poniedziałek, 30 marca 2015

Michael ;p

- O mój Boże! Mamo! To najwspanialszy prezent na świecie! Kocham Cię!
- Cieszę się, że ci się podoba, słoneczko - przytuliła cię i dała nacieszyć ci się z prezentu gwiazdkowego. Otrzymałaś bilet na koncert twojego ulubionego zespołu 5 Seconds of Summer. Byłaś najszczęśliwszą osobą na świecie. Ten wielki dzień miał odbyć się w dniu twoich urodzin. Prawdopodobnie ostatnich. Miałaś raka płuc. Lekarze dali ci maksymalnie dziesięć miesięcy życia. Nic nie dało się już zrobić. Jedynie bardzo kosztowna operacja, która i tak nie dawała 100% szansy na uratowanie życia.

***

- Mamo! Obudź się! To już dzisiaj! Mamo! Wstawaj! - krzyczałaś szturchając rodzicielkę jak mała dziewczynka.
- Dobrze, już dobrze! Już wstaję! - zaśmiała się i podniosła na łokciach. Wstałaś z wielkiego łoża i poszłaś do swojego pokoju by przebrać się w twój ulubiony komplet ubrań. Po przebraniu się posunęłaś do łazienki i ogarnęłaś włosy, które po nocy wyglądały strasznie. Zjadłaś śniadanie po czym byłaś gotowa.
- Już jedziemy?! - krzyknęłaś na cały dom zniecierpliwiona i podekscytowana.
- Tak! Już jedziemy! - posunęłyście do samochodu. Zajęłaś miejsce obok rodzicielki i usiadłaś wygodnie. Podróż zajęła wam około godzinę. W aucie cała się trzęsłaś. Ale tak pozytywnie... Znajdowałyście się już na arenie gdzie miał się odbyć koncert. Stałaś w kolejce około dwóch/trzech godzin, ale to normalne przy tak masowej imprezie. Gdy zajęłaś już swoje stanowisko na trybunach szybko poinformowałaś o tym na twitterze. Dziewczyny pisały do ciebie, że bardzo ci zazdroszczą i chcą być tam z tobą. Nagle rozległ się głośny huk. Koncert się zaczął. Najpierw na scenę wszedł Luke, Calum, Michael i Ashton. Twoje siostry darły się, a ty nie byłaś gorsza. Po pierwszych dwudziestu minutach darcia się poczułaś, że twojego gardło jest wystarczająco zdarte.Gdy koncert się zakończył, pokierowałaś się w miejsce gdzie chłopaki mieli przyjść i przywitać się z fanami. Byłaś oszołomiona i nic nie pamiętałaś. Byłaś w szoku. Nie spodziewanie drzwi od ochrony otworzyły się. Zza metalowej konstrukcji wyszli czterej wysocy nastolatkowie. Luke zaczął podpisywać płyty. Calum i Ashton robili zdjęcia, a Michael zaczął rozmawiać z dziewczyną obok ciebie. W pewnym momencie przeniósł wzrok na twoją osobę. Jego zielone tęczówki splotły się z twoimi. Myślałaś, że to sen.- Hej - uśmiechnął się szeroko, a ty byłaś za bardzo sparaliżowana by cokolwiek odpowiedzieć.
- H-h-hej...
- Chcesz zdjęcie może? - nie mógł powstrzymać się od chichotu na wyraz twojej twarzy.
- J-j-jasne... - włączyłaś aparat w telefonie i podałaś go niebieskowłosemu. Po tak zwanym selfie, Mike zaczął "grzebać" ci w telefonie. Nie wiedziałaś jak na to zareagować. Mogłaś jedynie zauważyć, że wszedł w kontakty. Po chwili oddał ci urządzenie. Zorientowałaś się, że dał ci swój numer telefonu. Gdy chciałaś się na niego spojrzeć, już go przy tobie nie było. Chłopak stał na drugim końcu kręgu fanek. Udało ci się zrobić zdjęcie ze wszystkimi członkami zespołu. Gdy Cal, Ash i Luke zmierzali w kierunku drzwi, Mike odwrócił się do ciebie i wykonał gest w stylu "zadzwoń". Zarumieniłaś się. Tłum rozproszył się śpiewając She Looks So Perfect. Chyba po każdym koncercie fanki śpiewają największe hity swojego idola. Wy zrobiłyście to samo. Mama przyjechała po ciebie prosto z galerii handlowej, do której się udała gdy ty byłaś na koncercie.
- I jak było? - mama spytała się ciebie gdy weszłaś do auta.
- I ty jeszcze się pytasz?! Mega! - przytuliłaś bardzo mocno rodzicielkę w podzięce za spełnienie marzenia. Pokazałaś zdjęcia z chłopcami by się pochwalić.
- Dobra, po ciężkim dniu wracamy do domu? - uśmiechnęła się, a ty odwzajemniłaś gest. Po powrocie do domu zaczęłaś tweetować jak bardzo się cieszysz. Gdy znalazłaś się już w swoim pokoju, opadłaś ze zmęczenia na łóżko. Zamknęłaś oczy i przypominałaś sobie co do sekundy spotkanie z sosami. Byłaś pewna, że nie wydarzyło się to na prawdę, lecz byłaś w błędzie. W pewnej chwili przypomniałaś sobie, że masz numer do Michaela. Postanowiłaś wysłać mu SMS'a.
Do Michael: Hej c; Jestem tą dziewczyną, której dałeś swój numer... Nie wiem czy mnie pamiętasz, ale to ja ;) Miło by było gdybyś mi odpisał ;)
Nie musiałaś czekać nawet pięciu minut. Poczułaś wibracje, które oznaczały nową wiadomość. Przesunęłaś palcem po ekranie twojego telefonu i odczytałaś wiadomość szeptem.
Od Michael: Jakbym mógł o tobie zapomnieć? Masz ochotę się spotkać? ;D
Do Michael: Jasne, kiedy i gdzie?
Od Michael: Jutro, kawiarnia Milkshake City, 15.00, pasuje?
Do Michael: Jak ulał ;D

