piątek, 3 kwietnia 2015

Luke ;)

Czy kiedykolwiek czułaś się samotna? Nie miałaś do kogo się odezwać? Czułaś, że ośmieszyłaś się najmocniej niż kiedykolwiek?
Tak też czujesz się teraz... Czułaś, że nie masz dla kogo żyć... Chciałaś opuścić ten świat... Przecież... i tak nikt by za tobą nie płakał... Nikt by o tobie nie pamiętał... Wszystkie pozytywne wspomnienia zniknęły... Rozpuściły się niczym cukier w wodzie... Nie ma po nim najmniejszego śladu... Tak też było z pozytywnymi stronami twego życia... 
Zawsze byłaś uśmiechnięta... Banan z twych ust nigdy nie znikał... Gdy przyszłaś smutna do szkoły, wszyscy się na ciebie patrzyli. Widać, że rano płakałaś, ponieważ tusz do rzęs pozostawił smugi na twych bladych policzkach...
Kiedy znalazłaś się już pod klasą, oparłaś się plecami o ścianę i zsunęłaś się by usiąść. Kolana przyciągnęłaś do klatki piersiowej, ręce znalazły się na nogach, a głowę umiejscowiłaś na rękach. Zaczęłaś płakać. Szlochać i podciągać nos. Było ci cholernie smutno. W pewnym momencie poczułaś, że czyjaś ręka dotyka twego ramienia. Podniosłaś głowę by dowiedzieć się kto próbuję podnieść cię na duchu. 
- Hej, wszystko w porządku? - blondyn uśmiechnął się bezradnie.
- Tak, nie przejmuj się mną, szkoda czasu - wymusiłaś uśmiech - Pewnie masz ważniejsze rzeczy do roboty, więc nie marnuj na mnie czasu... 
- Co ty wygadujesz, dziewczyno?! - schylił się i klęknął by być bliżej ciebie.
- Odejdź, proszę, tak będzie lepiej... - pokręciłaś głową błagalnie.
- Nie ruszę się stąd do póki nie powiesz mi o co chodzi... - złapał twoje dłonie i potarł swoje o twoje by cię rozgrzać.
- Długa historia... 
- Mów... - jego błękitne tęczówki stały się... mokrzejsze?
- Po prostu... Chcę umrzeć... - coraz słabiej widziałaś chłopaka. Jakby mgła nastała w twych oczach. To przez łzy, które teraz wylewały się spod twoich oczu.
- Hej... nie płacz... - otarł kciukami twe policzki. W tym momencie nastąpił hałas, który sygnalizował dzwonek na lekcje - Widzimy się później? - skinąłeś. Blondyn wstał i podał ci rękę by pomóc ci się podnieść. Z jego pomocą stałaś teraz na dwóch nogach.
- Dziękuję... - wyszeptałaś.

***

Sobota. Umówiłaś się na spotkanie z Lukiem. Od kiedy przeprowadziliście swoją pierwszą rozmowę minął miesiąc. Staliście się najlepszymi przyjaciółmi. Kilka razy nawet udało mu się ciebie rozśmieszyć. Innym członkom rodziny nigdy się to nie powiodło. Z czasem zaczynałaś czuć do niebieskookiego coś więcej... Zauroczenie?
Od Luke: Hej, gotowa?
Do Luke: Jeszcze nie, jeszcze 10 minut i wychodzę, obiecuję! ;)
Od Luke: W porządku, czekam :*
Na "przyjacielskie spotkanie" włożyłaś czarną sukienkę przed kolano oraz wysokie trampki przed kolano. Wyglądałaś trochę jak emo. Makijaż jak zawsze ten sam... Tusz ciągnący się po policzkach.
- Mamo! Wychodzę! - krzyknęłaś by poinformować rodzicielkę, że opuszczasz dom.
- Dobrze, tylko nie wróć za późno!
- Ok... - wywróciłaś oczami, wiedząc, że i tak wrócisz grubo po północy. Gdy przekroczyłaś próg drzwi, było już ciemno. Takie klimaty uwielbiałaś.
Do Luke: Cześć, jestem już pod moim domem... Teraz idę w kierunku parku, jak coś ;p
Od Luke: Ok, już tam idę c; Do zobaczenia :D
Uśmiechnęłaś się pod nosem i wyruszyłaś w określone miejsce. Po kwadransie byłaś w określonym celu. Kiedy spostrzegłaś sylwetkę Luka przyśpieszyłaś kroku. Kiedy byłaś już od niego 10 metrów od krzyknął do ciebie:
- [T.I]! Nie podchodź! Uciekaj! - zaczął się szarpać, a dopiero w tamtej chwili zauważyłaś, że ktoś za nim stoi i trzyma go od tyłu przystawiając nóż do gardła.
- Luke! - chciałaś podbiec bliżej aby mu pomóc, lecz ktoś owinął swoją dłoń wokół twojej talii uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- [T.I]! Uciekaj! - napastnik twojego przyjaciela zaciągnął go pod drzewo gdzie rzucił nim jakby był zabawką.
- Cholera... - zaklnęłaś pod nosem gdy do twoich uszu dobiegały wołania o pomoc. Słyszałaś uderzenia. Najwyraźniej mężczyzna bił chłopaka.
- Luke! Luke! - szarpałaś się. Nie znajomy, który cię trzymał wyszeptał jedynie:
- Nie pomożesz mu... - zrobiło ci się słabo. Zemdlałaś.

***

Obudziłaś się na trawie. Leżałaś nie wiedząc co się dzieje. Podniosłaś głowę. Byłaś w parku. W tym samym gdzie byłaś wczoraj. Nagle przypomniało ci się, że pobito Luka. Wstałaś jak poparzona i pobiegłaś pod drzewo. Wszystko cię bolało, ale na pewno bardziej bolało chłopaka, który był cały we krwi. Gdy zobaczyłaś w jakim jest stanie niebieskooki złapałaś za telefon, który nie wiadomo jakim cudem jeszcze miałaś przy sobie.
- Nie dzwoń... Proszę... - usłyszałaś cichą prośbę od strony blondyna.
- Luke, muszę... Krwawisz...
- To nic... Chodźmy do domu... - chłopak próbował się podnieść, ale nie wychodziło mu to za dobrze. Pomogłaś mu więc. Przełożyłaś jego rękę o swój bark i posunęliście w stronę twojego domu.
- Chodźmy do mnie... - szepnął Luke.
- Do mnie mamy bliżej. Wykrwawisz mi się na rękach...
- Chodźmy do mnie... - powtórzył. Skinęłaś i wyruszyliście w stronę mieszkania chłopaka. Podróż minęła w ciszy. Przechodnie patrzyli się na was z zaciekawieniem. Po nieokreślonym czasie byliście już na miejscu. Przekroczyliście próg drzwi i bez chwili zastanowienia poszliście do łazienki gdzie znajdowała się apteczka.
- Jakie szczęście, że rodziców w domu nie ma - zaśmiał się cicho poszkodowany.
- Rzeczywiście śmieszne... A teraz powiedz mi o co chodziło... - wyjęłaś apteczkę z szafki, a chłopak usiadł na wannie.
- Długa historia... - przypomniały ci się twoje słowa sprzed miesiąca.
- Czyli mi nie powiesz... ?
- Nie. Ty też mi nie chciałaś powiedzieć o co chodziło...
- Ale ja nie zostałam pobita... - wyciągnęłaś wodę utlenioną i zaczęłaś przemywać rany na twarzy blondyna.
- Czy to coś zmienia?
- Oczywiście, że tak... Powiedz... Proszę... - nalegałaś, lecz niebieskooki wciąż trzymał na swoim. Odpuściłaś. Dobrze wiedziałaś jaki jest. Cały czas trzyma na swoim. Przemyłaś już całą twarz chłopaka oprócz ust - Uwaga, teraz będzie piekło najbardziej - ostrzegłaś blondyna. Przyglądał ci się z jaką precyzją oczyszczasz jego rany. Jego tęczówki skupiły się na twoich. Od czasu do czasu zerkałaś na błękitne źrenice, lecz byłaś za bardzo speszona by wasz wzrok trwał dłuższą chwilę. Po przeprowadzonej operacji uśmiechnęłaś się do chłopaka.
- Pocałuj mnie... - poprosił, a ty bez zastanowienia splotłaś wasze usta w jeden nieśmiały pocałunek. Gdy oderwaliście od siebie twarze Luke oblizał usta na co zachichotałaś - A tak w ogóle to ładnie wyglądasz - uśmiechnął się.
- A dziękuję, ty też nie najgorzej - odwzajemniłaś gest.

