niedziela, 10 maja 2015

Luke c;

- [T.I]? - blondyn klęknął przed tobą. Wiedziałaś co się zaraz stanie. Zakryłaś usta dłońmi - Wyjdziesz za mnie? - uśmiechnął się wyciągając malutkie czarne pudełeczko zza pleców.
- O mój Boże, Luke! Tak! Tak! Tak! - chłopak włożył na twój najmniejszy palec srebrny pierścionek. Niebieskooki wstał i mocno cię przytulił po czym pocałował. Byłaś najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.

*dzień ślubu*
- [T.I]... Jaka śliczna suknia... - zachwycały się twoje ciotki i przyjaciółki - Wyglądasz olśniewająco - skompletowała jedna z ciotek. Zachichotałaś i zakręciłaś się jeszcze parę razy wokół własnej osi. W pewnym momencie usłyszałyście pukanie do drzwi.
- Kto tam? - spytałaś mając nadzieję, że to Luke, który chciałby cię zobaczyć.
- Ojciec Panny Młodej! - westchnęłaś, ale również byłaś szczęśliwa, że to twój tata. Wszedł do pokoju i nabrał powietrze z zachwyceniem.
- Aż tak źle? - zachichotałaś.
- Absolutnie, córeczko! Wyglądasz... wyglądasz... nawet nie ma słów by opisać twój wygląd! - podszedł do ciebie bliżej i złapał za dłonie. Spojrzał ci prosto w oczy - Tak się cieszę, że jesteś szczęśliwa...
- Jestem, tato - łezki zakręciła się w twoich oczkach.
- Nie możesz płakać - odezwała się [I.T.P]. Zaśmialiście się i przytuliliście.
- Halo! Ferajna! Zbierać się! Jedziemy do kościoła! - usłyszałaś głos swojej niedoszłej teściowy zza ściany. Wychyliła się, a gdy cię zobaczyła zaniemówiła - Malutu... Moja mała córeczka...
- E, e, e... Ona jest moją córeczką! - odezwał się z pretensjami ojciec.
- Dobrze, już dobrze! Jestem waszą córką! - zaśmialiście się już po raz setny w tym dniu. Niesamowitym dniu.
- Dobra! Idziemy! - wszyscy wyszliście z pomieszczenia i pokierowaliście się na zewnątrz. Było bardzo ciepło. Środek lipca. Na dworze czekała na ciebie cała rodzina i... Luke. Gdy tylko cię zobaczył uśmiechnął się szczerze.
- Panie i Panowie... Przedstawiam wam moją małą księżniczkę! - krzyknął głośno i wyraźnie twój tata do zebranych tam osób. Wszystkie oczy były skierowane teraz na ciebie. Zarumieniłaś się, ponieważ ojciec złapał cię za dłoń niczym królowe i podniósł ją na wysokość klatki piersiowej. Zeszliście ze schodów po czym zmierzyliście w kierunku blondyna - Ale teraz jest to księżniczka Lucasa... - puścił oczko twojemu wybrankowi i oddał twą dłoń właśnie jemu.


*miesiąc po ślubie*
- Luke? - zawołałaś z łazienki.
- Tak, skarbie?
- Pozwolisz na chwilkę? - usłyszałaś, że się zbliża. Odtworzył drzwi od łazienki, a jego oczy rozszerzyły się.
- [T.I]? Co się stało? - nic nie odpowiedziałaś. Podałaś małe urządzenie, a w ułamku sekundy na jego twarzy zagościł promienny uśmiech - Boże! [T.I]! Będziemy mieli dziecko! Będziemy rodzicami! [T.I]! Nie wierzę! - przytulił cię, a ty zaczęłaś się śmiać.