***

- Mamo, wychodzę! - krzyknęłaś informując rodzicielkę o tym, że opuszczasz mieszkanie.
- Dobrze, tylko nie przyjdź za późno!
- Okeyyyy!!! - wyszłaś z domu i pokierowałaś się do wyznaczonego miejsca. Gdy przekroczyłaś próg kawiarni, spostrzegłaś siedzącego niebieskowłosego Michaela. Podeszłaś nieśmiało i przywitałaś się.
- Hej... To chyba ze mną miałeś się spotkać... - uśmiechnęłaś się.
- O tak! Proszę, siadaj! - wstał z miejsca i wskazał dłonią na wolne miejsce obok - Jak masz na imię?
- [T.I]... - zarumieniłaś się.
- Miło cię poznać - pokazał szereg białych zębów - Napijesz się czegoś?
- Nie, nie, dziękuję... Chciałabym cię poznać - wtedy chłopak zaczął opowiadać o swojej rodzinie, zainteresowaniach i przyjaciołach. Ty oczywiście wiedziałaś o tym wszystkim, ale gdy te informacje wyleciały z jego ust, brzmiały bardziej prawdopodobniej niż te z gazet.
- A teraz ty opowiedz mi coś o sobie - podparł brodę o dłonie i spojrzał na ciebie z zainteresowaniem.
- Ymmm... Moje życie nie jest tak bardzo ciekawe - pomajtałaś głową z niechęcią.
- Oj, na pewno jest, opowiadaj - wtem zaczęłaś swój monolog. Nastolatek przypatrywał ci się - I to chyba wszystko... - uśmiechnęłaś się, a on odwzajemnił gest.
- A ojciec? Wspomniałaś o matce, a o ojcu nic...
- No bo... On nie żyje... Też miał raka...
- Jak to "też miał raka"? Kto też choruje? - jego tęczówki rozszerzyły się.
- Ja... - szepnęłaś. Miałaś nadzieję, że tego nie usłyszy.
- [T.I], tak mi przykro... - złapał twoje dłonie na pocieszenie.
- Nie szkodzi... Już się z tym pogodziłam - wymusiłaś uśmiech. Po miesiącu znajomości z Cliffordem, poprosił cię o chodzenie. Byliście szczęśliwą parą... Do czasu... Twoje płuca nie wytrzymały... Zmarłaś w pokoju... Michael dowiedział się o tym od twojej mamy... Załamał się i popełnił samobójstwo... DLA CIEBIE...

poniedziałek, 23 marca 2015

Calum ;)

Wraz z twoją przyjaciółką udałyście się na weekendowy wypad na miasto. Zdecydowałyście się pójść do pobliskiego klubu. Spotkałyście się na miejscu. Weszłyście do środka. Było tam dość sporo ludzi. W powietrzu unosił się zapach alkoholu. Ty i [I.T.P] podeszłyście do baru by zamówić drinki. Wasza wspólna wędrówka zakończyła się gdy twoja przyjaciółka napotkała po drodze swoich znajomych. Przedstawiła nas sobie po czym rzekła.
- Ymmmm... [T.I], wiesz co? Zamów sama te drinki... My pójdziemy zająć stolik - uśmiechnęła się i odeszła ze swoją paczką.
- Dzięki, nie przejmuj się mną, dam sobie radę... - mruknęłaś i kontynuowałaś podróż do stoiska z trunkami.
- Dzień Dobry - przywitałaś się z szatynem.
- Raczej Dobry Wieczór - uśmiechnął się zalotnie - Jestem Harry - wyciągnął dłoń w geście przywitania się.
- [T.I] - odwzajemniłaś gest - Poproszę drinka - olałaś znajomych [I.T.P].
- Jeden? Wow... Dopiero się rozkręcasz? - poruszył brwiami.
- Może... - wywróciłaś oczami. Wypiłaś zawartość kieliszka. Po trzeciej kolejce postanowiłaś, że już sobie odpuścisz. Wyjęłaś portfel i chciałaś już wyjąć pieniądze, ale czyjaś dłoń powstrzymała cie.
- Poproszę dwa drinki - odezwał się nieznajomy ci głos. Spojrzałaś na chłopaka z zaskoczeniem.
- Calum - uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- [T.I] - zarumieniłaś się. W tym momencie Harry podał zamówienie - Wiesz co... ? Mi chyba już starczy... Nie mam głowy do alkoholu... - próbowałaś się wymigać od spędzenia czasu z chłopakiem, który przypominał Azjatę. Zrobił smutną minkę, a ty uległaś i zgodziłaś się.
- Zatańczysz? - skinęłaś, a on wyciągnął dłoń, a ty położyłaś swoją na jego. Wstałaś z krzesła, a Cal zaciągnął cię na środek parkietu. Jego ręce powędrowały na twoje biodra, a twe oplotły jego kark. Poruszaliście się w rytm wolnej muzyki jak to zapowiedział DJ - dla par. Patrzyliście sobie głęboko w oczy. Przetańczyliście tak dwie piosenki. W pewnym momencie [I.T.P] was odnalazła i wyrwała cię z uścisku chłopaka.
- Ej! Co ty robisz?! - przekrzyczałaś muzykę by dziewczyna dobrze cię zrozumiała.
- Chodź do nas! Gdzie masz drinki?!
- Właśnie tańczyłam z... - odwróciłaś się w poszukiwaniu Caluma, ale go już tam nie było. Resztę wieczoru spędziłaś z paczką twojej przyjaciółki. Przez cały czas siedziałaś zamyślona gdzie on mógł się podziać.
- Hej, wszystko w porządku? - spytała z troską w głosie koleżanka [I.T.P].
- Tak, tak... Wszystko jest okey... - chwyciłaś za trunek i jednym ruchem wlałaś go do ust. Upiłaś się do nie przytomności. Urwał ci się film. Obudziłaś się w swoim łóżku. Nic nie pamiętasz, tylko taniec z chłopakiem o piwnych oczach. Może to był tylko sen... ? - pomyślałaś. Podparłaś się na łokciach by rozejrzeć się po pokoju. Głowa strasznie cię bolała. Gdy ujrzałaś jakąś małą karteczkę na szafce nocnej, od razu się zerwałaś.
Słodko wyglądasz gdy śpisz...
                                 Cal xx

czwartek, 12 marca 2015

Ashton c;

Wraz z twoim chłopakiem wybrałaś się na romantyczny spacer po plaży. Szatyn obejmował cię za biodro, a ty luźno trzymałaś ręce.
- Ashton... ? - odezwałaś się po krótkiej ciszy.
- Hmmmm... ?
- Ostatnio dużo myślałam o... no wiesz...
- Dziecku? - spojrzał się pytająco.
- Też, ale bardziej chodziło mi o związek na stałe, no wiesz...
- Myślałaś o tym już tak na serio poważnie? - spytał spoglądając na ciebie przy czym zatrzymał się.
- No tak, a Ty nie? - nie dowierzałaś. Byłaś pewna, że chciał cię wykorzystać. Że zaraz z tobą zerwie i złamie serce na miliony części.
- Oczywiście, że tak. Miałem zrobić to już dawno temu, ale nie było idealnej okazji - złapał twoje dłonie i spojrzał ci głęboko w oczy. Klęknął i wyciągnął małe pudełeczko - [T.I], czy chciałabyś zostać moją żoną? - zakryłaś dłońmi usta z niedowierzania. Zaczęłaś piszczeć i płakać ze szczęścia.
- Ash! Tak! Tak! Tak! - po chwili na twoim małym paluszku pojawił się drobniutki pierścionek z błękitnym diamencikiem.
- Śliczny... - zachwyciłaś się.
- Kocham Cię...
- Kocham Cię - wasze usta splotły się w jeden namiętny pocałunek.

