sobota, 23 maja 2015

Calum ;p

Poczułaś wibracje, które sygnalizowały, że ktoś próbuje się do ciebie dodzwonić. Wyjęłaś telefon z kieszeni po czym przesunęłaś palcem po ekranie by odblokować blokadę. Nacisnęłaś zieloną słuchawkę i przyłożyłaś urządzenie do ucha.
- Hej, Cal - uśmiechnęłaś się pod nosem.
- Hej, słuchaj... Masz może ochotę wpaść dziś do mnie?
- Pewnie, o której?
- Możesz nawet teraz - zachichotał.
- Okey, będę za godzinkę, do zobaczenia.
- Do zobaczenia - rozłączyłaś się. Zaczęłaś skakać po całym pokoju ze szczęścia. Przyjaźniłaś się z Hoodem, ale czułaś do niego coś więcej. Nigdy nie miałaś odwagi powiedzieć mu tego w prost. Ale dziś był odpowiedni moment. Czułaś to. Po uspokojeniu się zaczęłaś się szykować. Wzięłaś prysznic, odświeżyłaś makijaż i zjadłaś coś na szybko. Spakowałaś najpotrzebniejsze rzeczy do torby po czym zawiadomiłaś rodzicielkę, że wychodzisz. Nie mogłaś się już doczekać. Piątek. Popołudnie. Było lato, więc słońce jeszcze gościło na niebie. Wędrowałaś wzdłuż uliczek. Nie lubiłaś tędy chodzić. Czułaś się nieswojo. Kiedy znalazłaś się już pod domem Caluma, zapukałaś dwukrotnie.
- O hej! - ujrzałaś chłopaka stojącego w progu drzwi - Wejdź - przywitałaś się z chłopakiem całusem w policzek. Zdjęłaś buty i odłożyłaś je obok drewnianej konstrukcji.
- Jesteś sam? - spytałaś chłopaka.
- Tak, siostra z rodzicami są u babci. Jak chcesz możesz u mnie zanocować.
- Zastanowię się - zachichotałaś.
- Dobra, co robimy?
- Film?
- Na jaki masz ochotę?
- Obojętnie, byle nie romantyczny, bo rzygnę - zaśmialiście się.
- Okey... - chłopak wytarł łzy, które zostały wywołane przez śmiech - Co powiesz na... Szybkich i Wściekłych?
- Może być - uśmiechnęłaś się. Zaczęliście przygotowywać przekąskę jaką był popcorn. Uwielbialiście go. Podczas gdy chłopak nagrzewał mikrofalę, ty układałaś poduszki oraz pierzyny w salonie, w którym odbyć miał się wasz seans. Ułożyłaś mięciutko kołdry. Gdy skończyłaś, brunet przyszedł z jedzeniem.
- Gotowe - oznajmiłaś kładąc dłonie na biodrach i uśmiechając się.
- Dobra, to ja ogarnę film - rzekł Hood.
- Okey - ułożyłaś się wygodnie w gigantycznym łożu w ręce trzymając miskę z kukurydzą w niecodziennej postaci. Piwnooki włączył plazmę i do odtwarzacza DVD włożył płytę z wgranym filmem. Kiedy wszystko było gotowe, położył się obok ciebie, a ty wtuliłaś się w jego klatkę piersiową zupełnie zapominając, że jesteście tylko przyjaciółmi. Fabuła nie zainteresowała cię zbytnio, ale chłopak odpłynął. Na końcówce rozryczałaś się jak mała dziewczynka. Cal nie wiedział jak zareagować, więc po prostu cię przytulił. Momentalnie łzy przestały lecieć z twoich oczu. Uspokoiłaś się.
- Hej... Już dobrze - potarł dłonią o twój bark.
- Dziękuję... - spojrzałaś prosto w jego oczy. Patrzyliście się na siebie przez nieokreślony czas. Nie mogliście przestać - Emmm... To ja może już pójdę, co? - w końcu coś z siebie wydusiłaś - Jest już późno. Mama pewnie się martwi - wstałaś z legowiska przy okazji wycierając pozostałości słonych łez opuszkami palców.
- Nie! Zostań! Proszę...
- Na dziś już za dużo wrażeń... - uśmiechnęłaś się bezradnie i pokierowałaś się do przedpokoju. Brunet poszedł za tobą. Założyłaś buty - Dziękuję za wspólny wieczór - zwróciłaś się do niego.
- To ja dziękuję - oparł się o ścianę.
- No to pa - miałaś już wyjść, ale Hood złapał cię za nadgarstek i pociągnął. Teraz dzieliły was tylko milimetry. Chłopak zaczął się do ciebie przybliżać. Nie wiedziałaś co się działo. Chciał cię pocałować? Najwyraźniej. Postanowiłaś wykorzystać moment i zamknęłaś oczy. Nagle poczułaś usta Cala. Objęłaś ręką jego kark. Po dłuższej chwili oderwaliście się od siebie. Uśmiechnęłaś się, a on do ciebie.
- Musisz iść? - zrobił smutną minkę.
- Niestety... - westchnęłaś.
- Czemu mnie okłamujesz? - jego wyraz twarzy spoważniał.
- Jak cię okłam...? - nie dokończyłaś, ponieważ brunet złapał cię w pasie i zarzucił przez bark. Zaczęłaś krzyczeć i bić go po plecach - Calum! Zostaw mnie!
- Ani mi się śni! - zaśmiał się. Zaczął kręcić się wokół własnej osi. Myślałaś, że zaraz zwymiotujesz. Kiedy piwnooki odstawił się na ziemie. Walnęłaś go pięścią o ramię - Ała! - zachichotał.

***

- Hej, młoda! 
- Hej... - jakże entuzjastycznie przywitałaś się ze swoim starszym bratem.
- Coś nie tak? - usiadł obok ciebie. 
- Nic... - westchnęłaś ciągle mieszając płatki z mlekiem łyżką. 
- Przecież widzę, że coś się dzieje - podparł policzek dłonią i skierował twarz w twoją stronę.
- Pamiętasz jak opowiadałam ci o Calumie?
- Hoodzie?
- Nom... No i... Byłam wczoraj u niego i...
- I co?
- No i się pocałowaliśmy! - krzyknęłaś z entuzjazmem. Chłopak podskoczył z wystraszenia, a ty zaczęłaś się śmiać. Jego wyraz twarzy był bezcenny. Coś pomiędzy zdziwieniem, zaskoczeniem, a przerażeniem. 
- J, j, j, jak to? Całowałaś się?!
- No! Ale było cudownie i romantycznie i w ogóle! 
- No siostra... To masz chłopaka?
- Nie... Jeszcze nie jesteśmy parą... 
- To jak? Całowaliście się, a nie jesteście razem?
- Oj... No bo nie wiesz jak to jest... 
- Dobra, słuchaj, powiesz mi później, bo teraz śpieszę się do szkoły. Tobie też radzę!
- Tak, tak - zachichotałaś. Brunet wyszedł, a ty zaczęłaś przygotowywać się do wyjścia. Szybko zjadłaś płatki i poszłaś na górę. Ubrałaś się, spakowałaś książki do torby i wyszłaś z mieszkania. Pokierowałaś się w stronę szkoły. Na uszach miałaś założone słuchawki i głośno puszczoną muzykę. Nie słyszałaś otoczenia. Nic. Nie usłyszałaś też jak samochód ciężarowy jedzie wprost na ciebie. Cisza. Ciemność. Umarłaś? 
Obudziłaś się w łóżku szpitalnym. Słyszałaś tylko urządzenie, które wykrywało bicie twojego serca. Nienawidziłaś zapachu szpitala. Sam chlor. 
- Obudziła się? - usłyszałaś głos swojej mamy.
- Chyba tak, ale wejść mogą tylko dwie osoby - odezwał się niski męski głos, pewnie lekarz.
- Niech Państwo wejdą - Calum? Nie przesłyszało ci się. A może jednak? Usłyszałaś jak ktoś wchodzi po pomieszczenia w którym akurat się znajdowałaś. Ktoś usiadł obok ciebie i złapał cię za rękę.
- Skarbie...
- Mama?
- Tak... Boże... Jak dobrze, że nic ci nie jest... - potarła kciukiem o twą dłoń. Nic nie odpowiedziałaś.
- Córeńko, jak się czujesz? - zapytał twój tata.
- Tak jak wyglądam - zachichotałaś - Jest Calum? - twoi rodzice spojrzeli na siebie.
- Tak, jest.
- Niech wejdzie - zarządziłaś.
- Mogą wejść tylko dwie osoby...
- Niech wejdzie - powtórzyłaś. Rodzicielka westchnęła po czym wyszli. Po niecałej minucie ujrzałaś czarne jak smoła włosy. Dobrze wiedziałaś kto cię odwiedził.
- Hej, śliczna - usiadł obok ciebie.
- Hej - uśmiechnęłaś się szczerze.
- Jak się czujesz? - spytał łapiąc się za dłoń.
- Dobrze... Lekarze coś mówili? - mina chłopaka posmutniała - Cal? Masz mi coś do powiedzenia? 
- Tego powinnaś dowiedzieć się od doktora, nie ode mnie.
- Chcę od ciebie! - krzyknęłaś.
- Dobrze, spokojnie... Prawdopodobnie masz złamane żebro i będziesz musiała jeździć na wózku przez miesiąc, nic poza tym - uśmiechnął się szczerze. 
- Na pewno?
- Tak - przybliżył się do ciebie by cię pocałować, ale ktoś wam przeszkodził.
- Dobra zakochańce, musicie się rozstać, bo musimy zrobić ci badania, młoda damo - usłyszeliście głos lekarza. W takim momencie? Serio? Chłopak oddalił się od ciebie i uśmiechnął. Wyszedł z sali. Zostałaś sama z doktorem. Zaczął wypisywać notatki. To jak wyglądasz, jak się czujesz i inne duperele. Nie miałaś odwagi spytać się co ci się stało dokładnie. Chciałaś po prostu być już w domu. Tłumaczyłaś starszemu panu, że nic cię nie boli i, że chcesz już zostać wypisana. Jednak nie wysłuchał twoich próśb.
- Panie doktorze, na prawdę nic mnie nie boli. Proszę mnie wypuścić - błagałaś.
- Niestety. Trzeba zrobić ci jeszcze prześwietlenie.
- Ale na prawdę, nic mnie nie boli.
- Wypiszę cię najszybciej za dwa tygodnie. Przykro mi - jego wyraz był pełen współczucia i bezsilności.
Leżałaś niczym sparaliżowana na łóżku, które przesuwało się w gigantycznej komorze z laserami. Nie mogłaś się poruszyć. Prześwietlano ci klatkę piersiową sprawdzając czy nie odniosła obrażeń podczas wypadku. Odgłosy tego urządzenia nie należały do najprzyjemniejszych. Huczało ci aż w głowie. Po kilku minutach było już po wszystkim.
- Pani doktor, proszę zawieść pacjentkę do pokoju - dobrze znajomy ci głos dobiegł do twoich uszu.
- Dobrze, panie doktorze - zawsze śmieszyło cię to jak bardzo posłuszne są te pielęgniarki. Wykonują każde polecenia. Kobieta podjechała wózkiem dla niepełnosprawnych w twoją stronę.
- Poradzę sobie. Mogę się przejść - przekonywałaś ją.
- Przykro mi, ale musisz pojechać na wózku...
- A jeśli nie? - podniosłaś jedną brew.
- [T.I], proszę... Nie rób problemów... - westchnął lekarz. Wywróciłaś oczami i posłusznie usiadłaś na sprzęt. Pielęgniarka zawiozła cię do sali, w której miałaś spędzić dwa tygodnie. Samodzielnie usiadłaś na łożu po czym położyłaś się patrząc w sufit. Nic nie mówiłaś. Jedynie kiwałaś głową. Nie miałaś ochoty z kimkolwiek rozmawiać. Kiedy przychodzili twoi rodzice w odwiedziny, mówiłaś, że czujesz się bardzo dobrze i, że bardzo chcesz już wrócić do domu. Codziennie odwiedzał cię też Calum, przynosząc ci białą różę. Obdarowywał cię szczerym pocałunkiem. Gdy tylko opuszczał szpital czułaś się samotnie. Nienawidziłaś tego uczucia.

*dwa tygodnie później*
- Dzień Dobry, księżniczko! - odtworzyłaś leniwie oczy i przetarłaś je dłońmi.
- Cal?
- A kto inny? - zachichotał - Dziś jest wyjątkowy dzień! - uśmiechnęłaś się.
- Tak, wiem! Nie musisz mi przypominać! - zaśmiałaś się - Co ty tu robisz tak wcześnie? Jest siódma rano!
- Nie powiedzieli o której godzinie dokładnie cię wypisują, a minęły już dwa tygodnie od przyjazdu tutaj, więc...
- Więc... mogą już mnie wypisać? - skinął głową po czym przytulił cię. Czułaś się tak bezpiecznie w jego ramionach. Uwielbiałaś słyszeć jego bijące serce.
- Ekhem, ekhem... Co pan tu robi? - doktor. Super.
- Przyszedłem do [T.I]. Nie mogę?
- Owszem możesz, ale jest chyba trochę za wcześnie...
- Przepraszam bardzo, ale czy jest gdzieś napisane od której do której dokładnie można przychodzić w odwiedziny? - spytał pretensjonalnie splatając ręce na wysokości klatki piersiowej. Staruszek jedynie pokręcił głową.
- Cal... - westchnęłaś.
- No co? - zwrócił się do ciebie.
- Odpuść...
- Dobrze, już dobrze... Poczekajcie chwilę... Pójdę po siostrę, wypisze cię - uśmiechnął się. Pisnęłaś ze szczęścia. Chłopak przytulił cię. Wreszcie wrócisz do domu.

***

- Calum?
- No... ?
- Ale co im powiemy? - spytałaś zestresowana.
- Nie wiem... Wymyśl coś...
- Czemu ja?! - wzruszył ramionami, a ty pokiwałaś jedynie głową - Dobra, wchodzimy?
- Wchodzimy - zapukałaś do drzwi po czym nacisnęłaś klamkę w dół. Drewniana konstrukcja odtworzyła się, a wy weszliście do środka.
- Mamo? Tato? Jesteście?
- Tak! W salonie! - złapałaś mocno dłoń brązowookiego i pokierowaliście się do pomieszczenia, w którym znajdowali się twoi rodzice. Siedzieli na kanapie oglądając jakiś serial - Ooo... Hej, córeczko! Hej Calum! - przywitali was przyjaznym uśmiechem. 
- Dzień Dobry - odpowiedział skośnooki.
- Musimy wam coś powiedzieć...
- Słucham - uśmiechnęła się rodzicielka. Odtworzyłaś usta aby coś powiedzieć, ale w tym samym momencie usłyszałaś głośny krzyk dochodzący z ulicy oraz pisk opon samochodu. Wypadek.

4 komentarze:

  1. Omg, to jest świetne *-* Proszę daj szybko next'a <33

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieje że będzie kolejna część :* kocham twoje imaginy <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju najlepsze imaginy <33
    Czekam na więcej *o*
    Całuski xx

    OdpowiedzUsuń