piątek, 8 maja 2015

Michael :D

Ty i Michael byliście parą od roku. Bardzo dobrze się rozumieliście. Znaliście się na wylot. Kochałaś przytulać się do jego torsu. Było ci z nim tak dobrze... Ale do czasu. Mike stał się bardzo agresywny. Nie tylko w stosunku do innych, ale też do ciebie. Nie wiedziałaś dlaczego. Dopiero pewnego dnia, przyjaciel chłopaka o imieniu Ashton, poinformował cię, że zielonooki zaczął zadawać się z niezbyt pozytywnym towarzystwem. Z początku nie mogłaś w to uwierzyć. Mike zawsze był łagodny. Czasami nawet nie śmiały, aż tu nagle takie coś... Niebieskowłosemu zdarzyło się nawet parę razy podnieść na ciebie rękę. Ale nigdy cie nie uderzył. Nie był do tego zdolny. Za bardzo cię kochał.
- Mikey... ? - spytałaś przeciągając zdrobnienie od jego ślicznego imienia.
- Tak, kochanie? - spojrzał się na ciebie.
- Możemy porozmawiać? - spytałaś zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Siedziałaś po turecku na łóżku w pokoju chłopaka. Nie było tam za czysto, ale przyzwyczaiłaś się do tego. Nie przeszkadzało ci to. Zielonooki usiadł obok ciebie.
- Słucham - spojrzał ci głęboko w oczy.
- Ostatnio jesteś jakiś... agresywny... - zaczęłaś ze zdenerwowaniem w głosie.
- [T.I]... - westchnął z bezradnością.
- Nie, Michael! Powiedz mi o co chodzi! Już od pary miesięcy jesteś bardzo agresywny! Chcę wiedzieć o co chodzi! Jestem twoją dziewczyną, więc chyba mam prawo wiedzieć! - łzy zebrały się w twoich oczach. Chłopak uścisnął twoje ziemne już dłonie. Po chwili lecz wyszarpałaś się z uścisku. Wstałaś z łóżka i skrzyżowałaś ręce na wysokości klatki piersiowej - Wiesz co? Już mam dość... - wyszłaś z pokoju. Mike wołał cię byś wróciła, aczkolwiek nie posłuchałaś jego próśb. Założyłaś conversy i odtworzyłaś drzwi wejściowe do mieszkania. Opuściłaś budynek i pokierowałaś się na przestanek autobusowy. W pewnym momencie poczułaś wibrowania w prawej kieszeni. Telefon. Wyjęłaś urządzenie i odblokowałaś je. Wiadomość od Michaela. Zastanawiałaś się czy odczytać treść. Postanowiłaś jednak, że dasz mu szanse.
Od Michael: [T.I], przepraszam cię... Możemy się spotkać?
Nie odpisałaś. Jedynie wywróciłaś oczami i fuknęłaś jak mały mops. Kontynuowałaś swoją wędrówkę. Za chwilę otrzymałaś kolejką wiadomość. I kolejną. I kolejną. I kolejną. Jak widać bardzo mu na tobie zależało. Olałaś go jednak. Nie miałaś ochoty na kolejne kłótnie i sprzeczki. Dotarłaś do celu. Sprawdziłaś za ile minut oczekiwany pojazd zjawi się na miejscu by zawieźć się do domu. Nie musiałaś długo czekać. Zajęłaś miejsce na samym końcu. Uwielbiałaś to miejsce. Miałaś widoczność na wszystkich pasażerów. Kiedy nadszedł czas na wysiadkę, wstałaś z miejsca i trzymając się poręczy posunęłaś do drzwi. Wysiadłaś. Pokierowałaś się do miejsca swojego zamieszkania. Wyjęłaś klucz z kieszeni i przekręciłaś go w dziurce dla niego przeznaczonej i wyciągnęłaś go. Nacisnęłaś klamkę w dół i popchnęłaś drzwi. Przeszłaś przez ich próg po czym zapaliłaś światło na przedpokoju. Zdjęłaś buty. Nikogo w domu nie było, ponieważ twoi rodzice pracowali do późna. Postanowiłaś, że zrobisz sobie coś do jedzenia. Miałaś ochotę na pizze, więc wyjęłaś potrzebne składniki. Uwielbiałaś gotować oraz tańczyć jednocześnie, więc włączyłaś swoją ulubioną playlistę i zaczęłaś przyrządzać danie. Śpiewałaś pod nosem łącząc składniki w misce. Kręciłaś... wiadomo czym w rytm muzyki. Kochałaś być sama w domu, bo mogłaś robić co tylko chcesz. Ale czasami... Bardzo chciałaś raz na jakiś czas ugotować chociażby obiad z mamą. Jedynie widziałaś ją w weekendy. Wtedy zazwyczaj rozmawialiście co działo się w szkole. Nic ciekawego. Do pracy szła przed wschodem słońca, a przychodziła do domu późno w nocy. Ojciec tak samo. Codziennie czułaś się samotna. Tylko Michael był jedyną osobą z którą mogłaś porozmawiać kiedy tylko chciałaś.
Kiedy pizza była już gotowa, zaczęłaś ją pochłaniać. Byłaś bardzo głodna. Przez cały dzień nic nie jadłaś. W pewnym monecie usłyszałaś pukanie do drzwi. Spojrzałaś na zegarek. Wskazywał 19.00. To za wcześnie na któregoś z rodziców. Posunęłaś z zdziwieniem do drewnianej konstrukcji. Odtworzyłaś niepewnie, a twoje oczy ujrzały Michaela. Nie zastanawiając się ani sekundy agresywnie zamknęłaś drzwi. Niestety, niebieskowłosy zablokował je stopą co uniemożliwiło ci zamknięcie ich.
- [T.I]... proszę... - widać było, że w jego zielonych tęczówkach zebrały się łzy.
- Mike... - westchnęłaś - Nie mamy o czym gadać. A teraz przepraszam, muszę posprzątać w kuchni - szturchnęłaś stopą jego byś mogła zamknąć konstrukcję. Udało ci się. Zakluczyłaś drzwi i pokierowałaś się do salonu. Zasłoniłaś firanki i usiadłaś na kanapie. Dokańczałaś jeść posiłek, ale ktoś ponownie zapukał do twoich drzwi. Dobrze wiedziałaś kto za nimi stoi. Nie miałaś ochoty nawet do nich podchodzić. Dźwięk jednak nie ustępował. Minął kwadrans. Nadal można było usłyszeć odgłosy uderzania ściśniętą piąstką w drewno. Nie wytrzymałaś. Poderwałaś się z kanapy i zbliżyłaś się do drzwi. Odkluczyłaś i nacisnęłaś klamkę w dół. Chłopak wszedł nachalnie popychając cię na ścianę. Złapał za nadgarstki po czym umiejscowił je nad twoją głową. Pisnęłaś z przerażenia. W twoich tęczówkach malowało się przerażenie. Clifford był nie obliczalny. Nie miałaś pojęcia co zrobi w danym momencie. Obaj oddychaliście ciężko i głośno. Zielonooki pochylił się nad twoim uchem i szepnął:
- Nigdy, ale to przenigdy nie karz mi stać pod tymi pierdolonymi drzwiami tyle czasu wiedząc, że jesteś w środku.
- Czemu... ? - spytałaś z zaciekawieniem. Teraz wasze tęczówki splotły się.
- Bo boję się o ciebie. Nie wiem czy przypadkiem nie poraziłaś się prądem lub zachłysnęłaś się wodą - patrzyliście się na siebie jak wryci. Po chwili jednak postanowiłaś się odezwać.
- Dziękuję, że się o mnie martwisz, Mike - uśmiechnął się - ale nie potrzebuję twojej pomocy - mina zrzędła mu natychmiastowo.
- Co ty wygadujesz? Potrzebujesz mnie! - walnął pięścią w ścianę znajdującą się za tobą.
- Nie, Mike, nie potrzebuję cię. Dam sobie radę. Nie jestem już małą dziewczyną - pokręciłaś głową z bezradnością - Owszem. Potrzebowałam cię. Ale było to wtedy kiedy byłeś jeszcze sobą.
- A teraz nie jestem sobą? Jestem innym człowiekiem?
- A nie widzisz tego? Kiedy byłeś sobą nie podnosiłeś na mnie ręki. Nie obrażałeś mnie. Nie śmiałeś się ze mnie. To wszystko przez tych twoich nowych przyjaciół - próbowałaś odsunąć się od niego, ale nie pozwolił ci - Daj mi przejść...
- Nie.
- Michael, daj mi przejść...
- Nie.
- Michael! Daj mi do jasnej cholery przejść! Jesteś u mnie w domu, więc powinieneś posłuchać moich próśb! - spojrzałaś mu prosto w oczy.
- Powiedz mi jedno... Czy dalej mnie kochasz? - w jego oczach ponownie zebrały się łzy.
- Mike...
- [T.I]... Kochasz mnie?
- Muszę odpowiadać?
- Tak.
- Nie, Michael. Nie kocham cię - wyszarpałaś się w uścisku chłopaka. Ten stał oparty o ścianę w szoku. Nie przejmowałaś się nim. Pokierowałaś się do swojego pokoju, który znajdował się w górnej części domu. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi i skoczyłaś na łóżko. Rozryczałaś się. Nie wiedziałaś dlaczego. Może było ci żal Michaela? Płakałaś dobrą godzinę. Po tym czasie usłyszałaś dobrze ci znany głos, którego nie słyszałaś za często.
- [T.I]! Kochanie! Śpisz? - mama weszła do twojego pokoju.
- Mama? - oderwałaś głowę od poduszki, która teraz była cała brudna w tuszu do rzęs.
- Czemu płaczesz? - podeszła do ciebie i przytuliła.
- Nie ważne... - otarłaś łzy i podciągnęłaś nosem.
- Coś z Michaelem?
- Nie. Nie ważne... Czemu tak szybko przyjechałaś? - zmieniłaś temat.
- A co? Nie cieszysz się?
- Nie - zachichotałaś - Cieszę się tylko coś za szybko wróciłaś do domu.
- Wyprosiłam szefa, żeby wcześniej mnie do domu puścił - uśmiechnęła się - Masz ochotę może na coś?
- Tak - odpowiedziałaś po chwili zastanowienia - Na wspólne pieczenie babeczek! - zaśmiałaś się, a zły humor szybko opuścił twoją duszę.