poniedziałek, 9 marca 2015

Michael =*

Chyba jak każda dziewczyna miałaś marzenia. Jedno z twoich było nauczenie się grania na gitarze. Codziennie chodziłaś do pobliskiego parku, siadałaś na ławce i zaczynałaś grać. Byłaś samouczkiem, ponieważ nie lubiłaś być pod okiem nauczyciela. Usiadłaś na ławce i otworzyłaś futerał na twoją miłość. Pewnym ruchem pociągnęłaś za gryf i umiejscowiłaś pudło gitary na swoim prawym udzie. Zaczęłaś brzdąkać przeróżne melodie lecz nie wychodziło ci to za dobrze. Przechodzący obok ciebie ludzie zatrzymywali się i wsłuchiwali się w rytm nieznanej piosenki. W pewnym momencie ktoś dosiadł się do ciebie. Był to ciemny blondyn.
- Michael - przedstawił się - Pomóc ci? - zaproponował.
- Hej, [T.I], nie dziękuję, nie trzeba, poradzę sobie - rumieniec pokrył twoje policzki.  Mike jednak postawił na swoim. Prawą ręką objął cię za ramię, a jego dłoń była na twojej. Lewa zaś znajdowała się na gryfie.
- Daj palce tutaj - powiedział patrząc ci głęboko w oczy. Posłuchałaś. W takich okolicznościach twoja nauka gry szła jak po maśle. Zerkałaś na niego, a on na ciebie. Wokół was gromadziło się coraz więcej osób ale nie zwracaliście na to uwagi, przynajmniej ty. Kiedy skończyliście swoją pierwszą lekcje, podziękowałaś mu za spędzony razem czas, a on poprosił cię o numer telefonu.
- Słucham... ? - zatkało cię
- Czy podałabyś mi swój numer? - powtórzył.
- A, a, a, a, ale po co... ? - zaczęłaś się jąkać.
- Żebym się z tobą jeszcze spotkać - uśmiechnął się. Podałaś mu dziewięciocyfrowy kod i odeszłaś zabierając ze sobą gitarę. Następnego dnia obudził cię twój telefon. SMS.
Od Michael: Hej, wyspałaś się? ;D
Do Michael: Nie, przez ciebie nie ;c
Od Michael: Przepraszam, ale mam ważne pytanie...
Do Michael: ?
Od Michael: Chciałabyś się dziś ze mną zobaczyć?
Do Michael: Okey, kiedy, gdzie i o której?
Od Michael: Sobota, park, ławka, 12:00, do zobaczenia =D
Odłożyłaś telefon na szafkę nocną i zakryłaś głowę poduszką. W głębi duszy chciałaś jeszcze pospać lecz z drugiej strony cieszyłaś się, że znów go zobaczysz. Postanowiłaś wstać. Poszłaś do łazienki wzięłaś prysznic. Po odświeżeniu się wykonałaś prosty makijaż i wysuszyłaś włosy oraz upięłaś je w luźnego koka. Po tym pokierowałaś się do kuchni zjeść śniadanie. Usmażyłaś sobie jajecznicę, bo tylko to potrafiłaś przyrządzić i akurat na nią miałaś ochotę. Po najważniejszym posiłku dnia umyłaś zęby. Po tych czynnościach zabrałaś swoją gitarę i wyszłaś z mieszkania zakluczając drzwi. Twój cel? Park. Posunęłaś, więc w tamtym kierunku. Usiadłaś na ławce i wyjęłaś gitarę. Znów zaczynałaś tworzyć nie słyszane dotychczas melodie. Michael spóźniał się już 20 minut. Martwiłaś się o niego. Po twojej głowie krążyły czarne scenariusze. Co jeśli ktoś go potrącił lub napadł? Nie wybaczyłabyś tego sobie. A może po prostu cię wystawił? Sięgnęłaś po telefon, który znajdował się w kieszeni twojej szarej bluzy. Kontakty > Michael > połącz. Po trzech sekundach usłyszałaś zza pleców melodie przypominającą dzwonek połączenia. Obejrzałaś się za siebie. Ujrzałaś Michaela który teraz miał czerwoną twarz z zawstydzenia.- Michael?!
- Nie, Święty Walenty! - uśmiechnął się i dosiadł się do ciebie tak jak dzień wcześniej.
- Myślałam, że mnie wystawiłeś!
- Nigdy bym tego nie zrobił... - zaprzeczył - Chciałem posłuchać ile się już nauczyłaś dzięki wczorajszej lekcji - uśmiechnęliście się wzajemnie - Idziemy do mnie? - zaproponował. Skinęłaś. Spakowałaś swój majdan i wyruszyliście. Okazało się, że Mike mieszka dość blisko ciebie - Zapraszam w moje skromne progi - zaprosił cię do przekroczenia progu jego mieszkania.
- Dziękuję - ukłoniłaś się niczym królewna. Weszłaś do środka. Jego "skromne progi" rzeczywiście były skromne.
- Studiujesz?
- Nie, czemu pytasz?
- Bo to mieszkanie wygląda typowo studencko - zachichotałaś.
- Przyjmę to jako komplement - uśmiechnął się i szczypnął cię w biodro. Odstawiłaś gitarę w przedpokoju i zaczęłaś oglądać jego posiadłość niczym muzeum.
- Masz ochotę obejrzeć film? - zaproponował widząc, że oglądanie pokoi nie jest bardzo interesujące.
- Jaki?
- "Ostatnia Piosenka", podobno warty polecenia - uśmiechnął się szczeniacko.
- Niech będzie - zgodziłaś się, bo uznałaś, że to najlepsze wyjście z sytuacji. Michael przygotował DVD i popcorn. Rozłożyłaś kanapę, koce i poduszki. Wszystko było przygotowane po kwadransie, popcorn ostygł i był gotowy do konsumpcji. Opatuliliście się kocami i włączyliście film. Podczas seansu płakałaś jak głupia przy czym wtulałaś się w chłopaka. W jego oku również pojawiła się łza lecz chciał pokazać męskość i nie spuścił jej. Wyglądaliście jak starzy dobrzy przyjaciele znający się od wieków lecz nie widzący się od lat.

niedziela, 8 marca 2015

Luke ;) (Women's Day)

Niedziela. Dzień Kobiet. Super... - [T.I], idziemy do kościoła! Ubieraj się! - rozkazała ci twoja mama z drugiego pokoju.
- Dobra, już dobra... - posłuchałaś lecz nie miałaś na to zupełnej ochoty. Wygramoliłaś się z pokoju i przebrałaś w czarnobiałą sukienkę. Rozpuściłaś włosy i rozczesałaś je. Do kreacji założyłaś czarne baletki. Wyglądałaś jak księżniczka. Przynajmniej taki kit wciskali ci rodzice jak i twoja młodsza siostra. Wyszliście z mieszkania. Podczas spaceru do wysokiego budynku z krzyżem na dachu, spotkałaś swoją przyjaciółkę. Twoi rodzice z twoim rodzeństwem poszli już do środka, a ty zostałaś z [I.T.P].
- O, cześć [I.T.P]! Jak się czujesz? - spytałaś pełna energii.
- Hej! Dobrze - uśmiechnęła się - Jak tam z Lukiem? - spytała, a mina natychmiastowo ci zrzędła.
- No wiesz... Jak by to powiedzieć... Mamy ciche dni... - posmutniałaś.
- Hej... będzie dobrze, zaufaj... - objęła cię, a ty odwzajemniłaś uścisk - To co idziemy? - potarła dłonią o twoje ramię na pocieszenie.
- Tak, chyba tak - zmusiłaś się na uśmiech. Weszłyście do przestrzennego pomieszczenia w którym przeważały starsze babcie. Msza ciągnęła się jak krew z nosa. Po sakramencie wyszliście z kościoła.
- Jak chcesz to możesz zostać z [I.T.P], a my pójdziemy do domu - oznajmił twój tata, a ty skinęłaś. Jeszcze chwilę rozmawiałaś z twoją przyjaciółką. Miałyście się już żegnać ale zza twoich pleców usłyszałaś głos, którego nie słyszałaś od jakiegoś czasu.
- Możemy porozmawiać? - byłaś od niego odwrócona tyłem, więc [I.T.P] widziała kto za tobą stoi. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie. Luke.
- To ja może zostawię was samych... ? - przytuliła cię i uśmiechnęła.
- Pa - wyszeptałaś. Odwróciłaś się na pięcie i ujrzałaś Luka.
- Hej, nie wiem od czego zacząć, więc może cię najpierw przeproszę... - nabrał powietrza - Przepraszam cię za to, że nie odzywałem się do ciebie i nie odpisywałem na wiadomości. Miałem ku temu powody - tłumaczył się tak chyba z 10 minut, a po tym czasie zza pleców wyciągnął czerwonokrwistą różę - A to dla ciebie Moja Kobietko - uśmiechnął się i wyraźnie zaakcentował ostatnie dwa słowa. Przytuliłaś go tak mocno, że nie mógł złapać tchu.
- Wybaczam, Luke, wybaczam... - wtuliłaś się w niego jak w maskotkę.

Ashton ;p

Jak co dzień szłaś, a raczej jechałaś na uczelnie. Rano, godzina 8.00, jak zwykle spóźniona. Biegłaś na przestanek autobusowy by złapać następny pojazd. Przewróciłaś się. Nie obce ci było przewracałaś się na płaskiej podeszwie. Zdarzało ci się to co drugi dzień. To był twój ukryty talent. Wracając... Chyba skręciłaś kostkę, bo bardzo cię bolało. Złapałaś się za nią  jakby miało to zmniejszyć ból lecz na próżno. Siedziałaś na chodniku około 10 metrów od celu twojego maratonu. W pewnym momencie poczułaś, że ktoś łapie cię za ramię.
- Nic ci nie jest? - spytał brunet z loczkami.
- Nie, nic tylko skręciłam kostkę i cholernie boli, ale wiesz co... ? Nie, nic się nie stało - odpowiedziałaś z wyrzutem. Uśmiechnął się i z kieszeni czarnych rurek wyciągnął iPhona.
- Dzień Dobry, Ashton Irwin. Dziewczyna przewróciła się na chodniku i mówi, że skręciła kostkę - mruczał coś w stylu: "Mhhhh..." - Jak się nazywasz? - spytał na polecenie sekretarki.
- [T.I] [T.N].
- [T.I] [T.N] - powtórzył pani po drugiej stronie telefonu - Zaraz przyjadą - rozłączył się - Zostanę z Tobą.
- Nie musisz, dam sobie radę, dziękuję - zarumieniłaś się.
- Owszem, muszę, zadzwoniłem po karetkę to chyba muszę zostać, nie? - uśmiech pojawił się na jego twarzy. Po pięciu minutach zjawiła się wyczekiwana pomoc. Gdy rozmawiałaś z Ashtonem zapomniałaś o bólu. Odpłynęłaś. Podczas kiedy funkcjonariusze wyciągnęli nosze, poprosili cię abyś się na nie położyła. Nie usłyszałaś ich próśb, bo zapatrzyłaś się na chłopaka.
- Pani [T.I]. Proszę pani, proszę się położyć - ocknęłaś się, a Ash zachichotał.
- Dobrze, przepraszam - wymamrotałaś.
- Odwiedzę Cię, obiecuję - wypowiedziane słowa przez Ashtona zamurowały cię. Po kwadransie byłaś już w szpitalu. Opatrzyli ci już nogę. Przy dociąganiu bandażu trochę bolało, ale starałaś się myśleć o brunecie. Był on dla ciebie niczym morfina, która miała uśmierzyć ból.
- Dzień Dobry - odezwał się znajomy ci głos.
- Dzień Dobry, pan w odwiedziny? Już skończyliśmy, proszę wejść - oświadczył lekarz.
- Cześć [T.I]. Jak się czujesz? - spytał z troską siadając na krańcu twojego szpitalnego łóżka.
- Dobrze, dziękuję, że pytasz - szczery uśmiech pojawił się na twoich ustach. Rozmawialiście przez kilka godzin by lepiej się poznać.

sobota, 7 marca 2015

Calum ^^

Pierwszy wrzesień. Nowa szkoła. Nowe znajomości. Nikogo nie znasz oprócz siebie. Stałaś przed drzwiami do budynku, który nie był ci znany. Postanowiłaś przełamać się i postawić krok w liceum do którego zapisali cię twoi rodzice. Na pierwszy rzut oka wszyscy wyglądali na miłych i uprzejmych, ale oczywiście w każdej szkole musi być czarna owca. Szłaś wolno korytarzem rozglądając się na prawo i lewo poszukując klasy z numerkiem 10. Za kwadrans miały odbyć się tam twoje pierwsze zajęcia. Poszukiwania poszły na marne. Pod nosem mówiłaś do siebie:
- Gdzie jest ta klasa? Musi gdzieś tu być...
- Szukasz czegoś? - zapytał głos zza twoich pleców. Wzdrgnęłaś gdy go usłyszałaś.
- Jezu! Nie strasz mnie! - odwróciłaś się, a twoim oczom ukazał się wysoki chłopak, który przypominał Azjatę lecz nim nie był. Byłaś pewna, że jest od ciebie starszy.
- Calum - uśmiechnął się i podał dłoń w geście powitania.
- [T.I] - rzekłaś nieśmiało - Słuchaj, mógłbyś mi powiedzieć gdzie znajdę salę 10?
- Tak, pokażę ci, bo szkoła jest duża i mogłabyś się zgubić, a tego chyba nie chcesz, prawda?
- Tak, nikt by nie chciał - zarumieniłaś się - To prowadź - zaczął iść przez masę krętych korytarzy, a ty wlekłaś się za nim. Po drodze masę starszych uczniów gapiło się na was jak na mięso. Chyba Calum musiał być jednym z tych popularniejszych chłopaków w szkole. Ale to i tak nie miało znaczenia, bo przecież miał pokazać ci tylko salę.
- To tutaj - wskazał na drzwi z podaną przeze mnie cyfrą.
- Dziękuję - uśmiechnęłaś się i już miałaś wejść do klasy ale Azjata złapał cię za ramię i tym samym unieruchomił.
- Widzimy się później? - zszokował cię tym.
- T, t, t, t, tak, jasne - zaczęłaś się jąkać - Gdzie?
- Przed szkołą o 11.00, ok?
- Ok, do zobaczenia - puścił cię, a ty powędrowałaś do sali. Ciepło przyjęła was wasza nowa nauczycielka. Zaczęła swój monolog o nowym roku szkolnym i jak bardzo cieszy się, że ma tak wspaniałych uczniów w swojej nowej klasie. Mniejsza. Miałaś ochotę już wyjść, bo nie lubiłaś tej atmosfery gdzie nie znasz nikogo i nie masz z kim porozmawiać. Skończyła. Wyszłaś z ulgą i pokierowałaś się w stronę wyjścia. Nad drzwiami wyjściowymi wisiał zegar, który wskazywał 10.50. Paplanina wychowawczyni trwała godzinę. Teraz rozszyfrowałaś zagadkę dlaczego tak czas ci się dłużył. Nagle przypomniało ci się o Calumie i spotkaniu. Kontynuowałaś wyjście ze szkoły. Znalazłaś się już na świeżym powietrzu. Niespodziewanie ktoś zakrył ci oczy dłońmi. Zorientowałaś się, że to Calum po jego głosie.
- Zgadnij kto to? - zaśmiał się.
- Znowu?! Chcesz, żeby dostała zawału?! - roześmiałaś się.
- Przepraszam... - zrobił smutną buźkę.
- Wybaczam - uśmiechnęłaś się i przytuliłaś się do niego - Co robimy?
- Pizza, lody, kino? Co chcesz? - zaproponował.
- Spacer?
- Może być - objął cię w pasie i wybraliście się do pobliskiego parku. Spacerowaliście tak przez godzinę, może dwie. Nie pamiętasz. Miałaś z nim wiele wspólnych tematów.
- Dziękuję ci za ten dzień - pokazałaś szereg białych zębów - ale muszę już iść.
- Ja też ci dziękuję - przytulił cię i ucałował w czoło - Widzimy się jutro? - skinęłaś i odeszłaś z żalem, bo bardzo chciałaś zostać z nim jeszcze choć przez chwilę, ale zakazany owoc smakuje najlepiej. Następnego dnia znów spędziłaś czas z Calem. Minęły trzy lata odkąd się znacie. Przyszedł ten dzień w którym chłopak oświadcza się dziewczynie. Wybraliście się do Disneylandu. To było twoje marzenie. Był to dzień waszej rocznicy.
- [T.I], wyjdziesz za mnie? - klęknął przed tobą nie spodziewanie, a ty zakryłaś dłońmi usta z wrażenia.
- Oczywiście! - pisnęłaś ze szczęścia.  Minęły dwa tygodnie od waszego ślubu. Kupiliście dom z dużym ogrodem. Zaszłaś w ciążę. Dziewczynka. Po porodzie nazwaliście ją Cassidy. Była śliczna. Miała duże brązowe oczka i delikatne czarne włoski. Jednym słowem: czysty tatuś. Byliście najszczęśliwszą rodziną na świecie.

piątek, 6 marca 2015

Luke ;D

Było lato. Ciepłe wakacje, upalne wręcz. Postanowiłaś, że zakupisz twoim rodzicom lot samolotem do Los Angeles by odpoczęli od codziennych obowiązków domowych i pracy. Lot zarezerwowany był w nocy. Z soboty na niedzielę. Pilot tuż przy lądowaniu nie zauważył słupa elektrycznego. Rozbili się. Zgon na miejscu. Umarli. Nie było już ich. Już nigdy ich nie zobaczysz. Nie uśmiechną się do ciebie. Już nigdy nie opowiesz im o nowo poznanych przyjaciołach. Już nigdy ich nie dotkniesz. Nie przytulisz. Płakałaś. Twoim jedynym wsparciem był twój chłopak o blond włosach i wspaniałym uśmiechu. Miał na imię Luke. Wszystkie dziewczyny ze szkoły ci zazdrościły. Nie raz próbowały ci go odbić lecz bez skutków. Nawet twoja najlepsza przyjaciółka odwróciła się od ciebie, bo była o niego tak zazdrosna. Mogłaś liczyć tylko na niego. Niestety nie wytrzymałaś depresji. Zaczęłaś się okaleczać. Kupowałaś codziennie żyletki. Po dwie, po trzy. Gdy stępiła się jedna, brałaś drugą i tak aż do znudzenia. Ból sprawiał ci ogromną radość. Byłaś z siebie dumna. Zasługiwałaś na to. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyłaś. Przecież to przez ciebie zmarli i nie ma ich obok ciebie. Czułaś ulgę gdy widziałaś czerwoną ciecz spływającą po twoich nadgarstkach. Na lewym z nich znajdował się tatuaż, który brzmiał: "Stay Strong". Oznaczać on miał, że nie mogłaś się nigdy poddawać. Niestety teraz on nie miał dla ciebie żadnego znaczenia. W pewnym momencie usłyszałaś pukanie do twoich drzwi.
- Halo?! [T.I]?! Jesteś tam?! - poczułaś ulgę gdy do twoich uszu dobiegł głos Luka.
- Tak... otwarte... - wyszeptałaś z braku sił. Wbiegł do łazienki gdzie leżałaś prawie nie przytomna. Byłaś cała blada. Stał i przyglądał ci się. Kiedy dotarło do niego co się właśnie stało, podszedł do ciebie i mocno przytulił. Zaczęliście płakać we własne ramiona - Jak mogłaś to zrobić...? [T.I] Kocham Cię, czemu to zrobiłaś?
- Bo nie mam dla kogo żyć, Luke... dla nikogo... - podciągnęłaś nosem.
- A ja? Ja się dla ciebie już nie liczę? - spytał zmartwiony.
- I tak prędzej czy później mnie zostawisz dla innej... Nie będę cię obchodziła... Znudzę ci się i wyśmiejesz mnie w twarz... - łkałaś.
- [T.I]! Co ty wygadujesz?! Nigdy cię nie zostawię! Założymy rodzinę, będziemy szczęśliwi, rozumiesz? - przytaknęłaś, ale i tak wiedziałaś swoje. Wyjął apteczkę z szafki pod zlewem i opatrzył twoje świeże rany. Po zabiegu pocałował bandaż, a po tym twoje zimne jak lód usta. Od incydentu z cięciem się minął miesiąc. Planowałaś to od dawna, popełnienie samobójstwa. Zrobiłaś to skacząc z mostu, który znajdował się nad torami pociągów. Skoczyłaś. Luke dowiedział się o tym wypadku w najgorszy możliwy sposób. Z telewizji. Nie pozornie oglądał wiadomości, a tu nagle prezenter rzekł:
- Wiadomości z ostatniej chwili... [T.W] popełniła samobójstwo skacząc z mostu - powiedział to bez żadnych uczuć. Na ekranie pojawiło się twoje zdjęcie z chłopakiem. W oku blondyna pojawiła się łza.
- To niemożliwe! To nie może być prawda! Dlaczego?! - krzyczał w niebogłosy. Na nic. Nie odzyska cie. Był w takiej depresji, że wykonał tą samą czynność jaką wykonałaś ty. Skoczył. Z tego samego mostu. O tej samej godzinie. Następnego dnia. Jego ostatnie słowa brzmiały:
- Kocham Cię, [T.I]

czwartek, 5 marca 2015

Michael :3

Ty i Michael jesteście parą od tygodnia. Przyszedł czas by przedstawić go twojemu ojcu. Twoja matka zmarła na raka rok temu. Pomiędzy tobą, a tatą zawsze były jakieś sprzeczki, więc byłaś pewna, że nie zaakceptuje od razu twojego zielonowłosego wybranka.
- Jesteś pewna? Przecież nie musisz tego robić... - powiedział niepewnie Michael.
- Nie, jestem pewna. Przecież kiedyś musi Cię poznać, a teraz jest najbardziej odpowiedni moment, zaufaj - uśmiechnęłaś się i pocałowałaś chłopaka w policzek. Mocno uścisnęłaś jego dłoń, a drugą ułożyłaś w pięść i zapukałaś dwa razy do drzwi.
- Otwarte! - krzyknął ochrypły głos twojego ojca. Słychać było, że nie był trzeźwy. Pociągnęłaś za klamkę i weszliście niepewnym krokiem do domu gdzie niby miałaś czuć się bezpiecznie.
- Halo, tato. To ja, [T.I] - oznajmiłaś po czym zaczęłaś szukać wzrokiem mężczyzny.
- Jestem w kuchni!
- Tato, poznaj mojego chłopaka Michaela... - powiedziałaś najciszej jak mogłaś ostatnie trzy słowa.
- Co?! Chłopaka?! - nawet nie odwrócił się gdy wypowiedział te słowa, a gdy jego głowa obróciła się w waszą stronę wrzasnął - Kto to?! Ale już, wynocha z mojego domu! Nie chcę Cię tu więcej widzieć!
- Tato! Przestań! Nawet go nie znasz!
- Nawet nie chcę! Zabierz go stąd! - spojrzałaś zmieszana na Michaela, który był oszołomiony całą sytuacją. Pociągnęłaś chłopaka za rękę i wybiegliście z mieszkania.
- Widzisz! To potwór! Przepraszam Cię! Nie chciałam, żeby tak wyszło... przepraszam - rozpłakałaś się. Wiedziałaś, że tak będzie.
- Nie szkodzi, [T.I], nic nie szkodzi... To nie twoja wina...
- Przepraszam, tak bardzo przepraszam... - wtuliłaś się w niego i łkałaś mając nadzieję, że to ci jakoś pomoże. Niestety bez skutków. Zielonooki głaskał delikatnie twoje włosy.
- Chodźmy do mnie, odpoczniesz... - zaproponował, a ty się zgodziłaś. Lubiłaś przebywać w jego domu. Czułaś się tam jak u siebie. Mamę Michaela traktowałaś jak swoją.
- Dzień Dobry - uśmiechnęłaś się do niej i zapomniałaś o sytuacji, która zdarzyła się przed kwadransem.
- Dzień Dobry, kochanie - przytuliła cię z taką troską, że mogłaś poczuć jej bijące ciepło - napijesz się czegoś ciepłego? - zmarzłaś. Była zima.
- O tak, dziękuję Pani Clifford - uśmiechnęłaś się.
- Mów mi Karen, po prostu Karen - Michael zachichotał cicho i przyglądał się całej sytuacji.
- Czemu się śmiejesz? - zapytałaś uśmiechając się.
- Bo słodko wyglądacie - podszedł do ciebie i mocno przytulił. W ten oto sposób zamieszkałaś u rodziny Clifford. Od tamtej pory jesteś najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.