- Hej, [I.T.P]!
- Hej, [T.I], co tam? - spytała.
- Nie zbyt dobrze, więc potrzebuję twojej pomocy...
- Słucham, więc... - zachichotała z twojego poważnego głosu.
- No więc... Moi rodzice mają kryzys i nie mają pieniędzy... I tak sobie pomyślałam, że twoja mama ma sklep... no i... mogłabym jej w czymś pomagać... - zaczęłaś się jąkać.
- [T.I], mogłaś tak od razu! Słuchaj... w takim razie przyjedź do mnie i obgadamy całą sytuację, okey?
- [I.T.P]! Wiedziałam, że zawsze mogę na tobie polegać! Kocham Cię! Zaraz będę! - pożegnałyście się i rozłączyłyście. Bardzo lubiłaś mamę twojej "siostry", więc nie mogłaś się doczekać bycia jej pracowniczką. Postanowiłaś nie zwlekać i od razu pojechałaś do miejsca zamieszkania przyjaciółki. Zapukałaś do drzwi i poczekałaś aż drewniana konstrukcja się odtworzy. W jej progu ujrzałaś wysokiego blondyna. Miał na imię Luke. Był on bratem [I.T.P]. Od kiedy pierwszy raz go zobaczyłaś, od razu się w nim zauroczyłaś.
- Cz-cz-cześć... Ja do twojej siostry... - zaczęłaś się jąkać i zarumieniłaś się.
- Proszę, wejdź - odtworzył szerzej drzwi byś mogła swobodnie wejść do środka.
- Dzięki - podziękowałaś cicho z zawstydzenia. Chłopak to zauważył i zachichotał cicho przez co jeszcze bardziej się zarumieniłaś.
- [I.T.P]! Piękna do ciebie przyszła! - od zawsze do ciebie tak mówił. "Piękna"... gdy tylko usłyszałaś to słowo z jego ust skierowane do ciebie, czułaś motylki w brzuchu.
- Już schodzę, gamoniu! - idealnie do siebie pasowali jako rodzeństwo. Starszy brat i młodsza siostra, jak to słodko wyglądało kiedy wyzywali się od gamoni, dekli i głupków. Tylko pozazdrościć, ponieważ byłaś jedynaczką.
- Hej! - przywitałaś przyjaciółkę i rzuciłyście się sobie w ramiona - To jak?
- Mama jest już w salonie... Chodź! - pisnęła z podekscytowania i szarpnęła za nadgarstek.
- Dzień Dobry! - przywitałaś rodzicielkę przyjaciółki. Usiadłyście na kremowych sofach i zaczęłyście omawiać jak wyglądałyby twoje obowiązki w sklepie. Na wszystko się zgodziłaś, ponieważ mogłaś pracować od rana do wieczora aby zarobić pieniądze na chleb. Po wszystkich nie domówieniach, ustaliłyście grafik. Nie był on zbytnio wymagający. Na koniec uścisnęłaś w podzięce starszą blondynkę i wyszłaś żegnając się z Lukiem lekkim przytulasem. Wyszłaś z [I.T.P] przed jej dom by porozmawiać na osobności.
- I jak? - spytała.
- Co "i jak"? - zachichotałaś.
- I jak z Lukiem?!
- O ci chodzi? - zarumieniłaś się i próbowałaś to ukryć.
- Podoba ci się... - zaśmiała się i szturchnęła cię w ramię.
- Nie prawda... - jeszcze bardziej się zarumieniłaś.
- To czemu jesteś czerwona jak burak?
- Bo jest gorąco...
- Dobra, dobra, ja wiem swoje - zaśmiałyście się - Tylko mama nie powiedziała ci jednej rzeczy...
- Jakiej? - spytałaś zaniepokojona.
- Będziesz na tej samej zmianie z Lukiem.
- Co?!
***
*pip! pip! pip!*
Szukałaś dłonią telefonu, który budzik ustawiony miał na godzinę 7.00. Tak, dokładnie... Godzina 7.00 w wakacje. Ale cóż... czego nie zrobi się dla rodziców. Wstałaś leniwie z łóżka i wyciągnęłaś się. Założyłaś ciepłe kapcie w pandy i posunęłaś do szafki by przygotować sobie ciuchy, które miałaś założyć do pracy. Wybrałaś czarne rurki i biały t-shirt. Pokierowałaś się do łazienki. Przebrałaś się i wykonałaś makijaż, a włosy związałaś w niedbałego kucyka. Gdy zjadłaś śniadanie, umyłaś zęby i spakowałaś do torby potrzebne ci rzeczy. Po tych czynnościach, zapukałaś cichutko do pokoju rodziców i odtworzyłaś drzwi.
- Mamusiu... ja wychodzę... - szepnęłaś by nie obudzić taty.
- Córeczko... - wstała z białego łoża i podeszła do ciebie - Dziękuję... - łza pojawiła się w jej oku.
- Wy przez całe moje życie pracowaliście dla mnie, więc teraz pora bym ja pracowała dla was... - w tym momencie rodzicielka rzuciła ci się w ramiona i zaczęła szlochać.
- Dziękuję, że nam pomagasz w tak ciężkich chwilach... Dziękuję... - potarła dłonią twoje plecy.
- Mamo... nie płacz, proszę... - głos zaczynał ci się załamywać.
- Dobrze, już dobrze... - odsunęła się od ciebie i podciągnęła nosem - Idź już... - wymusiła uśmiech, a ty pokierowałaś się do wyjścia. Zamknęłaś za sobą drzwi i wsiadłaś na swój czarny skuter. Pojechałaś nim pod sklep, w którym zaczynałaś pracę za kwadrans.
- Dzień Dobry! - przywitałaś pracowników i mamę [I.T.P].
- Dzień Dobry, piękna!
- No super... Teraz nawet Liz będzie mnie tak nazywać... - pomyślałaś.
- Tutaj masz swój strój - podała ci niebieski fartuch w białe kropki - Idź się w to przebierz na zapleczu i przyjdź tu do mnie - uśmiechnęła się przyjaźnie.
- W porządku... - wycedziłaś nie chętnie. Takie wdzianko nie było kompletnie w twoim stylu, ale to tylko ubranie. W sumie to każdy tutaj w takim pracował. Pokierowałaś się więc na zaplecze. Ściągnęłaś bordową bluzę, która była dla ciebie zdecydowanie za duża, ale lubiłaś takie. Na białą koszulkę założyłaś otrzymaną odzież. Trudziłaś się by zawiązać kokardkę na plecach przez pięć minut. Na próżno. W pewnym momencie usłyszałaś, że drzwi się otwierają. W ich progu zobaczyłaś Luka. Zarumieniłaś się, bo byłaś w dość nie korzystnej dla ciebie pozycji.
- Ymmmm... Pomóc ci może... ? - zachichotał na twój widok.
- Gdybyś mógł... - przybrałaś barwę buraka. Chłopak zbliżył się do ciebie i zawiązał fartuch - Dziękuję...
- Nie ma za co - uśmiechnął się. Wyszłaś z pomieszczenia zawstydzona i posunęłaś do mamy przyjaciółki.
- Gotowa! - oznajmiłaś ochoczo.
- Wspaniale! Przejmiesz kasę? Muszę iść do magazynu po towar.
- Nie ma problemu - uśmiechnęłaś się i stanęłaś za kasą. Obsłużyłaś pierwszych klientów i życzyłaś im miłego dnia. I tak minął ci cały dzień. W tym dniu pracowałaś wyjątkowo do 22.00, ponieważ musiałaś przejąć zmianę taty [I.T.P]. Zasypiałaś. Nie miałaś już sił, aż w pewnym momencie zza twoich pleców usłyszałaś krzyk Luka.
- [T.I]! Włamują się! Szybko! Dzwoń na policję! - wydarł się jak poparzony.
- Dobra, już!!! - sięgnęłaś do telefon. Miałaś już wybrany numer, ale blondyn zaśmiał się w niebogłosy - Co się cieszysz? - spytałaś zdezorientowana.
- Nabrałaś się, piękna! - jeszcze bardziej się zaśmiał i podszedł do ciebie.
- Nie odchodź do mnie, idioto! - zachichotałaś. On jednak nie posłuchał i przybliżył się do ciebie tak blisko, że dzieliły was jedynie milimetry. Pochylił się nad twoim uchem i szepnął:
- Piękna... jesteś piękna...

Swietne ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
Usuń,,Piękna...jesteś piękna..." haha cudne *.*
OdpowiedzUsuń