poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Calum ;p

Znałaś Caluma od przedszkola. Bawiliście się razem w piaskownicy robiąc królewskie pałace oraz rozmaite babki z piasku, którym groziliście, że jeśli się nie udadzą, zjecie je. Za każdym razem gdy te wspomnienia wracały ci do pamięci, uśmiechałaś się pod nosem. W szkole podczas przerw zawsze zerkałaś na chłopaka kiedy rozmawiał z jakąś nie znaną ci dziewczyną. Próbowałaś tłumaczyć sobie, że nie jesteś zazdrosna lecz znałaś prawdę - byłaś cholernie zazdrosna... Czasami byłaś przekonana, że on zupełnie nic do Ciebie nie czuje, tylko przyjaźń.
- Hej [T.I]! - wzdrygnęłaś z przestraszenia, które zafundował ci twój skośnooki przyjaciel.
- Jezu, Calum! - złapałaś się za klatkę piersiową by móc złapać oddech.
- Przepraszam... - uśmiechnął się przyjaźnie - Co Ty taka smutna?
- Zamyśliłam się...
- A o czym ty tak myślisz? Codziennie taka zamyślona chodzisz... Coś się stało? - dopytywał.
- A co? Książkę piszesz? - w tym momencie wybuchliście śmiechem.
- Ok, ok... nie wnikam - opanował śmiech i pokazał szereg białych zębów - Masz na dzisiaj jakieś plany?
- Wiesz co... ? Nie, na dziś nie mam, a proponujesz coś? - podniosłaś jedną brew wyżej podejrzewając, że zaprosi cię na randkę.
- Tak sobie ostatnio myślałem... - podrapał się za karkiem - Może miałabyś ochotę, żebyś dziś do mnie wpadła? Mam wolne mieszkanie i... - momentalnie poczułaś motylki w brzuchu - ...więc masz ochotę do mnie przyjść?
- Tak, tak... - zarumieniłaś się. Sekundę później na korytarzach szkolnych rozbrzmiał dzwonek symbolizujący lekcje matematyki. Głośno wypuściłaś powietrze z ust wiedząc co się szykuje.
Procenty, pierwiastki, ułamki, liczby algebraiczne, i tak dalej i tak dalej... Jak zwykle siedziałaś podparta brodą o dłoń. Od czasu do czasu zerkałaś na Caluma wygupiającego się z Angeliką - najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Wiadome było, że Cal się jej podobał. Kilka razy byli ze sobą, ale się rozstawali i znowu byli razem i się rozstawali i znowu byli razem i tak w kółko... Matematyczka nie jednokrotnie zwracała im uwagę lecz na próżno. Uśmiechałaś się pod nosem kiedy Calum się śmiał. Uwielbiałaś jego śmiech. I tak... znowu się zamyśliłaś...
- [T.I]! Proszę podać odpowiedź! - nakazała nauczycielka o krótkich blond włosach.
- Słucham... ? - jak zwykle nie wiedziałaś o czym była mowa na lekcji.
- To co słyszałaś, podaj odpowiedź - powtórzyła z bardziej rozżarzonym głosem.
- Nie słuchałam, proszę Pani... - wzdychnęłaś. Z drugiego końca klasy gdzie siedziała Angela z przyjaciółeczkami wraz z Calumem usłyszałaś chichoty. Odwróciłaś się w ich stronę i wywróciłaś oczami.
- Dobrze, w takim razie ocena nie dostateczna czy uwaga?
- Jak Pani wygodniej... - po otrzymanej uwadze, tym razem spróbowałaś bardziej skupić się na matematyce niż na przyjacielu. Po usłyszeniu dzwonka wszyscy wybiegli z pomieszczenia, a ty powoli zmierzałaś do wyjścia.
- [T.I]... - rzekła tym razem o wiele łagodniej nauczycielka.
- Tak?
- Podejdź do mnie - wywróciłaś oczami - Zauważyłam, że chodzisz zamyślona i nie masz kontaktu ze światem... Coś się dzieje? Jakieś problemy w domu? Mi możesz powiedzieć - uśmiechnęła się przyjacielsko.
- Proszę... ? Nie mam żadnych problemów w domu - pokręciłaś przecząco głową.
- To w takim razie co się dzieje?
- Nic proszę Pani... Po prostu tak jakoś...
- W porządku, ale gdyby coś... To wiedz, że możesz do mnie przyjść i wszystko powiedzieć, okey?
- Okey - uśmiechnęłaś się, a ona potarła przyjacielsko twoje ramię dłonią. Opuściłaś klasę po czym pokierowałaś się do szafki, w której trzymałaś książki. Gdy dotarłaś do celu, z kieszeni czarnych rurek wyjęłaś malutki srebrny kluczyk. Włożyłaś go do przeznaczonego dla niego otworu i przekręciłaś w prawo. Po pociągnięciu do siebie drzwiczki posłusznie się otworzyły dzięki czemu mogłaś włożyć tam nie potrzebne ci podręczniki. W pewnym momencie ktoś oparł się o szafkę obok co można było poznać po głośnym huku.
- Kogo my tu mamy... - skrzekliwy głos Angeliki mogłaś poznać dosłownie wszędzie. Chwilę później zza jej pleców wyłoniły się jej trzy najlepsze przyjaciółeczki.
- Angela... - wywróciłaś oczami mając nadzieję, że dziewczyna da ci spokój.
- Skarbie, widzę, że się cieszysz, że mnie znowu widzisz! - zaśmiała się jak typowy plastik.
- Tak, bardzo - uśmiechnęłaś się sarkastycznie - A teraz możesz dać mi spokój? Proszę, jestem umówiona...
- Ooooooo... A z kim to?
- A to raczej nie powinno cię interesować.
- No właśnie Angeliko... - dobrze znany ci głos wywołał ciarki na twojej skórze.
- Ca, Ca, Ca, Calum?
- Nie, Święty Mikołaj - wywróciłaś oczy. Chłopak zachichotał, a trzy plastiki odeszły z waszego grona. Teraz zostaliście tylko we trójkę: Ty, Calum i Angelika.
- O co chodzi, kochanie? - spytała sztucznie brunetka o brązowych oczach.
- Nie mów tak do mnie - skośnooki gotował się od środka. Było to doskonale widać po mimice twarzy.
- Ohhhh... Caluś... Nie bądź aż taki zły... Nie pamiętasz jak było nam razem dobrze?
- Nie, nie było... A teraz daj nam święty spokój - próbował się opanować aczkolwiek nie udawało mu się to w pełni. Ty tylko przyglądałaś się całej sytuacji.
- Dobrze, jak sobie życzysz - wzdychnęła - Ale kiedy będziesz chciał po mnie wrócić... - zamyśliła się przez chwilę - Będziesz mnie prosił na kolanach żebym ci wybaczyła - po odejściu podziękowałaś chłopakowi i zakluczyłaś szafkę.

***

Od Calum: Idziesz już? :D
Do Calum: Tak, tak! Już idę! :p
Na wyjście z Calumem ubrałaś się w czarną tunikę z srebrnymi cekinami. Na nogach znalazły się czarne legginsy, a na małych stopach czarne baletki. Kiedy już stałaś pod drzwiami przyjaciela czułaś motyle w brzuchu. Nagle drewniana ściana na zawiasach otworzyła się, a w ich progu stanął Calum. 
- Hej... wejdź -uśmiechnął się przyjacielsko.
- Dziękuję - odwzajemniłaś gest i skłoniłaś się jak księżniczka w średniowieczu. Zachichotaliście oboje. 
- A co to? Na pogrzeb jedziesz? - zaśmiał się czarnowłosy.
- A tak jakoś wyszło... - zarumieniłaś się.
- Chcesz się czegoś napić?
- Tak poproszę - uśmiechnęłaś się i poszliście do kuchni - Jesteś sam?
- Tak... Rodzice wyjechali do ciotki, a Mali jest u koleżanki, więc postanowiłem, że zaproszę ciebie, bo w sumie to dawno już u mnie nie byłaś...
- Nom... Już zleciały dwa miesiące o ile się nie mylę - zaśmiałaś się.
- Faktycznie... Musisz o wiele częściej do mnie wpadać. Masz na coś ochotę?
- Bitwa na poduszki? - zachichotałaś.
- Okeeey... - uśmiechnął się szatańsko. Pobiegł z stronę salonu i chwycił za pierwszą lepszą pierzynę. Zamachnął się i uderzył cię w ramię. Zaczęliście śmiać się jak małe dzieci. Po dłużej trwającej chwili zakończyliście zabawę z powodu zmęczenia. Opadliście na kanapę ciężko oddychając.
- Brakowało mi tego... - westchnęłaś.
- Czego? - spojrzał na ciebie.
- Wygłupiania się z tobą - zachichotałaś.
- Mi również... To co teraz?
- Film?
- Oglądałaś: "Gwiazd naszych wina"?
- Nie...
- To musisz obejrzeć! - chłopak zerwał się z kanapy jak poparzony i podszedł do telewizora. Podłączył DVD i włożył płytę z nagranym filmem. Gdy wszystko było gotowe położył się obok ciebie, a seans się zaczął. Podczas oglądania ryczałaś jak głupia wtulając się w tors chłopaka. Zauważyłaś, że w oku brązowookiego również pojawiła się mała łezka. Po filmie miałaś całe spuchnięte oczy na co zachichotał.
- I co się śmiejesz?! To nie było ani trochę śmieszne!
- Wyglądasz jak panda! - nie mógł powstrzymać śmiechu i zaczął turlać jak małe dziecko trzymając się za brzuch. Również parsknęłaś śmiechem na jego widok. Pokierowałaś się do łazienki by zmazać swój rozmazany makijaż. Była już bardzo późna godzina, więc postanowiłaś poinformować Caluma, że musisz wracać już do domu. W tym celu powędrowałaś do salonu.
- Muszę już wracać...
- Nie! Zostań na noc! Proszę... - zrobił smutną minkę. Nie mogłaś się powstrzymać. Zgodziłaś się. Gdy już się przebrałaś w dresy brązowookiego spytałaś:
- Okey, gdzie mam spać? - położyłaś dłonie na biodra.
- Ze mną... - uśmiechnął się szczeniacko Calum.
- Ty chyba sobie żartujesz... Idę spać w salonie, dobranoc - wyszłaś z pokoju chłopaka. Powędrowałaś do pokoju jego rodziców. Kiedy leżałaś już na gigantycznym łożu zamknęłaś oczy i momentalnie zasnęłaś.

***

Krzyknęłaś. Obudziłaś się cała spocona z przerażenia. Nagle w pokoju, w którym się znajdowałaś momentalnie zrobiło się jasno.
- [T.I]! Wszystko dobrze? - spytał skośnooki.
- Tak, tak... To tylko zły sen... tylko zły sen... - powtarzałaś by się uspokoić.
- Zostać z tobą?
- Gdybyś mógł... - czarnowłosy wślizgnął się pod kołdrę, a ty się w niego wtuliłaś. Opatulił cię ramieniem dzięki czemu mogłaś spokojnie zasnąć.
Obudziłaś się słysząc bijące serce. Uśmiechnęłaś się pod nosem.
- Dzień Dobry... - wyszeptał Calum z zamkniętymi oczami.
- Dzień Dobry... - odpowiedziałaś.
- Ślicznie wyglądasz jak śpisz - nic nie odpowiedziałaś, bo zarumieniłaś się, a skośnooki to zauważył, ponieważ zachichotał. Zawstydzona wstałaś z łóżka.
- Gdzie idziesz? - spytał podnosząc się na łokciach.
- Ubrać się - skinął, a ty posunęłaś do łazienki. Przebrałaś się w wczorajsze ubrania i rozczesałaś włosy. Wykonałaś makijaż i wyszłaś z pomieszczenia. Pokierowałaś się do kuchni, w której znajdował się... nagi Calum?
- Ymmm... Cal? - spytałaś z zawstydzeniem.
- Cholera! [T.I], nie patrz! - próbował się zasłonić patelnią, która leżała nie daleko niego. Ty zasłaniałaś oczy dłońmi.
- To ja może pójdę do salonu... - zawstydzona pokierowałaś się do salonu. Po kwadransie chłopak oświadczył iż jajecznica jest gotowa do spożycia.
- Ubrałeś się? - spytałaś chcąc mieć pewność iż nie zastaniesz takiego samego widoku jak wcześniej.
- Tak, tak... - odpowiedział. Weszłaś do kuchni. Usiadłaś przy stole, a skośnooki nałożył porcję usmażonych jajek na talerz i położył naczynie przed tobą.
- Ketchupu?
- Poproszę - podał ci czerwone opakowanie. Odtworzyłaś je i polałaś zawartość na parujące jajka. Sięgnęłaś po kromkę chleba posmarowaną masłem - Smacznego - uśmiechnęłaś się do piwnookiego, a on odpowiedział ci tym samym. Podczas posiłku rozmawialiście o planach na wakacje. Po śniadaniu umyłaś zęby po czym pograliście w FIFĘ. Lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy... Musiałaś wracać już do domu. Ubrałaś buty i pokierowałaś się do wyjścia. W progu drzwi przytuliłaś się z chłopakiem na pożegnanie.

*5 lat później*
Ty i Calum jesteście szczęśliwym małżeństwem. Podczas nocy poślubnej spędziliście upojną noc. Postanowiłaś zrobić test ciążowy. Weszłaś do łazienki cała zestresowana. Po 10 minutach już wszystko było wiadome. Spuściłaś wzrok spoglądając na przedmiot. Znałaś wyniki. Postanowiłaś zadzwonić do bruneta, który aktualnie znajdował się w trasie.
- Cal? Nie przeszkadzam?
- Nie kochanie. Coś się stało?
- Nie, nie... Posłuchaj, muszę coś ci powiedzieć... - chłopak wyczuł twoje zaniepokojenie - Jestem w ciąży...
- Co? - spytał zaskoczony.
- Jestem w ciąży... Nie cieszysz się?
- Nie no... Oczywiście, że się cieszę się...
- Kiedy wracasz do domu? - byłaś zaciekawiona odpowiedzią.
- Postaram się jak najszybciej, obiecuję. Dobrze, muszę już iść, bo za kwadrans mamy koncert. Kocham Cię!
- Kocham Cię... - mruknęłaś i rozłączyłaś się. Jak zwykle byłaś zawiedziona. Bardzo zależało ci na tym by przyszły ojciec twojego dziecka był przy tobie. Mieszkałaś sama. Po ślubie kupiliście wielką willę na obrzeżach Sydney. Posiadaliście piękne widoki zza okien. Przedstawiały one ocean i mały las. Gdy czułaś się samotnie siadałaś na balkonie i myślałaś o przyszłości. Jak to jest być matką. Uwielbiałaś przypominać sobie czasy szkolne kiedy się poznaliście. Wtedy nie był w zespole, a teraz owszem. Ale musiałaś się z tym pogodzić.

***


- Tak, słucham? - odebrałaś telefon.
- Hej kochanie - przywitał cię ciepło skośnooki.
- Hej - mruknęłaś.
- Wszystko w porządku? - spytał z troską czarnowłosy. 
- Calum! Ty się jeszcze pytasz czy wszystko w porządku?! Jestem już w piątym miesiącu ciąży, a nie widziałam cię już przeszło osiem! Ty sobie jaja robisz?! Zaraz urodzę dziecko, a ty nawet nie ruszysz dupy, żeby do nas przylecieć!
- Kochanie... to jest trasa... Ja nie mogę przylecieć sobie kiedy tylko chcę... - odpowiedział spokojnie.
- Gówno mnie to obchodzi! Jeśli nie przylecisz do Sydney w przeciągu 24 godzin, obiecuję ci, że nigdy nie zobaczysz swojej córki!
- [T.I]... To dziewczynka... ?
- Tak! Gdybyś się nami interesował to zadzwoniłbyś do nas! - wydarłaś się do słuchawki i rozłączyłaś. Popłakałaś się jak mała dziewczynka. Nie potrafiłaś już tak żyć... Sięgnęłaś po sznurek leżący w kuchni na półce. Zawiązałaś na nim pętelkę i pokierowałaś się do łazienki. Drugi koniec liny przewiesiłaś przez stalowe rury, które nie służyły do niczego. Przywiązałaś ją bardzo mocno. Koniec z pętelką wisiał teraz tuż nad twoją głową. Posunęłaś do salonu i sięgnęłaś po kartkę i długopis. Napisałaś na niej:

Drogi Calumie!
Chciałabym powiedzieć ci, że bardzo cię kocham pomimo wszystkich kłótni, że zawsze będziesz w moim sercu. Kocham cię, ale nie potrafię już tak żyć... Nigdy nie ma cię w domu... 
Postanowiłam, więc, że popełnię samobójstwo... Tak będzie lepiej... Tylko najbardziej szkoda będzie mi naszej kochanej córeczki, która nigdy nie zobaczyła koloru różowego... ani żadnego innego... 
Kocham cię, [T.I] xx

Rozpłakałaś się. Wzięłaś do rąk papier i pokierowałaś się do łazienki. Kartkę położyłaś na ziemi, tuż pod twoimi bosymi stopami. Ustałaś na toalecie i przełożyłaś głowę przez pętelkę. Zacisnęłaś i przed zeskokiem wypowiedziałaś te słowa:
- Jesteście dla mnie całym światem...

***

- [T.I]... Dlaczego...? - czarnooki szepnął cichutko - Dlaczego? Dlaczego?! - wydarł się najgłośniej jak tylko mógł. Pochylił się nad twoją trumną. Łzy leciały mu strugami po policzkach. Nie mógł nad tym zapanować. Nie potrafił. Za mocno cię kochał. Rozryczał się jak mały chłopczyk, który zgubił się w centrum handlowym.- Cal... - szepnął Luke podchodząc do skośnookiego bliżej. Złapał za jego bark na znak pocieszenia - To nie twoja wina...
- Jak to nie moja, Luke?! - odwrócił się twarzą do blondyna. Jego oczy były całe spuchnięte od słonych jak sól łez - To przeze mnie się powiesiła! To przeze mnie nigdy nie dowiem się jak wyglądała moja córka! To przeze mnie moja królewna nie żyje! To wszystko przeze mnie... - wtulił się w niebieskookiego jak w misia. Potrzebował ciepła. Potrzebował go nie tylko od przyjaciół z zespołu, ale też od ciebie, ale ciebie już tam nie było. Nie oddychałaś. Nie żyłaś. Zniknęłaś.
- Już dobrze, stary... Będzie dobrze... - potarł dłonią o plecy chłopaka i poklepał je delikatnie.
Reszta pogrzebu przemilczał w ciszy. Było słychać tylko głos księdza. Nikogo więcej.

*miesiąc po pogrzebie*
Calum przyszedł na twój grób. Złożył na nim piękne białe róże. Zasiadł na obok znajdującej się ławce. Zaczął myśleć. Trasę odwołano ze względu na twoją śmierć. Fani nie mieni tego za złe. Wiedzieli w jakiej sytuacji jest skośnooki. Zrozumieli to. Chłopacy z zespołu wspierali Cala jak tylko mogli. Bardzo mu ciebie brakowało. Zapomniał jak pachniesz. Jak brzmi twój śmiech. Jak wyglądasz. Nie mógł pocałować twoich ust. Nie miał do ciebie żadnego dostępu. Płakał dniami i nocami. Nie mógł zapomnieć i nigdy nie zapomniał, że cie znał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz