Biegłaś ze łzami w oczach. Potykałaś się o własne nogi. Pojedyncze kosmyki włosów opadały ci na twarz. Kiedy twe nogi traciły siłę, zaczęłaś zwalniać, ale nie chciałaś tracić prędkości.
- Słuchaj... Mama miała wypadek... Lekarze powiedzieli, że już nic nie da się zrobić... Przykro mi... Bardzo chciałbym być teraz przy Tobie, ale nie mogę wziąć wolnego w pracy... ale obiecuję, że przylecę najszybciej jak tylko będę mógł...
Słowa twojego ojca obijały się o twoje uszy niczym echo, które nigdy nie miało się skończyć... Dlatego płakałaś... Już nigdy jej nie przytulisz...
Biegłaś przez ciemne uliczki. Do twoich uszu dobiegały tupania trampek, które miałaś na sobie. Słone łzy zamazały ci pole widzenia. Czułaś się samotna, ponieważ twój ojciec pracuje i mieszka za oceanem, a mama nie żyje. Byłaś jedynaczką.
Gdy już kompletnie nie miałaś sił, przystałaś opierając dłonie o kolana. Oddychałaś głośno i szybko. Próbowałaś złapać tchu. Gdy już go wyrównałaś, usiadłaś na krawężniku przy drodze. Podkuliłaś nogi i znów zaczęłaś płakać. Co jakiś czas podciągałaś nosem. Tusz do rzęs spływał po twoich bladych policzkach. W pewnym momencie poczułaś, że ktoś się do ciebie dosiada. Podniosłaś twarz i ujrzałaś zielonowłosego chłopaka. Uśmiechnął się do ciebie i potarł dłonią o twoje plecy.
- I wish that I could wake up with amnesia
And forget about the stupid little things...
And forget about the stupid little things...
- zaśpiewał kawałek nieznanej ci do tej pory piosenki. Uśmiechnęłaś się, lecz łzy napływały do twych oczu - Masz tak śliczne oczka, które nie powinny płakać, więc czemu to robią? - spytał, a ty się zarumieniłaś.
- Nie chcę o tym mówić... - odpowiedziałaś załamanym głosem.
- Rozumiem... nie będę naciskał... To może chociaż powiesz mi co poprawiło by ci humor, co? - uśmiechnął się.
- Nic mi nie poprawi humoru... Nie trać na mnie czasu... - pokiwałaś głową bezradnie i wstałaś z miejsca. Chciałaś już odejść, ale nieznajomy złapał cię na nadgarstek i pociągnął lekko. Teraz byłaś zwrócona do niego twarzą. Dokładnie oglądałaś każdy zakamarek jego twarzy. Dzieliły was centymetry. Po dłuższej chwili spytał:
- Co się tak gapisz? - zachichotaliście przez co za twych ustach zagościł szeroki uśmiech - O wiele lepiej...
- O co ci chodzi... ?
- O twój uśmiech... Masz być cały czas uśmiechnięta... - pogłaskał kciukiem twój policzek z delikatnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz