Niedziela. Dzień Kobiet. Super... - [T.I], idziemy do kościoła! Ubieraj się! - rozkazała ci twoja mama z drugiego pokoju.
- Dobra, już dobra... - posłuchałaś lecz nie miałaś na to zupełnej ochoty. Wygramoliłaś się z pokoju i przebrałaś w czarnobiałą sukienkę. Rozpuściłaś włosy i rozczesałaś je. Do kreacji założyłaś czarne baletki. Wyglądałaś jak księżniczka. Przynajmniej taki kit wciskali ci rodzice jak i twoja młodsza siostra. Wyszliście z mieszkania. Podczas spaceru do wysokiego budynku z krzyżem na dachu, spotkałaś swoją przyjaciółkę. Twoi rodzice z twoim rodzeństwem poszli już do środka, a ty zostałaś z [I.T.P].
- O, cześć [I.T.P]! Jak się czujesz? - spytałaś pełna energii.
- Hej! Dobrze - uśmiechnęła się - Jak tam z Lukiem? - spytała, a mina natychmiastowo ci zrzędła.
- No wiesz... Jak by to powiedzieć... Mamy ciche dni... - posmutniałaś.
- Hej... będzie dobrze, zaufaj... - objęła cię, a ty odwzajemniłaś uścisk - To co idziemy? - potarła dłonią o twoje ramię na pocieszenie.
- Tak, chyba tak - zmusiłaś się na uśmiech. Weszłyście do przestrzennego pomieszczenia w którym przeważały starsze babcie. Msza ciągnęła się jak krew z nosa. Po sakramencie wyszliście z kościoła.
- Jak chcesz to możesz zostać z [I.T.P], a my pójdziemy do domu - oznajmił twój tata, a ty skinęłaś. Jeszcze chwilę rozmawiałaś z twoją przyjaciółką. Miałyście się już żegnać ale zza twoich pleców usłyszałaś głos, którego nie słyszałaś od jakiegoś czasu.
- Możemy porozmawiać? - byłaś od niego odwrócona tyłem, więc [I.T.P] widziała kto za tobą stoi. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie. Luke.
- To ja może zostawię was samych... ? - przytuliła cię i uśmiechnęła.
- Pa - wyszeptałaś. Odwróciłaś się na pięcie i ujrzałaś Luka.
- Hej, nie wiem od czego zacząć, więc może cię najpierw przeproszę... - nabrał powietrza - Przepraszam cię za to, że nie odzywałem się do ciebie i nie odpisywałem na wiadomości. Miałem ku temu powody - tłumaczył się tak chyba z 10 minut, a po tym czasie zza pleców wyciągnął czerwonokrwistą różę - A to dla ciebie Moja Kobietko - uśmiechnął się i wyraźnie zaakcentował ostatnie dwa słowa. Przytuliłaś go tak mocno, że nie mógł złapać tchu.
- Wybaczam, Luke, wybaczam... - wtuliłaś się w niego jak w maskotkę.

Dziewczyno jak ty to robisz że płacze za każdym razem? XD
OdpowiedzUsuńAle dlaczego płaczesz skoro tu nie ma nic wzruszającego? xD
Usuń