*miesiąc później*
Wciąż nie wybaczyłaś Michaeleowi. Jego stan psychiczny był za skraju. Tak bardzo za tobą tęsknił, że popełnił samobójstwo. Bardzo mu ciebie brakowało. Tnął się co wykazała sekcja zwłok. Nie mogłaś w to uwierzyć. Ktoś odebrał sobie, życie dla ciebie. Ciągle tłumaczyłaś sobie, że to tylko sen. Niestety. Była to jawa.

sobota, 2 maja 2015

Ashton c;

Jak większość ludzi na świecie miałaś jakieś uzależnienia. Inni uzależnieni byli od internetu, inni od tytoniu, jeszcze inni od adrenaliny... Ale ty uzależniona byłaś od alkoholu oraz narkotyków... Od małego w twoim otoczeniu znajdowały się wina, piwa, szampany i inne rozmaite postacie trunków... Kiedy skończyłaś dwunasty rok życia, zaczęłaś pić na poważnie i nie potrafiłaś przestać. Piłaś nałogowo. Codziennie do swoich ust wlewałaś po litr piwska. Twoi rodzice nie zwracali na to żadnej uwagi. W szkole mówiono, że mieszkasz w patologicznej rodzinie. Może tak było, a może nie? Nie wiedziałaś co to znaczy mieć normalny dom, więc nie potrafiłaś stwierdzić czy twój dom był nie normalny.
Po ukończeniu szesnastego roku życia, postanowiłaś wziąć się za siebie. Nie miałaś ochoty ćwiczyć na zajęciach wychowania fizycznego pijana lub skacowana. Miałaś dosyć tego, że wszyscy się z ciebie śmieją. Postanowiłaś zapisać się na leczenie. Z początku byłaś zdenerwowana, ponieważ nie wiedziałaś kto również zapisał się na terapię.
Pierwszy dzień... Poniedziałek... Zapukałaś do ciężkich, metalowych drzwi. Nikt nie odtworzył. Zapukałaś raz drugi. Konstrukcja była tak twarda, że kostki u palców zaczęły dawać znak bólu. Po chwili starsza pani o blond włosach stanęła w ich progu. Uśmiechnęła się do ciebie przyjaźnie i zaprosiła cię do środka. Z zewnątrz budynek przypominał mały zakład poprawczy, ale z wewnątrz... przytulne mieszkanko starszego małżeństwa.
- [T.I] [T.N]? - spytała ciepłym głosem.
- Tak... To ja... - uśmiechnęłaś się przyjaźnie.
- Już wszyscy przyszli, czekaliśmy tylko na ciebie - odwzajemniła gest. Kobieta zaprowadziła cię do wielkiego salonu. Ściany jego posiadały biały kolor. Gigantyczne okna z łatwością rozświetlały cały pokój. Na środku pomieszczenia ustawione w kółko były drewniane krzesełka. Na każdym z nich siedziała nieznana ci osoba - Usiądź, proszę...
- Ymmm... okey... - odpowiedziałaś. Wszystkie nastolatki tam zebrane zmierzyły cię wzrokiem. Widać było, że alkohol to nie jedno z ich uzależnień... narkotyki chyba też wchodziły w grę.
- Dobrze, jesteśmy już w komplecie. Zebraliśmy się tu by ograniczyć wasze nawyki. A więc... Może się przedstawimy...? Ja jestem Anne i mam 30 lat. Kiedy byłam nastolatką byłam pijaczką... - westchnęła - Może teraz tego po mnie nie widać, ale tak było. Zmieniłam się przede wszystkim dla siebie - posmutniała - Moi rodzice wyrzucili mnie z domu, gdy miałam piętnaście lat... Podkradałam im pieniądze na vodkę, by móc popić z koleżankami i kolegami na dworcu... Boże... Ale ja byłam głupia... - łezka zakręciła się w jej oku - Ale nie przyszliście tu by słuchać mojej biografii - wytarła szybko słonką ciesz - Może teraz wy się przedstawicie? Zacznijmy od ciebie... - wskazała na dziewczynę z podkrążonymi oczami. Widać było, że ćpa. Małolata wstała z krzesła i odchrząknęła gardło.
- A więc... Mam na imię Nikola i mam 14 lat... Moimi uzależnieniami jest alkohol, tytoń i narkotyki... - jej wyraz twarzy był zupełnie obojętny.
- I jak się z tym czujesz? - spytała Anne.
- Normalnie... Ćpię już od małego... Moi rodzice sami mnie do tego zmusili...
- Chcesz zostawić swoją historię dla siebie czy wyjawisz nam ją? - milczała co oznaczało, że nie chce kontynuować swojego monologu - Dobrze, usiądź... - dziewczyna posłusznie zajęła swoje miejsce i założyła nogę na nogę - A teraz... może ty? - wskazała na chłopaka, którego wcześniej nie zauważyłaś.
- Ja? - spytał.
- Tak, ty - uśmiechnęła się - Jak się nazywasz? - brunet wstał i przemówił.
- Nazywam się Ashton Irwin i mam 20 lat. Najwidoczniej jestem najstarszy z grona osób, które przyszły się tu leczyć - zaśmiał się pod nosem - Więc... piję alkohol od kiedy mój ojciec zostawił mnie, moją matkę, siostrę i brata... Miałem wtedy... 10 lat? Wtedy po raz pierwszy upiłem się do nie przytomności - przyglądałaś mu się z zaciekawieniem. Spoglądałaś na jego brązowe tęczówki, które błądziły po sali. Zamyśliłaś się tak bardzo, że nie zauważyłaś kiedy skończył swoją wypowiedź.
- A może teraz ty? - blondynka wskazała na ciebie.
- Co? Ja? - zapytałaś zdezorientowana.
- Tak, ty - uśmiechnęła się szczerze. Przybrałaś pozycję stojącą po czym podparłaś na jednej nodze.
- Mam na imię [T.I] [T.N]. Jestem uzależniona od alkoholu i dragów. Zażywam metę 3 razy dziennie.
- Od kiedy to się dzieje? - spytała blondynka.
- Piję od czterech lat, a biorę narkotyki od sześciu.
- Zaczęłaś zażywać kiedy miałaś dziesięć lat?! - zapytała jedna z dziewczyn - Nie źle... - pokiwała z podziwem.
- Owszem, ale chcę przestać, bo...
- Bo znudziło ci się szpanowanie? - spytał chłopak w którego się zapatrzyłaś.
- Nie... chcę być normalną nastolatką... - spojrzałaś na niego z bezradnością, która kłębiła się w twoim ciele. Nie radziłaś sobie, chciałaś się od tego uwolnić.
- Dobrze, [T.I], dziękuję, możesz usiąść - skinęłaś - A teraz spróbuję wam jakoś pomóc...

***

Po pięciu miesiącach terapia się zakończyła. Wszyscy pacjenci, jeśli w ogóle można ich tak nazwać, rozeszli się w swoje strony. Chłopak o imieniu Ashton odezwał się do ciebie parę razy. Z każdym dniem coraz bardziej ci się podobał i coraz więcej do niego czułaś. W ostatnim dniu terapii chciałaś powiedzieć mu o swoich uczuciach. Po "zajęciach" czekałaś na Ashtona przed bramą, która ogradzała budynek. Wychodząc zauważyłaś niską blondynkę. Nie wiedziałaś kim jest, więc nie przejęłaś się nią bardzo. Stałaś z niecierpliwością. Układałaś sobie w głowie swoją formułkę. 
Ashton... Słuchaj... Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale... chyba coś do ciebie czuję... - powtarzałaś
ją setki razy. W pewnym momencie dwudziestolatek przekroczył próg metalowych drzwi. Uśmiechnął się do ciebie, a ty do niego. Serce biło ci jak oszalałe. Miałaś już do niego podejść, ale... niska blondynka była od ciebie szybsza...
- Ashton! Stęskniłam się za tobą! - przytuliła się do niego, a w tobie już się gotowało.
- Bryana! Co ty tu robisz?
- Przyjechałam do ciebie, skarbie! - chłopak ucałował dziewczynę w czubek głowy, a tobie pękło serce. W oczach nakumulowały się łzy.
Rozryczałaś się, a brunet usłyszał twój płacz i spojrzał na ciebie. Nie wiedział co się dzieje, ale po chwili chyba się domyślił. Wybiegłaś z terenu ośrodka. Brązowooki chciał wybiec za tobą, lecz Bryana nie pozwoliła mu na to.
Kiedy wróciłaś do domu, sięgnęłaś za vodkę i wypiłaś całą do dna. Potem z szuflady wyciągnęłaś pierwsze lepsze narkotyki i zaczęłaś je palić, jedne za drugimi. Tak spędziłaś cały wieczór. To sprawiało ci największą przyjemność. Kiedy skończył ci się prowiant, byłaś zupełnie naćpana. Nie miałaś kontaktu ze światem. Nic. Zupełnie nic. Nie byłaś świadoma co robisz. 
Pod wpływem środków odurzających, sięgnęłaś po linę i powiesiłaś się na strychu.

CALM :D







- Luke?
- Tak, kochanie?
- Czy mi się zdaje czy masz ładniejsze nogi od moich?
- Zdaje ci się... - zachichotał.






---------------------------------------------------------------------------------------------




 - [T.I], pomóż!!!
---------------------------------------------------------------------------------------------




- Teraz ja mam większe cycki! - zachichotałaś.
---------------------------------------------------------------------------------------------







*Ashton i Harry tańczą dla ciebie w garderobie z okazji twoich urodzin*






---------------------------------------------------------------------------------------------




- Chcesz kawałek? Nie, nie dam Ci!



---------------------------------------------------------------------------------------------


- Ashton, co chciałbyś dostać na urodziny? - spytałaś przyjaciela.
- Twoje serce...



---------------------------------------------------------------------------------------------
 
*rozmowa z Lukiem przez skype*
- Luke, jak przyjedziesz z trasy, pokażę ci niespodziankę - zachichotałaś.
- [T.I]! Dobrze wiesz, że nie lubię niespodzianek! Powiedz teraz!
- Dobrze, już dobrze! - przesunęłaś kamerkę internetową na swój brzuch - Luke... przedstawiam Ci twoją córkę...
---------------------------------------------------------------------------------------------




- [T.I]! Jak się tego używa?!





---------------------------------------------------------------------------------------------




*kiedy chłopaki dowiadują się, że jesteś w ciąży z Lukiem*
---------------------------------------------------------------------------------------------









- [T.I]! Nie oddam Ci go!






---------------------------------------------------------------------------------------------



Dopiero co wstałaś z łóżka... Ostatnią noc spędziłaś z Calumem... Idziesz do kuchni by przygotować sobie śniadanie, a tam zastajesz taki widok:

---------------------------------------------------------------------------------------------
Od Ashton: Hej, piękna :) Co porabiasz?
Do Ashton: Płaczę...
Od Ashton: Czemu?! Co się stało?!
Do Ashton: Życie się pieprzy...
Od Ashton: Co się stało? Dokładnie...
Do Ashton: Chcę umrzeć...
Od Ashton: Nie mów tak!
Do Ashton: Nie mam dla kogo żyć...
Od Ashton: Masz...
Do Ashton: Dla kogo... ?
Od Ashton: Dla mnie... <3
Do Ashton: Dla Ciebie... <3 ---------------------------------------------------------------------------------------------




- Luke... Musimy porozmawiać... - oznajmiłaś smutno.
- Kochanie, co się stało?
- Jestem w ciąży! - zaśmiałaś się z wyrazu twarzy blondyna.




---------------------------------------------------------------------------------------------



*podczas rozmowy telefonicznej z Michaelem*
- Słucham... ? - powtórz jeszcze raz, bo cię nie usłyszałem...
- Nie mów słucham, bo Cię wyrucham!



---------------------------------------------------------------------------------------------
 

*rozmowa z Michaelem przez skype*
- Kochanie, widziałam filmiki z dzisiejszego koncertu. Słodko to wyglądało kiedy zapomniałeś słów do Amnesi - zachichotałaś.


---------------------------------------------------------------





- Skarbie, jak wyglądam? - spytałaś blondyna poprawiając włosy.




---------------------------------------------------------------






 - [T.I] to najśliczniejsza dziewczyna na świecieeee!!! - Calum śpiewa tak już od dziesięciu minut w kółko i w kółtko.






---------------------------------------------------------------



 - [T.I]! You don't know, you're beautiful! - Harry przekręcił tekst piosenki na koncercie na którym byłaś. Akurat tego dnia ty i Luke mieliście rocznicę.



---------------------------------------------------------------



- Ash... Widziałem jak [T.I] kupiła prezerwatywy - Luke szepnął do bruneta.
- No to widzę, że upojna noc się szykuje - zachichotał.



---------------------------------------------------------------



- Nie wiem co było w tym wczorajszym drinku, ale mi się podoba - Ashton zachichotał tarzając się po podłodze.
---------------------------------------------------------------



 - [T.I] urodziła dziecko! [T.I] urodziła dziecko! [T.I] urodziła dziecko! - Calum i Michael cieszą się, ponieważ zielonooki został ojcem.



 -------------------------------------------------------








*Calum trafił do więzienia, ponieważ był za słodki*


piątek, 1 maja 2015

Luke :p

Twoi rodzice zapisali cię na obóz muzyczny. Miał odbyć się on w te wakacje. Nie byłaś co do tego przekonana, ponieważ nie byłaś w żaden sposób utalentowana muzycznie. Jedynym instrumentem na jakim potrafiłaś grać był trójkąt.

*dzień wyjazdu*
- [T.I]! Wstawaj, bo się spóźnisz na pociąg! Halo! - twoja mama szturchała cię po ramieniu próbując wybudzić cię ze snu.
- No dobra, już dobra... Już wstaję... - wymamrotałaś i przeniosłaś się do pozycji siedzącej. Wyciągnęłaś się powodując, że twoje kości wydały dziwny głos.
Kiedy "się ogarnęłaś", zjadłaś śniadanie i pożegnałaś swoich rodziców. Trzymając w dłoni wielki bagaż wyszłaś z domu i pokierowałaś się na pobliski dworzec. Czekając na peronie zauważyłaś wysokiego blondyna. Zerkałaś na niego, a on na ciebie. Ale fajnie by było gdyby też jechał na obóz... Ale nie prawdopodobne... To byłby za duży zbieg okoliczności... - pomyślałaś przygryzając lekko wargę. Do kwadransie twój pociąg zjawił się w określonym miejscu. Wsiadłaś do przedziału i zajęłaś miejsce przy oknie. Walizkę położyłaś obok siebie. Nie miałaś ochoty by ktoś usiadł obok. Na uszy założyłaś słuchawki nie przejmując się otoczeniem. Ruszyliście z miejsca. W między czasie myślałaś o tym jak tam będzie. Z jakimi dziewczynami będziesz miała pokój. Zapewne nie będziesz tam nikogo znała. Ale nie miałaś wyboru. Musiałaś tam pojechać. Z tego całego zamyślenia zasnęłaś...
- Halo! Nie spać, zwiedzać! - obudził cię męski głos - Nie spać, bo cię okradną!
- Co? - nie wiedziałaś co się dzieje.
- Śpi pani od dwóch godzin. Nie przegapiła Pani przestanku?
- O cholera! - krzyknęłaś - A mijaliśmy już miejscowość Szczytno?
- Nie, ale zaraz tam dojedziemy...
- Dziękuję, panu! - wstałaś i przytuliłaś go lekko. Chwyciłaś za walizkę i posunęłaś do wyjścia. Kiedy pojazd stanął, odtworzyłaś drzwi. Postawiłaś pierwszy krok, a za nim kolejne. W taki sposób znalazłaś się już na zbiórce, która była zorganizowana koło peronu. Znalazły się tam osoby z obozu. Jak jak się spodziewałaś... Nikogo tam nie znałaś. Stałaś z boku i przyglądałaś się twarzą rówieśników. W pewnym momencie zauważyłaś tego samego blondyna, którego widziałaś na peronie w swoim mieście. A jednak... - pomyślałaś patrząc na niego. Zamyśliłaś się tak bardzo, że nie zauważyłaś gdy chłopak do ciebie podszedł.
- Hej - uśmiechnął się, a ty potrząsnęłaś głową z zdezorientowaniem.
- H-h-hej...
- Zauważyłem, że się na mnie cały czas patrzysz, więc może jestem gdzieś brudny albo coś... - zaśmiał się.
- N-n-nie... Tak jakoś się patrzę... - po wypowiedzianych słowach, uświadomiłaś sobie, że przyznałaś się do tego, że się na niego patrzałaś - To znaczy... - zarumieniłaś się.
- Dobra, ja już wiem swoje - zaśmialiście się niczym starzy przyjaciele - Widziałem cię na peronie... Chyba mieszkamy obok siebie, nie?
- Tak... Myślałam, że będę sama...
- A jednak - pokazał szereg białych zębów. Niespodziewanie usłyszeliście głos nie znanej wam kobiety.
- Halo! Zbiórka! Muszę przeczytać listę! - młodzież przybliżyła się do kobiety i po kolei zgłaszali obecność - [T.I] [T.N]?!
- Obecna! - krzyknęłaś z tłumu.
- Luke Hemmings?!
- Obecny!
- Lucas... ? - zapytałaś unosząc jedną brew wyżej.
- Owszem, [T.I] [T.N]... - zachichotał.
- Dobrze! Wszyscy obecni! Wsiadajcie do autokaru!
- Usiądziesz ze mną? Nie mam pary - zrobił smutną minkę pobitego szczeniaczka.
- Jasne - zachichotałaś. Wsiedliście do pojazdu i zaczęliście rozmawiać na temat waszych zainteresowań. Dużo się o nim dowiedziałaś. Można powiedzieć, że wiedziałaś o nim wszystko. Kiedy podróż dobiegła końca wyszliście z autokaru i powędrowaliście do ośrodka. Miał on kolor bieli. Za budynkiem znajdowało się miejsce na ognisko. Obok niego drewniane ławki. Organizatorka poinformowała was, że możecie wybrać się sami do pokoi by nie było zawiedzenia. Wahałaś się czy być w pokoju z Lukiem. Ale nie chciałaś być z innymi dziewczynami, bo nie znałaś ich, a niebieskookiego owszem.

*ostatni dzień wycieczki*
Od samego rana chodziły pogłoski, że w ostatnim dni odbędzie się ognisko.
- Dobrze, wiele osób prosiło mnie od samego początku wycieczki by w ostatnim dniu odbyło się ognicho! A więc postanowiliśmy, że spełnimy waszą prośbę! Za godzinę wszyscy przyjdziecie na ławki! - wszyscy się ucieszyli. Ty i Luke dobrze wiedzieliście co będziecie robić... Śpiewać! Przez ostatni tydzień odkryłaś, że masz nie zły głos i możesz fajnie go wykorzystać w ten dzień. Blondyn po przyjściu do pokoju zaczął stroić gitarę. Usiadałaś na przeciwko niego na łóżku i przyglądałaś mu się. Gdy chłopak skończył, wyszliście z pokoju i pokierowaliście się "na ławki". Usiedliście w kółko i zaczęliście śpiewać różne piosenki. Wraz z niebieskookim zajęliście miejsca na wielkiej kłodzie. Atmosfera była bardzo rodzinna. Musiałaś się nią nacieszyć, ponieważ następnego dnia o świcie musiałaś opuścić nowo poznanych przyjaciół.
- Luke? - spytałaś blondyna z niepewnością.
- Tak?
- Nie chcę wyjeżdżać... - w twoich oczach nagromadziły się łzy. Niebieskooki przytulił cię i szepnął.
- Ja też nie chcę... 

*wyjazd*
Przytulałaś się ze wszystkimi dziewczynami płacząc sobie w ramiona. Nienawidziłaś takich chwil. Musiałaś się z nimi rozstać. Prawdopodobnie już nigdy się z nimi nie zobaczysz. U chłopaków również nie byłaś dłużna. Kiedy wypłakałaś się do uszu każdej obecnej tam osoby, przyszedł czas na Luka. Podeszłaś do niego powoli i przytuliłaś mocno.
- Luke... Będę tęsknić... - płakałaś jak mała dziewczynka. Po dłuższej chwili wypuściłaś chłopaka z uścisku. Ten spojrzał w twoje oczy, po czym złączył wasze usta w delikatnym pocałunku.
- Hej... - oderwał się od ciebie i podniósł twój podbródek tak abyś mogła podziwiać jego niebieskie tęczówki - Nie płacz... Jeszcze się zobaczymy... Obiecuję - wtuliłaś się w niego jak do wielkiego pluszowego misia. Nadszedł już ten moment kiedy musisz opuścić wszystkich. Wyjazd. Twoja walizka znajdowała się już w aucie taty twojej przyjaciółki. Znajdował się akurat obok miejscowości w której odbywał się obóz, więc postanowił, że przywiezie cię do domu. Byłaś mu za to bardzo wdzięczna, bo nie miałaś ochoty tłuc się znowu w pociągu.
- Luke... Jedź ze mną... - poprosiłaś z maślanymi oczkami.
- Co? - wyszeptał ze zdziwieniem.
- Jedź ze mną! W aucie taty [I.T.P] jest jeszcze jedno miejsce! Przecież mieszkasz w tym samym mieście co ja... Proszę! Jedź ze mną! - skakałaś błagając.
- Mogę?
- No pewnie, Luke!
- Jeśli chcesz - uśmiechnął się do ciebie i pocałował w czubek głowy. Pokierowałaś się do pojazdu starszego pana i poinformowałaś, że blondyn jedzie z wami. Mężczyzna nie sprzeciwiał się, ponieważ bardzo cię lubił. Lucas zapakował swój majdan do bagażnika i zajął miejsce obok ciebie na tylnich miejscach.
- Jedziemy? - spytał z niecierpliwością.
- Jedziemy! - odpowiedzieliście z synchronizacją. Podczas drogi opowiadaliście sobie różne żarty i historie z przeszłości. Już na początku podróży zmieniłaś pozycję, w której leżałaś wtulona w niebieskookiego. Gdy ten zauważył to uśmiechnął się pod nosem. Przez cały czas mogłaś czuć jego ciepło i słyszeć bijące serce. Niesamowite uczucie. Kiedy przyjechaliście już pod dom Luka ponownie się popłakałaś. Nie chciałaś się z nim rozstawać.
- Luke... - szlochałaś - Nie zostawiaj mnie...
- Widzimy się nie długo... - wytarł kciukiem pojedynczą łzę. Wyszedł z auta i wyjął walizkę z bagażnika. Pokierował się w przeciwną stronę i zniknął za budynkami. Starszy pan pocieszył cię, że wszystko będzie dobrze. Typowe. Kiedy odwieziono cię pod twój adres zamieszkania, podziękowałaś i również zabrałaś swój bagaż. Pierwsze co zrobiłaś po wejściu do domu było to, że przywitałaś swoich rodziców. Był już środek nocy, więc byłaś bardzo zmęczona. Posunęłaś do pokoju i rzuciłaś w kat walizkę. Położyłaś się na łóżko i odblokowałaś telefon. Jedna nie odczytana wiadomość. Od Luka. Przesunęłaś palcem po ekranie by odtworzyć SMS'a.
Od Luke: Dobranoc =*
Do Luke: Dobranoc <3

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Michael :)

Michael Gordon Clifford. Twój największy wróg. Nienawidziłaś go. Sama nie wiedziałaś dlaczego. Może dlatego, że popisywał się przed innymi tym, że palił, pił, a czasami nawet ćpał?
Przekroczyłaś próg drzwi szkolnych. Powędrowałaś pod klasę, w której miały odbywać się zajęcia. Usiadłaś pod ścianą i wyjęłaś telefon. Sprawdziłaś Facebooka i inne portale społecznościowe. Po chwili dobrze znany ci chłopak również zjawił się w określonym miejscu. Zasiadł dokładnie na przeciwko ciebie. Bez ukrywania się patrzył prosto na ciebie. Widziałaś go kątem oka. W pewnym momencie nie wytrzymałaś.
- Musisz się tak gapić? - fuknęłaś do chłopaka.
- Zabronisz mi? - odpowiedział surowo.
- Tak, zabraniam ci... - wywróciłaś oczami.
- Mhhh... Stawiasz się... - wstał z miejsca i pokierował się w twoją stronę. Pochylił się nad twoim uchem i szepnął:
- Posłuchaj... Będziesz jeszcze prosić o litość... - po twoim ciele przeszły nieprzyjemne ciarki. Odsunął się, a po sekundzie rozbrzmiał dzwonek na lekcje. W przeciągu minuty uczniowie z twojej klasy ustawili się pod ścianą czekając na wychowawcę. Kiedy starsza blondynka zjawiła się, wpuściła was do pomieszczenia. Zajęłaś miejsce w ostatniej ławce.
- Mam pewną informację, która może wam się spodobać. A więc za tydzień odbędzie się wycieczka - zaczęły się szepty i mały harmider - Będzie ona trzydniowa. Wyjedziemy nad jezioro. Wszystkie potrzebne informacje wysłałam rodzicom na maila, więc proszę przekazać im aby sprawdzili pocztę. Jakieś pytania? - kilka osób podniosło rękę do góry.

***

*dzień wycieczki*
Budzik w telefonie obudził cię o 4:30. Byłaś cała podekscytowana. Walizkę zapakowałaś już wczoraj. Stała ona na przedpokoju i czekała na ciebie. Zbiórkę zapowiedziana była o 6:30 pod szkołą. Wyjęłaś spod kołdry nogi i wyciągnęłaś się ziewając. Wypełzłaś z łóżka po czym spojrzałaś w lustro. Wyglądałaś niczym siedem nieszczęść. Otworzyłaś szafę. Postanowiłaś ubrać coś wygodnego. Pokierowałaś się do łazienki, gdzie wzięłaś prysznic, wykonałaś makijaż i uczesałaś się. Wróciłaś do pokoju po torbę do której schowałaś telefon, ładowarkę i inne pierdoły, które były ci potrzebne. Zeszłaś na dół. Pokierowałaś się do kuchni i przygotowałaś jedzenie na drogę. Gdy skończyłaś, spakowałaś prowiant do torby. Spojrzałaś na zegarek, wskazywał 5:45. Nagle rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Podeszłaś do nich i otworzyłaś je.
- Hej - w ich progu ujrzałaś [I.T.P].
- Hej, nie spodziewałam się, że po mnie przyjdziesz - powiedziałaś zaskoczona.
- Chciałam zrobić ci niespodziankę, ale widzę, że się nie cieszysz... - posmutniała.
- Nie! Oczywiście, że się cieszę! Tylko nie spodziewałam się ciebie tutaj, wejdź - uśmiechnęłaś się - Mamy jeszcze trochę czasu - dziewczyna weszła do środka, a ty zamknęłaś za nią drzwi. Rozmawiałyście jeszcze przez chwilę. Równo o 6:15 wyszłyście z domu. Pod szkołą wszyscy zjawili się punktualnie tylko autokar spóźnił się o kwadrans. Gdy nauczyciele sprawdzili obecność, powiedzieli, że możecie włożyć walizki do bagażnika oraz wejść już do pojazdu, który miał zawieźć was do ośrodka. Standardowo miejsca na końcu zajął Michael ze swoją paczką. Ty i [I.T.P] usiadłyście na środkowych miejscach pojazdu. W czasie podróży słuchałyście piosenek, które kojarzyły wam się ze sobą. Kiedy dojechaliście na miejsce wszyscy wyszli z pojazdu i udali się po swoje bagaże. Ty i twoja przyjaciółka wyszliście ostatnie, bo nie chciałyście się pchać. Gdy wyciągnęłyście swoje walizki, usłyszałyście głos swojej wychowawczyni.
- Dobrze! Halo wszyscy! - nauczycielka próbowała zorganizować zebraną tam młodzież - Słuchajcie! Teraz odbędzie się losowanie pokoi! Proszę ustawić się w rzędzie! Każdy wyłowi karteczkę z numerkiem, a potem dobierzecie się w pary! - wszyscy westchnęli. Kiedy każdy wykonał polecenie nauczycielki zaczęło się losowanie. Przyszła pora na ciebie. Zanurzyłaś dłoń w małym koszyczku i chwyciłaś za jedną z kartek. Wyjęłaś powoli i przeczytałaś jej zawartość w myślach. 15. 
- Jaki masz? - spytałaś przyjaciółkę.
- 20, a Ty?
- 15... - westchnęłaś.
- Tylko pięć pokoi dalej, dobre i to! - próbowała podnieść cię na duchu.
- Dobrze! A teraz dobierzcie się w pary! - postanowiłaś poszukać nowego współlokatora. 
- Kto ma 15? - chodziłaś wśród tłumu i pytałaś z nadzieją, że trafiłaś na kogoś kogo lubiłaś. Po chwili zza pleców usłyszałaś dobrze ci znany męski głos. Michael.
- Ja mam 15 - odwróciłaś się i spojrzałaś na chłopaka. Tylko nie on...

***

Siedziałaś u siebie w pokoju i rozpakowywałaś się. Nadal nie mogłaś wierzyć w to, że musisz dzielić pokój ze swoim wrogiem. Po chwili Michael wszedł do pokoju ze swoją walizką.
- Witam! - przywitał się fałszywie.
- Musisz? - mruknęłaś niewyraźnie.
- Co muszę?
- Zaczynać kłótnie... - spojrzałaś prosto w jego zielone tęczówki.
- Posłuchaj... - zasiadł obok ciebie na twoim łóżku. Usiadłaś po turecku zwracając się w jego stronę - Odbudujmy nasze relacje, co? Nie chcę już się kłócić z taką śliczną dziewczyną - uśmiechnął się przyjacielsko.
- Naćpałeś się czegoś? - nie mogłaś uwierzyć w jego słowa.
- Czemu tak sądzisz? - zaśmiał się.
- Bo nigdy tak byś do mnie nie powiedział... - wstał z łóżka i usiadł centralnie na przeciwko ciebie.
- A jednak... To jak? Zgoda? - wyciągnął dłoń w celu pogodzenia się.
- Zgoda - uścisnęłaś jego dłoń.
- Przyjaciele?
- Przyjaciele - przytuliliście się.
- Co robimy? - spytał.
- Muszę się rozpakować, tobie też radzę - zachichotałaś. Podczas układania ubrań do szafek, wygupialiście się jak starzy znajomi. Rzucaliście w siebie koszulkami, poduszkami i skarpetkami. Całą wycieczkę spędziliście we trójkę: Ty, Michael i [I.T.P] ale ostatni dzień spędziłaś tylko i wyłącznie z Michaelem. Poszliście przejść się nad jezioro. Księżyc wisiał już na niebie, a liczne gwiazdy mu towarzyszyły. Podeszliście do brzegu. Widok był niesamowity. Usiedliście na zimnym piasku obserwując niebo.
- Piękny widok, nieprawdaż? - Michael objął cię ramieniem.
- Tak... - wyszeptałaś. Położyłaś głowę na ramieniu chłopaka. Zielonooki pocałował cię w czubek głowy. Uśmiechnęłaś się lekko rumieniąc. Potarł dłonią o twoje plecy. Splótł wasze dłonie, a ty na nie spojrzałaś i uśmiechnęłaś się.
- [T.I]... - wyszeptał.
- Tak? - podniosłaś głowę by zobaczyć chłopaka. Wpatrywałaś się w jego oczy. Po chwili poczułaś jak chłopak złącza wasze usta w delikatnym pocałunku.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Luke ^^

Wakacje. Ciepłe wakacje. To było to. W końcu mogłaś odpocząć od codziennej szkolnej rutyny. Teraz mogłaś budzić się w południe i nikt nic nie powiedział, że spóźnisz się do szkoły. Tak było do czasu... do czasu kiedy twoich rodziców zastał kryzys i musiałaś znaleźć pracę. Musiałaś zarobić "parę groszy" by stać cię było na książki do następnej klasy. Szukałaś ogłoszeń w gazetach... Do jednych byłaś za młoda... Do drugich wymagano większego wykształcenia... Do trzecich już kogoś znaleźli... Miałaś na sumieniu to, że nie jesteś w stanie pomóc rodzicom. Nagle oświeciło cię. Złapałaś za telefon i zadzwoniłaś do swojej przyjaciółki.
- Hej, [I.T.P]!
- Hej, [T.I], co tam? - spytała.
- Nie zbyt dobrze, więc potrzebuję twojej pomocy...
- Słucham, więc... - zachichotała z twojego poważnego głosu.
- No więc... Moi rodzice mają kryzys i nie mają pieniędzy... I tak sobie pomyślałam, że twoja mama ma sklep... no i... mogłabym jej w czymś pomagać... - zaczęłaś się jąkać.
- [T.I], mogłaś tak od razu! Słuchaj... w takim razie przyjedź do mnie i obgadamy całą sytuację, okey?
- [I.T.P]! Wiedziałam, że zawsze mogę na tobie polegać! Kocham Cię! Zaraz będę! - pożegnałyście się i rozłączyłyście. Bardzo lubiłaś mamę twojej "siostry", więc nie mogłaś się doczekać bycia jej pracowniczką. Postanowiłaś nie zwlekać i od razu pojechałaś do miejsca zamieszkania przyjaciółki. Zapukałaś do drzwi i poczekałaś aż drewniana konstrukcja się odtworzy. W jej progu ujrzałaś wysokiego blondyna. Miał na imię Luke. Był on bratem [I.T.P]. Od kiedy pierwszy raz go zobaczyłaś, od razu się w nim zauroczyłaś.
- Cz-cz-cześć... Ja do twojej siostry... - zaczęłaś się jąkać i zarumieniłaś się.
- Proszę, wejdź - odtworzył szerzej drzwi byś mogła swobodnie wejść do środka.
- Dzięki - podziękowałaś cicho z zawstydzenia. Chłopak to zauważył i zachichotał cicho przez co jeszcze bardziej się zarumieniłaś.
- [I.T.P]! Piękna do ciebie przyszła! - od zawsze do ciebie tak mówił. "Piękna"... gdy tylko usłyszałaś to słowo z jego ust skierowane do ciebie, czułaś motylki w brzuchu.
- Już schodzę, gamoniu! - idealnie do siebie pasowali jako rodzeństwo. Starszy brat i młodsza siostra, jak to słodko wyglądało kiedy wyzywali się od gamoni, dekli i głupków. Tylko pozazdrościć, ponieważ byłaś jedynaczką.
- Hej! - przywitałaś przyjaciółkę i rzuciłyście się sobie w ramiona - To jak?
- Mama jest już w salonie... Chodź! - pisnęła z podekscytowania i szarpnęła za nadgarstek.
- Dzień Dobry! - przywitałaś rodzicielkę przyjaciółki. Usiadłyście na kremowych sofach i zaczęłyście omawiać jak wyglądałyby twoje obowiązki w sklepie. Na wszystko się zgodziłaś, ponieważ mogłaś pracować od rana do wieczora aby zarobić pieniądze na chleb. Po wszystkich nie domówieniach, ustaliłyście grafik. Nie był on zbytnio wymagający. Na koniec uścisnęłaś w podzięce starszą blondynkę i wyszłaś żegnając się z Lukiem lekkim przytulasem. Wyszłaś z [I.T.P] przed jej dom by porozmawiać na osobności.
- I jak? - spytała.
- Co "i jak"? - zachichotałaś.
- I jak z Lukiem?!
- O ci chodzi? - zarumieniłaś się i próbowałaś to ukryć.
- Podoba ci się... - zaśmiała się i szturchnęła cię w ramię.
- Nie prawda... - jeszcze bardziej się zarumieniłaś.
- To czemu jesteś czerwona jak burak?
- Bo jest gorąco...
- Dobra, dobra, ja wiem swoje - zaśmiałyście się - Tylko mama nie powiedziała ci jednej rzeczy...
- Jakiej? - spytałaś zaniepokojona.
- Będziesz na tej samej zmianie z Lukiem.
- Co?!

***

*pip! pip! pip!* 
Szukałaś dłonią telefonu, który budzik ustawiony miał na godzinę 7.00. Tak, dokładnie... Godzina 7.00 w wakacje. Ale cóż... czego nie zrobi się dla rodziców. Wstałaś leniwie z łóżka i wyciągnęłaś się. Założyłaś ciepłe kapcie w pandy i posunęłaś do szafki by przygotować sobie ciuchy, które miałaś założyć do pracy. Wybrałaś czarne rurki i biały t-shirt. Pokierowałaś się do łazienki. Przebrałaś się i wykonałaś makijaż, a włosy związałaś w niedbałego kucyka. Gdy zjadłaś śniadanie, umyłaś zęby i spakowałaś do torby potrzebne ci rzeczy. Po tych czynnościach, zapukałaś cichutko do pokoju rodziców i odtworzyłaś drzwi. 
- Mamusiu... ja wychodzę... - szepnęłaś by nie obudzić taty.
- Córeczko... - wstała z białego łoża i podeszła do ciebie - Dziękuję... - łza pojawiła się w jej oku.
- Wy przez całe moje życie pracowaliście dla mnie, więc teraz pora bym ja pracowała dla was... - w tym momencie rodzicielka rzuciła ci się w ramiona i zaczęła szlochać.
- Dziękuję, że nam pomagasz w tak ciężkich chwilach... Dziękuję... - potarła dłonią twoje plecy.
- Mamo... nie płacz, proszę... - głos zaczynał ci się załamywać.
- Dobrze, już dobrze... - odsunęła się od ciebie i podciągnęła nosem - Idź już... - wymusiła uśmiech, a ty pokierowałaś się do wyjścia. Zamknęłaś za sobą drzwi i wsiadłaś na swój czarny skuter. Pojechałaś nim pod sklep, w którym zaczynałaś pracę za kwadrans. 
- Dzień Dobry! - przywitałaś pracowników i mamę [I.T.P].
- Dzień Dobry, piękna! 
- No super... Teraz nawet Liz będzie mnie tak nazywać... - pomyślałaś.
- Tutaj masz swój strój - podała ci niebieski fartuch w białe kropki - Idź się w to przebierz na zapleczu i przyjdź tu do mnie - uśmiechnęła się przyjaźnie. 
- W porządku... - wycedziłaś nie chętnie. Takie wdzianko nie było kompletnie w twoim stylu, ale to tylko ubranie. W sumie to każdy tutaj w takim pracował. Pokierowałaś się więc na zaplecze. Ściągnęłaś bordową bluzę, która była dla ciebie zdecydowanie za duża, ale lubiłaś takie. Na białą koszulkę założyłaś otrzymaną odzież. Trudziłaś się by zawiązać kokardkę na plecach przez pięć minut. Na próżno. W pewnym momencie usłyszałaś, że drzwi się otwierają. W ich progu zobaczyłaś Luka. Zarumieniłaś się, bo byłaś w dość nie korzystnej dla ciebie pozycji. 
- Ymmmm... Pomóc ci może... ? - zachichotał na twój widok.
- Gdybyś mógł... - przybrałaś barwę buraka. Chłopak zbliżył się do ciebie i zawiązał fartuch - Dziękuję... 
- Nie ma za co - uśmiechnął się. Wyszłaś z pomieszczenia zawstydzona i posunęłaś do mamy przyjaciółki. 
- Gotowa! - oznajmiłaś ochoczo.
- Wspaniale! Przejmiesz kasę? Muszę iść do magazynu po towar.
- Nie ma problemu - uśmiechnęłaś się i stanęłaś za kasą. Obsłużyłaś pierwszych klientów i życzyłaś im miłego dnia. I tak minął ci cały dzień. W tym dniu pracowałaś wyjątkowo do 22.00, ponieważ musiałaś przejąć zmianę taty [I.T.P]. Zasypiałaś. Nie miałaś już sił, aż w pewnym momencie zza twoich pleców usłyszałaś krzyk Luka.
- [T.I]! Włamują się! Szybko! Dzwoń na policję! - wydarł się jak poparzony.
- Dobra, już!!! - sięgnęłaś do telefon. Miałaś już wybrany numer, ale blondyn zaśmiał się w niebogłosy - Co się cieszysz? - spytałaś zdezorientowana.
- Nabrałaś się, piękna! - jeszcze bardziej się zaśmiał i podszedł do ciebie.
- Nie odchodź do mnie, idioto! - zachichotałaś. On jednak nie posłuchał i przybliżył się do ciebie tak blisko, że dzieliły was jedynie milimetry. Pochylił się nad twoim uchem i szepnął:
- Piękna... jesteś piękna...