę.
*miesiąc później*
Wciąż nie wybaczyłaś Michaeleowi. Jego stan psychiczny był za skraju. Tak bardzo za tobą tęsknił, że popełnił samobójstwo. Bardzo mu ciebie brakowało. Tnął się co wykazała sekcja zwłok. Nie mogłaś w to uwierzyć. Ktoś odebrał sobie, życie dla ciebie. Ciągle tłumaczyłaś sobie, że to tylko sen. Niestety. Była to jawa.

Jeju ;'(
OdpowiedzUsuń