***

Od dwóch tygodni Luke nie zjawiał się w szkole... Twój chłopak o niczym cię nie informował. Gdy dzwoniłaś do niego, on nie odbierał. Po codziennej męczarni w budynku, który miał cię edukować, postanowiłaś wybrać się do jego domu. Otworzyła ci Liz, mama blondyna.
- Dzień Dobry, zastałam Luka? - uśmiechnęłaś się przyjaźnie, a twoja przyszła teściowa popatrzyła na ciebie pytająco.
- Jak to? To on nie jest z tobą? - spytała się zdziwiona.
- Nie... Od dwóch tygodni nie ma go w szkole. Nie odbiega telefonów, ani nie odpisuje na SMSy...
- O Mój Boże... - blondynka zakryła dłońmi usta i oparła się o ścianę.
- Wszystko w porządku... ?
- Gdzie Luke? Gdzie mój syn... ? - była bliska płaczu.

***

Pogrzeb. Okazało się, że ci sami mężczyźni ponownie napadli na niebieskookiego. Nie chciałaś nic powiedzieć policji. I tak to nic by nie dało... Nie widziałaś wtedy ich twarzy... To było by bez sensu... Ubrana byłaś w ten sam komplet co tamtego wieczoru gdy miałaś się spotkać z nim w parku. Nie tamowałaś łez ani przez chwilę. Nie wstydziłaś się tego. Teraz osoba której mogłaś wszystko powiedzieć, zniknęła. Nie było jej już...
Nastąpił czas na przemowy... Twoja kolej... Wyszłaś na podest... I wzięłaś głęboki wdech...

- Nazywam się [T.I]...
Lucas Robert Hemmings był wielką, przeklętą przez gwizdy miłością mojego życia. Przeżyliśmy dużo wspaniałych chwil i prawdopodobnie nie uda mi się o nich powiedzieć nawet jednego zdania bez wypuszczenia jednej łzy. Jak wszystkie prawdziwe opowieści o miłości nasza umrze razem z nami. Tak, jak powinna. Nie ma nikogo innego, kto...  
Może nie będę opowiadać o naszej miłości, bo... 
Więc zamiast tego, będę mówić o matematyce...
Nie jestem matematyczką, ale tyle wiem:
Istnieje nieskończony szereg liczb pomiędzy zero i jeden... Jest 0.1, 0.12... 0.112... i nieskończona kolekcja innych. Oczywiście, pomiędzy zero i dwa jest większy nieskończony szereg liczb. Albo pomiędzy zero i milionem. Niektóre nieskończoności są po prostu większe niż inne...

I w tym momencie zaczęłaś krztusić się  łzami. Nie wytrzymałaś napięcia... Wybiegłaś z cmentarza. Pobiegłaś do parku gdzie zamordowano Luka. Wyciągnęłaś żyletkę z buta i zaczęłaś się nią ciąć. Przecięłaś żyły tak mocno, że dostałaś krwotoku. Wykrwawiłaś się na śmierć.
Popełniłaś samobójstwo z miłości...


1 komentarz: