Było lato. Ciepłe wakacje, upalne wręcz. Postanowiłaś, że zakupisz twoim rodzicom lot samolotem do Los Angeles by odpoczęli od codziennych obowiązków domowych i pracy. Lot zarezerwowany był w nocy. Z soboty na niedzielę. Pilot tuż przy lądowaniu nie zauważył słupa elektrycznego. Rozbili się. Zgon na miejscu. Umarli. Nie było już ich. Już nigdy ich nie zobaczysz. Nie uśmiechną się do ciebie. Już nigdy nie opowiesz im o nowo poznanych przyjaciołach. Już nigdy ich nie dotkniesz. Nie przytulisz. Płakałaś. Twoim jedynym wsparciem był twój chłopak o blond włosach i wspaniałym uśmiechu. Miał na imię Luke. Wszystkie dziewczyny ze szkoły ci zazdrościły. Nie raz próbowały ci go odbić lecz bez skutków. Nawet twoja najlepsza przyjaciółka odwróciła się od ciebie, bo była o niego tak zazdrosna. Mogłaś liczyć tylko na niego. Niestety nie wytrzymałaś depresji. Zaczęłaś się okaleczać. Kupowałaś codziennie żyletki. Po dwie, po trzy. Gdy stępiła się jedna, brałaś drugą i tak aż do znudzenia. Ból sprawiał ci ogromną radość. Byłaś z siebie dumna. Zasługiwałaś na to. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyłaś. Przecież to przez ciebie zmarli i nie ma ich obok ciebie. Czułaś ulgę gdy widziałaś czerwoną ciecz spływającą po twoich nadgarstkach. Na lewym z nich znajdował się tatuaż, który brzmiał: "Stay Strong". Oznaczać on miał, że nie mogłaś się nigdy poddawać. Niestety teraz on nie miał dla ciebie żadnego znaczenia. W pewnym momencie usłyszałaś pukanie do twoich drzwi.
- Halo?! [T.I]?! Jesteś tam?! - poczułaś ulgę gdy do twoich uszu dobiegł głos Luka.
- Tak... otwarte... - wyszeptałaś z braku sił. Wbiegł do łazienki gdzie leżałaś prawie nie przytomna. Byłaś cała blada. Stał i przyglądał ci się. Kiedy dotarło do niego co się właśnie stało, podszedł do ciebie i mocno przytulił. Zaczęliście płakać we własne ramiona - Jak mogłaś to zrobić...? [T.I] Kocham Cię, czemu to zrobiłaś?
- Bo nie mam dla kogo żyć, Luke... dla nikogo... - podciągnęłaś nosem.
- A ja? Ja się dla ciebie już nie liczę? - spytał zmartwiony.
- I tak prędzej czy później mnie zostawisz dla innej... Nie będę cię obchodziła... Znudzę ci się i wyśmiejesz mnie w twarz... - łkałaś.
- [T.I]! Co ty wygadujesz?! Nigdy cię nie zostawię! Założymy rodzinę, będziemy szczęśliwi, rozumiesz? - przytaknęłaś, ale i tak wiedziałaś swoje. Wyjął apteczkę z szafki pod zlewem i opatrzył twoje świeże rany. Po zabiegu pocałował bandaż, a po tym twoje zimne jak lód usta. Od incydentu z cięciem się minął miesiąc. Planowałaś to od dawna, popełnienie samobójstwa. Zrobiłaś to skacząc z mostu, który znajdował się nad torami pociągów. Skoczyłaś. Luke dowiedział się o tym wypadku w najgorszy możliwy sposób. Z telewizji. Nie pozornie oglądał wiadomości, a tu nagle prezenter rzekł:
- Wiadomości z ostatniej chwili... [T.W] popełniła samobójstwo skacząc z mostu - powiedział to bez żadnych uczuć. Na ekranie pojawiło się twoje zdjęcie z chłopakiem. W oku blondyna pojawiła się łza.
- To niemożliwe! To nie może być prawda! Dlaczego?! - krzyczał w niebogłosy. Na nic. Nie odzyska cie. Był w takiej depresji, że wykonał tą samą czynność jaką wykonałaś ty. Skoczył. Z tego samego mostu. O tej samej godzinie. Następnego dnia. Jego ostatnie słowa brzmiały:
- Kocham Cię, [T.I]

Dobryy ,czekam na następny !
OdpowiedzUsuńZapraszam jutro ;3
UsuńEj jak mogłaś! :( takie zakończenie :(
OdpowiedzUsuńPrzepraszam ;c
UsuńNo i znowu beczę :'(
OdpowiedzUsuńWgl to czemu czytam to w takiej kolejnosvi? Hahah
Hahahaha :D Nie płacz ;p
Usuń